Chińskie Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego (MSS) ostrzegło na początku października, że zagraniczne organizacje wchodzą na chronione i wrażliwe przyrodniczo tereny Chin pod przykrywką badań naukowych, wymiany akademickiej i turystyki, by zbierać zasoby genetyczne i dane środowiskowe bez wymaganych zgód. Władze poinformowały jednocześnie o rozbiciu międzynarodowej siatki przemytu materiału biologicznego i próbek genetycznych ludzi.
Uważam, że ten komunikat trzeba czytać na dwóch poziomach. Pierwszy jest realny: zasoby genetyczne, szczepy mikroorganizmów, nasiona i dane o populacji ludzkiej mają dziś ogromną wartość dla przemysłu farmaceutycznego, rolnictwa i obronności biologicznej, a Chiny od 2019 r. mają osobne przepisy o ochronie zasobów genetycznych człowieka. Drugi poziom jest polityczny. MSS od kilku lat prowadzi bardzo aktywną komunikację publiczną i regularnie przedstawia kontakty z zagranicą jako potencjalne zagrożenie. Służy to także budowaniu w społeczeństwie postawy podejrzliwości wobec cudzoziemców. Oceniam, że część opisanych przypadków może dotyczyć rzeczywistego przemytu, ale bez szczegółów, nazw podmiotów i dowodów nie da się odróżnić nielegalnego pozyskiwania materiału od zwykłej współpracy naukowej, której Pekin coraz mniej ufa.