// ŁADOWANIE //
// ŁADOWANIE //
Krótkie wiadomości i doniesienia ze świata służb – geopolityka, bezpieczeństwo i sprawy, które warto mieć na oku. Od najnowszych.
Od kilku dni w sieci krążą nagrania kolumn policji jadących na Warmię i Mazury. Fakty potwierdzone są dwa. Po pierwsze, 29 października zastępca Komendanta Głównego Policji nadinsp. Tomasz Michułka polecił, by od 2 do 8 listopada oddziały i samodzielne pododdziały prewencji z odwodu centralnego pozostawały w jednostkach w pełnej gotowości do natychmiastowego wyjazdu. W piśmie wymieniono między innymi pistolety maszynowe, hełmy, kamizelki kuloodporne oraz sprzęt termowizyjny i noktowizyjny. Policja potwierdziła autentyczność dokumentu i zaprzeczyła, by miał on związek z Trybunałem. Wiązała go z zagrożeniem sabotażem i dywersją. Po drugie, dziś Komendant Główny Policji gen. insp. Marek Boroń powiedział publicznie, że w KGP działa sztab operacji specjalnej prowadzonej w województwach warmińsko-mazurskim i podlaskim. Policja współpracuje w niej z wojskiem, Strażą Graniczną i służbami specjalnymi. Według komendanta w zeszłym tygodniu Służba Wywiadu Wojskowego i służby sojusznicze ostrzegły przed możliwymi aktami dywersji na granicy z Rosją, w tym przed naruszeniem granicy przez uzbrojone grupy. Na pogranicze przerzucono wzmocnienia z kilku województw, a w działaniach biorą udział kontrterroryści. Kryptonimu „Kordon” oficjalnie nie potwierdzono. Sam mechanizm jest podręcznikowy. Ostrzeżenie wywiadowcze o konkretnym typie zagrożenia przekłada się na działania prewencyjne: odwód podnosi gotowość, siły przesuwa się w zagrożony rejon, a dowodzenie przejmuje sztab, który koordynuje pracę kilku służb. Pododdziały prewencji są w policji właśnie od tego, by można je było szybko przerzucić tam, gdzie brakuje ludzi. Wyposażenie z pisma też pasuje do opisanego scenariusza. Pistolety maszynowe, kamizelki, hełmy i termowizja służą do działań przeciwko uzbrojonym grupom i do nocnej służby w terenie, a nie do zabezpieczania zgromadzeń. Do opanowania tłumu używa się tarcz, pałek, środków chemicznych i barier, a broni długiej się nie stosuje. Dywersję prowadzą małe grupy, często ludzie werbowani przez internet, a nie zgrupowania wojsk widoczne na zdjęciach satelitarnych. Ostrzeżenia tego typu pochodzą zwykle z osobowych źródeł informacji, z nasłuchu albo od partnerów i nie da się ich zweryfikować na podstawie materiałów z sieci. Kontekst też jest znany. Polska od miesięcy mierzy się z aktami sabotażu i dywersji na zlecenie rosyjskich służb, a Litwa od października wzmacnia wojskiem ochronę własnej granicy z obwodem królewieckim. Na koniec prośba do mieszkańców pogranicza i do wszystkich, którzy mają w telefonach nagrania kolumn. Nie publikujcie ich. Jeśli zagrożenie jest realne, pomagacie w ten sposób stronie, która je stwarza.
Czytaj sygnałProkuratura federalna zarzuca 42-letniemu Ianowi Brinksmanowi, pracownikowi kontraktowemu CIA, że wykorzystywał dostęp do tajnych materiałów wywiadowczych, pobierał raporty niezwiązane ze swoimi obowiązkami dotyczące Izraela, i przekazywał je partnerce dziennikarce, by pomóc jej w karierze. Grozi mu do dziesięciu lat więzienia. Według prokuratury w e-mailu z listopada 2025 r. pisał znajomemu, że chce pomóc partnerce rozwinąć karierę. Nie pieniądze, nie ideologia, tylko chęć pomocy bliskiej osobie. W modelu motywacji opisywanym przez kontrwywiad mieści się to w kategorii ego i relacji osobistych, którą łatwo przeoczyć, bo nie wygląda na zdradę. Uważam, że sprawa obnaża też słabość zasady wiedzy koniecznej. Jeśli pracownik może pobierać raporty spoza zakresu swoich zadań, a system tego nie zauważa od razu, to monitorowanie aktywności użytkowników działa za późno. Amerykanie wdrożyli je masowo po sprawach Manning i Snowdena, a mimo to kolejne przypadki pokazują, że wykrycie wciąż następuje po fakcie.
Czytaj sygnałFBI bada, czy postawić zarzuty szpiegostwa gospodarczego Abdulrahmanowi Alfozanowi, byłemu inżynierowi OpenAI, obywatelowi Arabii Saudyjskiej ze stałym pobytem w USA. Zatrzymano go za to, że miał ukryć płytkę z mikrofonem za telewizorem w sali konferencyjnej używanej głównie przez kierownictwo firmy. Śledczy sprawdzają, czy chciał zaoferować pozyskane informacje rządowi saudyjskiemu, nawet jeśli nikt go do tego nie zwerbował. Na razie usłyszał zarzut nielegalnego przechwytywania komunikacji, za który grozi do pięciu lat więzienia. Jeśli zarzuty się potwierdzą, będzie to klasyczny przykład osoby, która z własnej inicjatywy zbiera informacje, by je potem komuś sprzedać lub ofiarować. Uważam, że ta sprawa pokazuje słabość wielu firm technologicznych. Mają świetne zabezpieczenia cyfrowe, ale sale, w których zarząd rozmawia o strategii, nie są regularnie sprawdzane pod kątem podsłuchów. Okresowe przeszukania kontrwywiadowcze pomieszczeń (TSCM), kontrola dostępu do stref zarządu i procedury dla odchodzących pracowników to w sektorze sztucznej inteligencji już nie luksus, tylko standard, jakiego trzeba wymagać.
Czytaj sygnałDeccan Herald opisuje sprawę żony oficera armii indyjskiej, przeciw której policja w Dżammu wszczęła postępowanie z podejrzeniem szpiegostwa. Według śledczych przygotowywała opracowania badawcze o Linii Kontroli, infrastrukturze krytycznej w Arunachal Pradesh i rozmieszczeniu dronów. Gazeta zwraca uwagę na trend: obce służby zamiast działać przez własnych oficerów zatrudniają niezależnych badaczy i analityków. Uważam, że to jeden z najtrudniejszych do wykrycia modeli pozyskiwania informacji. Zlecenie wygląda jak zwykła praca analityczna: raport, ekspertyza, artykuł dla zagranicznego think tanku. Wynagrodzenie jest przyzwoite, temat mieści się w specjalizacji badacza, a materiały teoretycznie pochodzą ze źródeł otwartych. Problem polega na tym, że zestawienie wielu informacji jawnych, połączone z dostępem przez rodzinę do środowiska wojskowego, daje obraz o wartości wywiadowczej. Oceniam, że w Polsce to zagrożenie jest równie realne. Analitycy, doktoranci i dziennikarze piszący o bezpieczeństwie powinni weryfikować zleceniodawców, sprawdzać rzeczywistą strukturę właścicielską firm konsultingowych i pamiętać, że nadmiernie szczegółowe pytania o konkretne jednostki to klasyczny sygnał ostrzegawczy.
Czytaj sygnałSBU zatrzymała w Odessie 20-latka, który na zlecenie rosyjskich służb montował nadajniki GPS na cysternach paliwowych. Cel był prosty: śledząc, gdzie tankują, Rosjanie chcieli ustalić położenie magazynów paliwa i uderzyć w nie rakietami i dronami. Agent zainstalował co najmniej dwa nadajniki, na wojskowej i cywilnej cysternie. Wcześniej, wyrzucony ze studiów i pracujący jako tragarz na poczcie, szukał „łatwego zarobku” w kanałach Telegrama. Zamiast szukać magazynów, wystarczyło podczepić się pod logistykę, która sama do nich prowadzi. To przykład tego, co w rozpoznaniu nazywa się wykorzystywaniem wzorców ruchu. Uważam, że lekcja dla każdej armii i operatora infrastruktury krytycznej jest oczywista: pojazdy obsługujące obiekty wrażliwe muszą być regularnie sprawdzane pod kątem urządzeń śledzących, a trasy i miejsca tankowania nie mogą być przewidywalne. Rekrutacja przez Telegram i jednorazowi wykonawcy za drobne kwoty to dziś standardowy rosyjski model. Jest tani, a w razie wpadki Moskwa traci tylko człowieka, który jest wyłącznie narzędziem.
Czytaj sygnałMI5 wydało rzadkie publiczne ostrzeżenie, tzw. Espionage Alert, dotyczące China General Technology Research Institute (CGTRI). Według brytyjskiego kontrwywiadu instytut ma „bardzo silne powiązania” z chińskim MSS, a jego główną funkcją jest finansowanie badań, które bezpośrednio wzmacniają techniczne zdolności szpiegowskie tej służby. Chodzi o sztuczną inteligencję, cyberbezpieczeństwo, ukrytą komunikację i steganografię. W projektach finansowanych w ten sposób uczestniczyło ponad stu naukowców związanych z brytyjskimi uczelniami. Uważam, że najważniejsze w tym komunikacie jest jedno zdanie: MI5 przyznaje, że część naukowców mogła nie wiedzieć, kto jest ostatecznym fundatorem. Tak właśnie działa współczesne pozyskiwanie technologii. Nie wymaga werbunku, wystarczą grant, wspólna publikacja i zaproszenie na konferencję. Od publikacji ostrzeżenia sytuacja prawna się jednak zmienia. Brytyjska ustawa o bezpieczeństwie narodowym z 2023 r. penalizuje świadome wspieranie obcego wywiadu, a niewiedzę będzie dziś trudno wykazać. Oceniam, że polskie uczelnie powinny potraktować to jako lekcję. Weryfikacja ostatecznego źródła finansowania, rejestr współpracy zagranicznej w dziedzinach podwójnego zastosowania i konsultacja z pełnomocnikami ds. bezpieczeństwa to procedury, które w wielu polskich instytucjach istnieją głównie na papierze.
Czytaj sygnałSymantec opisał kampanię APT28, czyli grupy hakerskiej powiązanej z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU, znanej też jako Fancy Bear. Celem były stocznia budująca okręty w jednym z państw NATO, producent silników do samolotów wojskowych i europejska instytucja ścigania. W stoczni wszystko zaczęło się 24 lipca od pracownika, który otworzył złośliwy dokument Worda. Backdoor Hookedge utrzymywał łączność z atakującymi co najmniej do 24 września. Oceniam ten przypadek jako podręcznikowy. APT28 od lat zaczyna od tego samego: spersonalizowanego e-maila z załącznikiem, który wygląda na służbową korespondencję. Dwa miesiące aktywności w sieci producenta okrętów to bardzo długi czas. W przemyśle obronnym standardem powinno być wykrycie nietypowej komunikacji wychodzącej w ciągu godzin, a nie tygodni. Symantec zaznacza, że nie wiadomo, czy dane wyciekły. Uważam jednak, że przy takim profilu celów trzeba zakładać, że tak. Kampania ma charakter szerokiego zbierania informacji o europejskim sektorze obronnym. Dla polskich firm zbrojeniowych to wyraźny sygnał, że szkolenia z rozpoznawania phishingu, blokowanie makr, segmentacja sieci i monitorowanie ruchu nie są formalnością, tylko pierwszą linią obrony.
Czytaj sygnałChińskie Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego (MSS) ostrzegło na początku października, że zagraniczne organizacje wchodzą na chronione i wrażliwe przyrodniczo tereny Chin pod przykrywką badań naukowych, wymiany akademickiej i turystyki, by zbierać zasoby genetyczne i dane środowiskowe bez wymaganych zgód. Władze poinformowały jednocześnie o rozbiciu międzynarodowej siatki przemytu materiału biologicznego i próbek genetycznych ludzi. Uważam, że ten komunikat trzeba czytać na dwóch poziomach. Pierwszy jest realny: zasoby genetyczne, szczepy mikroorganizmów, nasiona i dane o populacji ludzkiej mają dziś ogromną wartość dla przemysłu farmaceutycznego, rolnictwa i obronności biologicznej, a Chiny od 2019 r. mają osobne przepisy o ochronie zasobów genetycznych człowieka. Drugi poziom jest polityczny. MSS od kilku lat prowadzi bardzo aktywną komunikację publiczną i regularnie przedstawia kontakty z zagranicą jako potencjalne zagrożenie. Służy to także budowaniu w społeczeństwie postawy podejrzliwości wobec cudzoziemców. Oceniam, że część opisanych przypadków może dotyczyć rzeczywistego przemytu, ale bez szczegółów, nazw podmiotów i dowodów nie da się odróżnić nielegalnego pozyskiwania materiału od zwykłej współpracy naukowej, której Pekin coraz mniej ufa.
Czytaj sygnał