Kiedy jako współpracownik Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego dostałem listę zadań dotyczących rynku odpadów na Dolnym Śląsku, nie chodziło o ściganie przestępstw środowiskowych. Miałem odciągnąć uwagę od największego gracza w regionie, wrocławskiej spółki Chemeko-System, i przykleić winę do firmy Macieja Bodnara. Miałem też trzymać pod kontrolą sygnalistów z Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska, którzy wiedzieli, co dzieje się na składowisku w Rudnej Wielkiej. Nie wykonałem tego polecenia. Zabezpieczyłem ich wiedzę i dowody. W tym tekście opisuję, co wiem o politycznym parasolu nad Chemeko, o ludziach Jacka Ozdoby w GIOŚ, o służbowych toyotach w prywatnym użytku i o dysku z miesięcznym zapisem monitoringu składowiska, który spłonął w siedzibie inspektoratu.
Dlaczego o tym piszę
Przez kilka lat współpracowałem z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego jako konsultant. Zadania przekazywał mi kapitan Marcin Pilip z wrocławskiej delegatury ABW. Część tej historii opisali już dziennikarze Onetu i „Superwizjera” TVN. Ujawnili, że funkcjonariusze agencji, bez nadzoru prokuratury i bez zgody sądu, inwigilowali prezydenta Lubina Roberta Raczyńskiego i jego współpracownika Andrzeja Pudełkę. Później, jak relacjonował jeden z uczestników tej akcji, zaczęli być wykorzystywani „do eliminowania wszelkiej konkurencji” w branży śmieciowej (Onet, Onet).
O rynku odpadów rozmawiałem z Janem Pińskim w poniedziałek 20 stycznia 2025 r. Była to nasza kolejna rozmowa o tym, co widziałem w ABW. W poprzedniej zapowiedzieliśmy, że wrócimy do śmieci. Tym razem korzystałem z notatek, które sporządzałem jeszcze wtedy, gdy przygotowywałem dla agencji analizę układu, który wyrósł wokół Chemeko. Te notatki mam do dziś. Część z nich opisałem już na portalu Afera Lubińska (Afera Lubińska).
Jestem sygnalistą, czyli osobą, która zgłasza naruszenia prawa, których była świadkiem. Tam, gdzie mogę, odwołuję się do dokumentów i publikacji prasowych. Tam, gdzie opowiadam z własnej wiedzy, piszę to wprost: według moich informacji, z moich notatek, od moich źródeł. Nie wszystko ma dziś potwierdzenie w dokumentach publicznych. Tak wygląda praca sygnalisty: najpierw ktoś musi powiedzieć głośno to, o czym inni wiedzą, ale milczą.
Najpierw Raczyński, potem Bodnar
Kiedy dostałem pierwszą listę zadań związanych z rynkiem odpadów, usłyszałem, że dochodzi na nim do nieprawidłowości. Na początku miały one dotyczyć Lubina, a jednym z ich elementów miał być prezydent miasta Robert Raczyński, lider Bezpartyjnych Samorządowców, którzy od 2018 r. współrządzili Dolnym Śląskiem razem z Prawem i Sprawiedliwością.
Potem narracja służby się zmieniła. Raczyński, według moich ówczesnych przełożonych, okazał się nagle niewinny. Winny miał być Maciej Bodnar, wrocławski przedsiębiorca z branży odpadowej, mąż posłanki Izabeli Bodnar. Wektor przekierowano na jego firmę.
Mówiłem o tym w pierwszej rozmowie z Pińskim i powtarzam teraz: doszło do pewnego rozwarstwienia operacyjnego. Najpierw problemem była kooperacja prezydenta Lubina z firmami odpadowymi. Potem problemem był już tylko Bodnar. Ten zwrot opisał też funkcjonariusz ABW, z którym rozmawiali dziennikarze Onetu i TVN. Mówił, że kapitan Marcin P. „najpierw ostro krytykował Raczyńskiego i Pudełkę, a potem nagle zmienił front” (Onet).
Bez względu na to, z której strony patrzyło się na tę sytuację, zawsze wypływała ta sama firma: Chemeko-System. Największy gracz w regionie i jeden z największych w kraju.
Kto jest kim w Rudnej Wielkiej
Chemeko-System to spółka z Wrocławia, która prowadzi pełną gospodarkę odpadami: odbiera je, składuje, może nimi obracać, czyli odsprzedawać dalej, i przede wszystkim powinna je przetwarzać. Jej obszar działania obejmuje głównie Dolny Śląsk. Kluczowym miejscem jest Zakład Zagospodarowania Odpadów w Rudnej Wielkiej w gminie Wąsosz, w powiecie górowskim, kilkadziesiąt kilometrów od Lubina.
Mieszkańcy okolicznych wsi od lat skarżyli się na smród, szczury i mewy. Radny sejmiku Patryk Wild opowiadał dziennikarzom, że po protestach ludzie byli zastraszani, a niektórym nieznani sprawcy przecinali opony (Onet). W 2021 r. resort klimatu i środowiska, kierowany wtedy przez Michała Kurtykę, zgodził się, by na składowisko trafiały odpady komunalne. Mieszkańcy byli przekonani, że trafiały tam już wcześniej (Fakt).
Gdy dostawałem zadania od ABW, wiedziałem już, że w tej firmie dochodzi do nieprawidłowości. Nie było też tajemnicą, że Chemeko korzysta z szerokiego parasola ochronnego Prawa i Sprawiedliwości. Rozpościerał go wówczas minister Krzysztof Kubów, szef gabinetu politycznego premiera, minister Michał Dworczyk, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, i całe towarzystwo skupione wokół Mateusza Morawieckiego.
Onet opisał, że żona Krzysztofa Kubowa miała swego czasu wspólną firmę z życiową partnerką prezesa Chemeko. Kubów zapewniał dziennikarzy, że nie angażował się w sprawy odpadów i nie zna tej branży (Onet).
Trzy zadania
Chemeko było rozpracowywane w zakresie tego, co się tam dzieje. Ale w żadnym momencie nie stało się celem działań ofensywnych. Miało być przez agencję chronione. Moje zadania można streścić w trzech punktach.
Po pierwsze, wszystko, co wiązało się z nielegalnym składowaniem odpadów w regionie i z historiami wokół tych odpadów, miało zostać odciągnięte od Chemeko i przyklejone do spółki Macieja Bodnara. Jego firma była ostatnim podmiotem, który ostał się na tym rynku i stał na drodze innym.
Po drugie, Chemeko miało zostać maksymalnie osłonięte przed jakimikolwiek konsekwencjami, zarówno wtedy, jak i w przyszłości.
Po trzecie, należało stworzyć przestrzeń dla innych. Dla Chemeko, ale przede wszystkim dla podmiotu, który miał powstać pod szyldem Orlenu. W ABW mówiono o nim jako o Orlen Recykling. Chodziło o to, by ludzie powiązani z tym projektem mogli wejść na rynek lubiński i przyjmować jeszcze więcej odpadów. Mieli je przetwarzać. W praktyce tego nie robiono.
Funkcjonariusz ABW, który rozmawiał z Onetem i „Superwizjerem”, powiedział to samo innymi słowami: „Marcin P. w końcu wyartykułował wprost, że planem centralnym jest powstanie i rozwinięcie spółki Orlen Recykling. Ponad wszelką wątpliwość pojawił się więc tutaj interes pisowski” (Onet).
Tak doszliśmy do sytuacji, w której działania Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego były zbieżne z tym, co robili wtedy politycy PiS: Krzysztof Kubów, Michał Dworczyk i Jacek Ozdoba. Chemeko miało już parasol polityczny. Zaczęło dostawać drugi, ze strony ABW. Pojawiła się blokada wszelkich działań, które mogłyby uporządkować i wyjaśnić sytuację, a później posłużyć do kroków procesowych wobec firmy, która ma sporo za uszami. Zamiast dogłębnej analizy i działań prawnych, które powinny doprowadzić do tego, by osoby zarządzające firmą poniosły odpowiedzialność, była ochrona.
Sygnaliści, których miałem uciszyć
W tej historii jest moment, który do dziś uważam za kuriozalny. Wskazano mi z imienia i nazwiska ludzi z Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska, którzy przekazali informacje o nieprawidłowościach w Chemeko. Byli sygnalistami. Mogli stać się oparciem dla postępowania karnego przeciwko spółce za czyny, których się dopuściła.
Nie pozwolono mi tego zrobić. Polecono mi trzymać tych ludzi pod kontrolą, tak żeby ich wiedza nie ujrzała światła dziennego.
Nie wykonałem tego zadania. Nie naraziłem tych osób na niebezpieczeństwo. Zrobiłem wszystko, co mogłem, żeby pozostały bezpieczne. Zabezpieczyłem wiedzę, którą od nich otrzymałem, razem z dowodami. Pilnowałem, żeby nie dosięgło ich zbrojne ramię PiS ani zbrojne ramię spółki Orlen Ochrona. Już wtedy było wiadomo, że jej ludzie dbali o to, żeby szybko wyciszać każdego, kto krzyczał albo wychylał się ponad granice dopuszczone przez panujący tam układ.
Dziś obowiązuje w Polsce ustawa o ochronie sygnalistów. Wtedy jej nie było. Ludzie, którzy w urzędzie kontrolnym zgłaszali nieprawidłowości w firmie kontrolowanej, mogli liczyć tylko na to, że ktoś ich nie wyda.
Wezwania, których się nie boję
Po jednej z naszych rozmów zacząłem dostawać pisma. Były to wezwania do zaniechania naruszeń dóbr osobistych. Pierwsze, od Chemeko, przyszło kilka tygodni przed rozmową z 20 stycznia. Drugie dostałem właśnie tego dnia. Trzecie dotyczyło właściciela firmy, Romana Jagiełły, który poczuł się urażony moją oceną sytuacji Chemeko i jego samego. W poprzedniej rozmowie z Pińskim mówiłem, że pełnomocnik Jagiełły wysłał nam wezwanie mniej więcej dwie godziny po nagraniu. Żądał usunięcia wszystkich wpisów na jego temat i publicznych przeprosin (Skrybot, zapis rozmowy z kanału Jana Pińskiego).
Powtarzam to, co powiedziałem wtedy: ani Chemeko, ani Roman Jagiełło przeprosin ode mnie się nie doczekają.
Wezwanie z 20 stycznia przyszło po godzinie 16. Podpisał je prof. Marek Chmaj, reprezentujący Chemeko-System sp. z o.o. Zakład Zagospodarowania Odpadów. Mecenas wezwał mnie do zaprzestania naruszania dóbr osobistych spółki i do usunięcia skutków naruszenia przez złożenie oświadczenia. Wyznaczył mi nieprzekraczalny termin siedmiu dni.
Najciekawsza jest treść żądania. Mecenas oczekiwał, że przestanę rozpowszechniać „nieprawdziwe informacje”, które miały sugerować, że spółka składuje w Rudnej Wielkiej odpady medyczne, do których zagospodarowania nie ma uprawnień. To było jedyne żądanie.
Problem w tym, że nigdy nie twierdziłem, że Chemeko nie ma uprawnień do obrotu odpadami medycznymi ani do ich zagospodarowania. Mówiłem natomiast, wielokrotnie i głośno, o nieprawidłowościach. O tym, że to „zagospodarowanie” jest dalekie od ogólnie przyjętych norm, szczególnie środowiskowych. O czerwonych workach, rozszarpanych przez wiatr i walających się po Rudnej Wielkiej. O tym, że ilość odpadów, które tam trafiły, z pewnością znacząco przekracza to, co zadeklarowano. I o tym, że składowanie odpadów medycznych nie jest ich przetworzeniem, a odpady medyczne muszą być przetwarzane w szczególny sposób.
Spółka w ogóle nie odniosła się do tych nieprawidłowości. Zbudowała tezę, której nie wypowiedziałem, i zażądała, żebym ją odwołał.
Co było na kwaterze składowiska
Nie mówię o odpadach medycznych bez podstaw. W sprawozdaniu z kontroli, które Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska przekazał wojewodzie dolnośląskiemu, zapisano, że „na kwaterze składowiska deponowano zakaźne odpady medyczne o kodzie 18 01 03*, zużyte opony oraz odpady ulegające biodegradacji selektywnie zebrane” (WIOŚ, sprawozdanie z kontroli). Gwiazdka przy kodzie oznacza odpad niebezpieczny.
Inspektorzy znaleźli tam m.in. strzykawki i zakrwawione opatrunki (Onet). Chemeko tłumaczyło, że było to 8,84 t odpadów medycznych, które trafiły na składowisko „przez pomyłkę pracownika” (Fakt). Po kontroli WIOŚ nałożył na spółkę siedem mandatów i wszczął postępowanie w sprawie kar administracyjnych za gospodarowanie odpadami niezgodnie z zezwoleniem i za przyjmowanie śmieci przywiezionych nielegalnie z Niemiec. Business Insider zapytał wtedy prezesa Romana Jagiełłę, skąd na składowisku wzięły się odpady medyczne. Usłyszał: „Na 100 proc. spotkamy się w sądzie” (Business Insider). Kontrolerzy znaleźli też odpady z Niemiec i Litwy oraz opakowania z napisami cyrylicą (INNPoland).
Redaktor Maciej Kuciel z TVN był w Rudnej Wielkiej osobiście. Nagrał materiał, na którym widać czerwone worki z odpadami medycznymi, porozrywane przez wiatr. Widać na nim, jak to „zagospodarowanie” wygląda w praktyce.
Spółka stanowczo zaprzecza, by kiedykolwiek składowała odpady medyczne lub inne, na których składowanie nie miała zezwolenia (Chemeko-System). Wytoczyła też proces TVN i autorom reportażu „Śmieci pod politycznym parasolem”. Sąd Okręgowy w Warszawie w pierwszej instancji uznał, że w dwóch wątkach, w tym w wątku odpadów medycznych, padły „nieuprawnione sugestie”. Wyrok jest nieprawomocny. Redaktor naczelny „Superwizjera” Jarosław Jabrzyk podkreślił, że powództwo Chemeko zostało w znacznej części oddalone, i zapowiedział apelację (Wirtualnemedia.pl).
To wyjaśnia, dlaczego mecenas Chmaj uczepił się w wezwaniu jednego wątku. Tyle że wątek odpadów medycznych zajmuje także prokuraturę. W grudniu 2022 r. Prokuratura Okręgowa w Warszawie przedstawiła zarzuty kierownikowi składowiska, jego zastępcy i urzędnikowi GIOŚ. Dotyczyły lat 2018–2019, w tym składowania niebezpiecznych odpadów medycznych i nieprzetworzonych odpadów biodegradowalnych (TVN24). Nie wiem, czy mecenas Chmaj zamierza wysłać wezwanie do zaniechania naruszeń także do Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Byłby to kolejny paradoks tej sprawy, choć nie pierwszy. Chemeko już kiedyś podało prokuraturę do sądu za informowanie mediów o śledztwie („Gazeta Wyborcza”).
Uderz w stół
Pierwsze wezwanie było dużo szersze. Drugie zawęziło się do jednego punktu. Dla mnie to znak, że idę dobrą drogą. Sprawdza się stare powiedzenie: uderz w stół, a nożyce się odezwą.
Od tamtej pory minęło kilka tygodni, potem kilka miesięcy. Przez długi czas krążyliśmy wokół wezwań, zawoalowanych gróźb i sugestii. Konkretnego pozwu długo się nie doczekałem. Widzę, że spółka bardzo obawia się spotkania na sali sądowej. Wiem dlaczego. Dziwi mnie tylko, że można być na tyle bezczelnym, by kierować pod moim adresem takie oczekiwania.
Nie wiem, czy celem tych pism jest przekłamanie rzeczywistości, czy mecenas liczy na efekt mrożący i na to, że przestanę mówić. Nie przestanę. Bardzo chętnie spotkam się z panem mecenasem w sądzie i tam porozmawiamy o działalności Chemeko w regionie.
Klasyczna strategia: pozwy
Znam sposób działania Chemeko. Wiem, jak firma, przepraszam za określenie, ale inaczej się nie da, zajeżdżała swoich oponentów, w tym lokalnych aktywistów. Mam z nimi kontakt. Przekazali mi bardzo dużo wiedzy. Strategia jest klasyczna: jeśli ktoś mówi prawdę, uderzamy w niego pozwami i doprowadzamy do tego, że odechce mu się interesować naszymi sprawami.
Taką strategię nazywa się SLAPP, od angielskiego „strategic lawsuit against public participation”, czyli strategiczne powództwo przeciwko udziałowi społeczeństwa w debacie publicznej. Celem takiego pozwu nie jest wygrana. Celem jest koszt, strach i czas, które spadają na pozwanego.
„Tygodnik Powszechny” opisał, że kancelaria wynajęta przez Chemeko pozwała członków Stowarzyszenia Piękny Wąsosz, którzy wypowiadali się w reportażu TVN, biegłego, który negatywnie ocenił działania urzędników wydających spółce pozwolenia, a nawet radnych („Tygodnik Powszechny”). Pozwani zostali m.in. Mariusz Kaiser, jego ojciec Maciej i prezes stowarzyszenia Andrzej Mazur. Sąd pozew Chemeko oddalił, uznając, że mieszkańcy mówili prawdę (money.pl).
8 grudnia 2022 r. spółka ogłosiła, że w transporcie odpadów z gminy Wąsosz znalazła odpady medyczne, a wśród nich rachunek telefoniczny prezesa Stowarzyszenia Piękny Wąsosz. Nazwała to prowokacją i powiązała ją z postępowaniami o ochronę dóbr osobistych, które prowadziła przeciwko stowarzyszeniu (Chemeko-System). Dla mnie to część tej samej strategii: ten, kto alarmuje, ma stać się podejrzanym.
Bez ludzi z Wąsosza, który leży tuż obok Rudnej Wielkiej, opinia publiczna zapewne nie wiedziałaby, co dzieje się na tym wysypisku. Za to, że podnosili alarm, zostali bardzo nieładnie potraktowani: zaatakowani pozwami i zastraszani. Mam nadzieję, że to się zmieni wraz z postępowaniami, które toczą się przeciwko Chemeko.
GIOŚ jako narzędzie
Kto był patronem Chemeko i jak ten patronat wyglądał? Odpowiadając Pińskiemu, sięgałem do notatek z czasów, gdy przygotowywałem dla ABW analizę tego układu. Początków problemu trzeba szukać w Głównym Inspektoracie Ochrony Środowiska.
GIOŚ to urząd centralny podległy ministrowi właściwemu do spraw klimatu. Kieruje Inspekcją Ochrony Środowiska, kontroluje przestrzeganie przepisów środowiskowych i wydaje zezwolenia na przywóz odpadów z zagranicy. Wojewódzkie inspektoraty, czyli WIOŚ, podlegają wojewodom. Kompetencje obu instytucji częściowo się pokrywają. Kontrola GIOŚ może w praktyce zablokować kontrolę WIOŚ za ten sam okres.
Od chwili, gdy PiS przejął władzę, GIOŚ stał się narzędziem politycznym. Partia wykorzystywała go do, przepraszam za kolokwializm, „dojeżdżania” przedsiębiorców z branży odpadowej. Z założeniem, że prędzej czy później rynek zmonopolizuje spółka córka Orlenu.
W notatkach zakreśliłem sobie jedną rzecz. Po przejęciu władzy przez PiS stanowiska kierownicze w GIOŚ obsadzano ludźmi, którzy nie byli do nich przygotowani. Brakowało im wiedzy i doświadczenia. Nie chodziło o ściganie przestępczości środowiskowej. Chodziło o to, żeby na tych stanowiskach siedzieli ludzie dający rękojmię, że wiernie wykonają polecenia partyjne.
Zbrojne ramię wiceministra
W 2020 r. w GIOŚ powstał Departament Zwalczania Przestępczości Środowiskowej. Inspektorat sam pisze, że jego utworzenie było „priorytetem wiceministra Jacka Ozdoby” i że „zatrudniono byłych pracowników służb” (GIOŚ, Magazyn Biomasa). W maju 2022 r. Ozdoba otworzył we wrocławskim WIOŚ pierwszy w Polsce Wydział Zwalczania Przestępczości Środowiskowej (GIOŚ).
Na papierze brzmi to dobrze. W praktyce departament stworzył możliwość zatrudniania na dobrze płatnych stanowiskach w inspekcji ludzi wywodzących się ze służb, szeroko pojętych: nie tylko specjalnych, ale także z policji, w tym z Centralnego Biura Śledczego Policji. Według mojej wiedzy po objęciu stanowisk stali się oni zbrojnym ramieniem Jacka Ozdoby, które wiceminister po prostu wykorzystywał.
Od tego zaczyna się cała historia. Od chwili, w której Jacek Ozdoba, polityk Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry, zostaje sekretarzem stanu odpowiedzialnym za gospodarkę odpadami. Premier Mateusz Morawiecki powołał go do Ministerstwa Klimatu 29 stycznia 2020 r. (Ministerstwo Klimatu). Ozdoba urodził się we wrześniu 1991 r. (Parlament Europejski). W chwili nominacji miał 28 lat, a 29 skończył kilka tygodni przed tym, jak jesienią 2020 r. resort przekształcono w Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Tak młody człowiek został wysłany na najtrudniejszy front polityczny: wtedy mało zauważany, ale bardzo zyskowny. Ozdoba, przypomnę, w 2019 r. został posłem z okręgu płockiego (Dziennik.pl). Do Płocka jeszcze wrócę.
PiS wybrał sobie firmy, z którymi się dogadał, i pomagał im kosztem tych, z którymi się nie dogadał. Z założeniem, że firmy, z którymi się dogadał, staną się później elementem dużego podmiotu pod szyldem Orlenu.
Abordaż
W przypadku GIOŚ nie mówiłbym o desancie. Użyłbym słowa abordaż. Desant to lądowanie. Abordaż to wejście na pokład z walką. Ludzie, którzy trafiali do GIOŚ, nie byli spadochroniarzami. Byli atakującymi, absolutnie wiernymi Jackowi Ozdobie, dającymi rękojmię, że wykonają jego polecenia.
Zwracałem uwagę na duży przepływ ludzi z Ministerstwa Zdrowia, kierowanego przez Adama Niedzielskiego, do GIOŚ. Wirtualna Polska opisała to zjawisko jako „desant ludzi Niedzielskiego”. Według portalu GIOŚ stał się przyczółkiem dla urzędników, którzy robili kariery przy byłym ministrze zdrowia w rządzie PiS. Ludzie ci trafili tam bez konkursów i otwartych rekrutacji (Wirtualna Polska).
Najciekawsze jest to, że po zmianie władzy nikt z tym naprawdę nie zrobił porządku. Obszar odpadów po Jacku Ozdobie przejęła wiceminister klimatu i środowiska Anita Sowińska z Lewicy. Niewiele się zmieniło. Moim zdaniem była absolutnie nieprzygotowana do tego, by w inspekcji zrobić porządek. Nasycenie GIOŚ ludźmi PiS i osobami wykonującymi polecenia Jacka Ozdoby jest tak duże, że dziwię się, iż dotąd się to nie udało.
Dlaczego śmieci
Piński zapytał, dlaczego PiS zainteresował się akurat odpadami. Intuicyjnie podpowiedział odpowiedź: to prosta branża. Masz doły, masz miejsca, zwozisz śmieci, zasypujesz.
Tak. To świetna branża. W normalnych warunkach firma musi po drodze ponosić koszty utylizacji i przetwarzania odpadów. To wciąż bardzo atrakcyjny biznes, ale generujący koszty. W modelu, który działał za rządów PiS, spółki odpadowe miały w cudzysłowie przetwarzać odpady, ale faktycznie tego nie robiły. Mogły pójść drogą zakopywania ich w dołach. Wtedy wypada cały element kosztów. Ceną jest niszczenie, degradacja i zatruwanie środowiska oraz konsekwencje, jakie to za sobą pociągnie w dłuższej perspektywie.
Mówiąc o branży odpadowej, nie mówimy o milionach ani o kilkudziesięciu milionach złotych. Mówimy o setkach milionów, które można zarabiać na gospodarowaniu odpadami. Szczególnie jeśli dochodzi import śmieci z zagranicy.
Koniec rejonizacji
To za rządów PiS uchwalono przepisy znoszące rejonizację. Ustawa z 19 lipca 2019 r. o zmianie ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach zlikwidowała podział województw na regiony gospodarki odpadami i zakaz przetwarzania wybranych odpadów poza granicami regionu. Regionalne instalacje do przetwarzania odpadów komunalnych, czyli RIPOK-i, zastąpiono instalacjami komunalnymi. Zmiana weszła w życie 6 września 2019 r. (LEX, NIK). Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zwrócił uwagę, że od tego momentu firmy odbierające odpady mogą wywozić je na większe odległości (UOKiK).
Dzięki temu na Dolny Śląsk można było zwozić śmieci z innych regionów kraju, z Podkarpacia czy z Pomorza. W połączeniu z importem dało to łańcuch, który łatwo opisać.
Przedsiębiorca A
Najwięcej śmieci importowaliśmy z Niemiec. Weźmy przedsiębiorcę, nazwijmy go A, który w Niemczech zgarnia ogromne pieniądze za przetworzenie odpadów, szczególnie niebezpiecznych. Minimalizuje koszty, bo eksportuje te śmieci do Polski. Tu odbiorca, zamiast przetworzyć je w należyty sposób, znów niweluje koszty: zrzuca odpady do dołu. A wszystko dzieje się pod płaszczykiem i pod parasolem PiS. Na tym łańcuchu zarabia każdy, oprócz środowiska i ludzi, którzy mieszkają obok.
Dane są jednoznaczne. Według zestawień Eurostatu przekazanych przez GUS w latach 2013–2015 do Polski trafiło z Niemiec, za zezwoleniem, w sumie 103,3 tys. t odpadów. W latach 2016–2018 już 472,4 tys. t, a w latach 2019–2021 808 tys. t (Konkret24). W 2019 r. odpady z Niemiec stanowiły 67,81 proc. całego legalnego importu (Konkret24). To tylko import legalny, za zezwoleniem GIOŚ. Odpady z tzw. zielonej listy od 2013 r. zezwolenia nie wymagają i nie widać ich w tych statystykach. Nielegalnego przywozu nikt nie policzył.
Główny Inspektorat potwierdzał w Sejmie, że w kraju jest 768 nielegalnych składowisk, z czego na 231 leżą materiały bardzo niebezpieczne dla życia i zdrowia (Newsweek).
Pikanterii dodaje jeszcze jedna biografia. Magda Gosk, o której piszę niżej, zanim w 2016 r. została dyrektorem Departamentu Gospodarki Odpadami w Ministerstwie Środowiska, pracowała w GIOŚ, m.in. jako naczelniczka Wydziału Transgranicznego Przemieszczania Odpadów, czyli komórki wydającej pozwolenia na przywóz odpadów zza granicy (OKO.press, FOR-S).
Ile to jest warte
Piński dopytywał o kwoty. Trudno podać konkretną wartość. Trudno nawet mówić o widełkach, bo ilości śmieci, które można importować, są bardzo trudne do oszacowania. Najprościej powiedzieć, i jest to całkowicie zgodne z prawdą, że mówimy o setkach milionów złotych.
Gdyby PiS mógł kontynuować tę politykę i zdecydował się sprowadzać śmieci nie tylko z Niemiec, ale z całej Europy, trudno byłoby określić tonaż, który mógłby do nas wjechać. Na pewno nie jest to biznes wart parę milionów. To ogromne pieniądze, którymi, przy wykorzystaniu politycznego parasola, można potem gospodarować na rzecz najróżniejszych celów partyjnych.
Właściciel za granicą
Piński zapytał, kto dziś rządzi tym rynkiem i czy to prawda, że właściciel Chemeko, który przysyła mi wezwania, sam ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości.
W styczniu 2025 r. odpowiedziałem, że Roman Jagiełło nie jest oficjalnie poszukiwany, ale Chemeko jest już w zainteresowaniu organów państwa. Zakładałem, że to tylko kwestia czasu, aż on sam znajdzie się w oficjalnym zainteresowaniu organów ścigania. Według mojej wiedzy przebywał poza Polską. Pan Jagiełło twierdzi, że tak nie jest.
Onet pisał, że według nieoficjalnych informacji zatrzymania szefów Chemeko w maju 2023 r. mogły mieć związek z podejrzeniem, iż deklarowana współpraca z prokuraturą jest pozorna, a kierownictwo może próbować uciec za granicę. Zarówno prezes, jak i właściciel Roman Jagiełło mieli od pewnego czasu spędzać sporo czasu w jednym z krajów Ameryki Łacińskiej (Onet).
Zwróciłem się wtedy do niego bezpośrednio, bo zakładam, że ogląda nasze rozmowy: panie Romanie, jeśli nie przebywa pan poza Polską i nikt pana teraz nie nagabuje, spojrzę panu w oczy i zadam kilka pytań. To zaproszenie jest aktualne.
Loża VIP
Chemeko sprytnie korzystało z przestrzeni publicznej i medialnej, ale pośrednio. Nie skupiało się na artykułach sponsorowanych. Chętnie za to sponsorowało klub żużlowy Betard Sparta Wrocław. Branżowy „Magazyn VIP” pisał, że od początku 2020 r. spółka przeznaczyła ponad 6 mln zł na projekty sportowe we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku, a w 2021 r., gdy Sparta zdobyła mistrzostwo Polski, była partnerem strategicznym drużyny (Magazyn VIP).
Ludzie powiązani z Chemeko chętnie korzystali z loży VIP na Stadionie Olimpijskim. Tam mogli utrzymywać kontakty ze światem na styku sportu, polityki i biznesu. WP SportoweFakty, powołując się na „Superwizjer”, pisały, że szefowie firmy spotykali się w strefie VIP podczas meczów PGE Ekstraligi z Pawłem K., zatrzymanym w śledztwie dotyczącym mafii śmieciowej (WP SportoweFakty).
Śledztwo łódzkie
Pierwsze śledztwo prowadzi Prokuratura Regionalna w Łodzi. Toczy się od 2021 r., ale ruszyło dopiero w listopadzie 2023 r. Dotyczy obrotu nielegalnymi odpadami, w tym niebezpiecznymi. Prokuratura sama mówi o grupie przestępczej.
7 listopada 2023 r. funkcjonariusze CBŚP i Krajowej Administracji Skarbowej weszli do Chemeko we Wrocławiu i zatrzymali trzy osoby: dwie zatrudnione w dziale ewidencji i rozliczeń oraz byłą pracownicę. Usłyszały zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i poświadczania nieprawdy w kartach przekazania odpadów (Radio Wrocław). Karta przekazania odpadów, w skrócie KPO, to podstawowy dokument, który śledzi drogę odpadu od wytwórcy do miejsca przetworzenia. Jeśli KPO jest fałszywa, odpad na papierze zostaje przetworzony, a w rzeczywistości ląduje w dole.
Z moich notatek wynika, że Chemeko współpracowało z dwiema spółkami: jedną z Pomorza i jedną z Rawicza. Dwie osoby z nimi związane to działacze żużlowi. Obaj usłyszeli liczne zarzuty dotyczące nielegalnego obrotu odpadami. Prezes Kolejarza Rawicz Sławomir K. z firmy Metalika Recycling został zatrzymany pod koniec listopada 2023 r. Prokuratura postawiła mu 1211 zarzutów (WP SportoweFakty). Spółka Eko-Dir, zarządzana przez Pawła K., sponsorowała Betard Spartę Wrocław, potem Włókniarza Częstochowa i wielu zawodników (WP SportoweFakty).
W samym łódzkim śledztwie jest już 50 podejrzanych (Prokuratura Krajowa). „Forbes” pisał, że w całym procederze wykryto co najmniej 700 zaangażowanych podmiotów, a zarzuty liczone są w tysiącach („Forbes”).
Śledztwo warszawskie
Drugie śledztwo prowadzi od 2022 r. Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Dotyczy nielegalnego składowania odpadów zagrażających zdrowiu i środowisku, ale przede wszystkim nielegalnego importu odpadów z zagranicy.
Są w nim dwa ważne momenty. W grudniu 2022 r. zarzuty usłyszały dwie osoby związane z Chemeko i urzędnik GIOŚ. Prokuratura zajmowała się wtedy także składowaniem odpadów medycznych, czyli dokładnie tym, do czego odnosi się mecenas Chmaj. Sąd nie zgodził się na areszt i zastosował poręczenia majątkowe (TVN24).
29 maja 2023 r. o świcie policja zatrzymała prezesa Chemeko Pawła Pogodzińskiego i członka zarządu, dyrektora ds. transportu i logistyki Bartosza Kulaszkę (PAP). W rozmowie z Pińskim pomyliłem imię, mówiąc „Paweł Kulaszka”. Prawidłowo: Bartosz. Obaj zgodzili się na podawanie pełnych nazwisk. Usłyszeli zarzuty nielegalnego prowadzenia składowiska odpadów oraz sprowadzania i wywozu odpadów z zagranicy i za granicę. Grozi za to do 10 lat więzienia (Onet). Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa aresztował ich na trzy miesiące. Po zażaleniu areszt zamieniono na poręczenia majątkowe, po milionie złotych, i zakaz opuszczania kraju (Onet). Zarząd Chemeko twierdzi, że jest niewinny (Chemeko-System).
Bartosz Kulaszka jest synem Waldemara Kulaszki, który w 2021 r. kierował dolnośląskim WIOŚ, czyli instytucją, która miała pilnować, żeby Chemeko działało zgodnie z przepisami (Superportal24). Ozdoba zapowiadał audyt w wojewódzkich inspektoratach, a „Dziennik Gazeta Prawna” wskazywał jako jeden z powodów doniesienia z 2019 r., że syn inspektora pracował w spółce, którą ten inspektor kontrolował („Dziennik Gazeta Prawna”).
Skarbówka i VAT
Na rynku odpadów panuje dziś wielkie poruszenie. Bierze się tylko z tego, że w końcu prokuratura, w Łodzi i w Warszawie, a także GIOŚ, zainteresowały się Chemeko. Nie tylko one. Spółką interesuje się też Krajowa Administracja Skarbowa. Według mojej wiedzy chodzi o VAT. To informacja nieoficjalna, ale słyszałem ją z pewnego źródła.
Cały rynek, który przez lata był zamieciony pod Chemeko, obserwuje dziś, co się z tą firmą stanie. Z nadzieją, że państwo sobie z nią poradzi i przywróci normalność.
Osiem lat ochrony
Nie zapominajmy, że przez osiem lat Chemeko korzystało z ochrony, głównie ministra Michała Dworczyka, który skutecznie blokował kontrole na składowiskach.
W marcu 2022 r. radny sejmiku Patryk Wild ujawnił, że na spotkaniu koalicji PiS i Bezpartyjnych Samorządowców w czerwcu 2020 r. Dworczyk powiedział, że kontroli składowisk odpadów ze strony samorządu województwa „sobie nie życzy” i oczekuje, że radni od tego odstąpią (Onet). W budżecie województwa zabezpieczono na kontrole 400 tys. zł. Nie zostały wydane, a badania odwiertów, które miała wykonać Politechnika Wrocławska, nie doszły do skutku (TVN24, Onet). Relację Wilda potwierdził radny Dariusz Stasiak (Onet).
Dworczyk zaprzecza i pozwał Wilda o naruszenie dóbr osobistych („Polityka”). Wild nie wycofał się z tego, co powiedział, i wyjaśnił w mediach, że to Dworczyk wyrażał wolę blokowania kontroli. We wrześniu 2022 r. „Superwizjer” wyemitował reportaż Macieja Kuciela „Śmieci pod politycznym parasolem” (TVN24).
Piński zapytał, dlaczego Dworczyk to robił. Nie podejrzewam go o to, że czerpał z tego tytułu korzyści majątkowe. Zakładam, że realizował politykę PiS. A mówimy o ogromnych pieniądzach, które mogły zasilić partię.
Płock, EMKA i senator
W poprzedniej rozmowie z Pińskim mówiłem o drugiej firmie: EMKA S.A. z Żyrardowa i jej założycielu Krzysztofie Rdeście. EMKA zajmuje się m.in. odbiorem, transportem i utylizacją odpadów medycznych (EMKA S.A.). Rdest jest radnym powiatu żyrardowskiego. Jesienią 2022 r. Jacek Ozdoba dwukrotnie w ciągu kilku dni odwiedził Żyrardów, a w obu wydarzeniach uczestniczył Rdest. W tym samym roku bliscy współpracownicy Rdesta zaczęli starać się, razem z prezydentem Lubina, o budowę spalarni pod Lubinem pod szyldem spółki Lubin Energy z siedzibą w Płocku (Afera Lubińska). Ta sama nazwa, „Lubin Energy”, pada w stenogramach opisanych przez Onet, w rozmowie o tym, jak w miejsce Bodnara wprowadzić biznesmenów z Płocka powiązanych z tamtejszym politykiem PiS (Onet).
Według mojej wiedzy Krzysztof Rdest ma bliskie relacje z Markiem Martynowskim, ówczesnym senatorem PiS z okręgu płockiego, w Senacie X kadencji przewodniczącym klubu PiS (Senat RP, Wikipedia). To człowiek związany z najbardziej sekciarską, smoleńską stroną tej partii, według mojej wiedzy członek jednej z podkomisji smoleńskich. A przede wszystkim, moim zdaniem, był i pewnie nadal jest portfelem Jarosława Kaczyńskiego.
Kto więc korzystał na układzie kilku firm, które wyrżnęły rynek, a potem chciały go podporządkować Orlenowi? Odpowiedź jest prosta. Finansowo korzystali na tym Jarosław Kaczyński i Prawo i Sprawiedliwość. Mówimy o setkach milionów złotych, które można było wykorzystać do różnych celów. A cele PiS, jak wszyscy wiemy, są dość specyficzne.
Dolny Śląsk jako wysypisko
Piński podsumował to tak: była to operacja Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, której celem było przejęcie kontroli nad rynkiem odpadów, przymykanie oka na niebezpieczne zachowania niektórych firm i podporządkowanie rynku wpływom politycznym, tak żeby to politycy PiS decydowali, które firmy mogą zarabiać. Podpisuję się pod tym w stu procentach.
Dodam jedną rzecz, kluczową dla zrozumienia mafii odpadowej, która wyrosła wokół PiS. Ta partia nie miała żadnych zahamowań przed tym, żeby zrobić z Dolnego Śląska, a w przyszłości zapewne także z innych regionów, jedno wielkie wysypisko śmieci. Nie chodziło tylko o biznes, który zapewnia partii zasoby finansowe przy względnym milczeniu opinii publicznej. PiS liczył się z konsekwencjami, ale skupiał się na zyskach.
Partia, która głosi narodowe teorie i przedstawia się jako jedyna partia prawdziwych Polaków, była kropka w kropkę kopią PZPR, tylko w barwach niebiesko-biało-czerwonych zamiast czerwonych. Nie miała oporów, by zatruwać środowisko i zrobić z kraju składowisko odpadów tylko po to, by utrzymać hegemonię na tym rynku i go zmonopolizować. To było ważne dla utrzymania mechanizmu pozyskiwania pieniędzy z odpadów. Resztę miał załatwić Orlen.
Nie było tu wielkiego, złożonego projektu przestępczego. Najsmutniejsze jest to, że PiS poszedł na rympał. Czuł się tak pewnie, że nie musiał budować skomplikowanej struktury grupy przestępczej, którą współtworzył, firmował i ochraniał. Po prostu bezczelnie przygotował sobie grunt pod to, żeby zrobić ze śmieci bankomat, który rok po roku wypłacałby mu pieniądze na różne cele, szczególnie te, o których partia nie mówi publicznie. Gdyby PiS zdobył jeszcze jedną kadencję, wszyscy obudzilibyśmy się na wysypisku.
Zięć europosłanki
Chcę, żeby czytelnicy mieli świadomość, że mówimy o patologii systemowej. To nie tylko Chemeko. To system, w którym nawet zięć Beaty Kempy, Arkadiusz B., nielegalnie zrzucał odpady i nikomu to nie przeszkadzało.
Wrocławski magistrat walczył z jego wysypiskami przy ul. Gagarina i ul. Strachowickiej od 2015 r. Prokuratura Wrocław-Fabryczna wszczęła śledztwo, ale z końcem 2019 r. uznała, że chodzi o wykroczenia, a nie przestępstwa, i przekazała sprawę policji. Sąd ostatecznie ją umorzył z powodu przedawnienia (TOK FM). Wysypiska leżały w pobliżu wrocławskiego lotniska. Prokuratura wznowiła później śledztwo, które umorzono za czasów ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry (TOK FM). Beata Kempa oskarżyła o pomówienie autora tekstu, Marcina Rybaka z „Gazety Wyborczej”, i przegrała (Press).
Dziennikarze i aktywiści
W tamtym czasie, gdy śmieci leżały pod politycznym parasolem, i dziś, gdy Chemeko robi wszystko, by wyciszyć informacje o swojej działalności, ogromną pracę wykonali dwaj dziennikarze. Marcin Rybak z „Gazety Wyborczej” i Maciej Kuciel z TVN, autor reportażu „Śmieci pod politycznym parasolem”. „Wyborcza” opisywała m.in. pomiary z drona, z których wynikało, że na składowisku leży znacznie więcej odpadów, niż wynikało z oficjalnych sprawozdań („Gazeta Wyborcza” Wrocław).
Obok nich są aktywiści ze Stowarzyszenia Piękny Wąsosz, którzy alarmowali o tym, co dzieje się na wysypisku. To od nich WIOŚ dostawał zawiadomienia o działalności Chemeko (WIOŚ, sprawozdanie z kontroli).
Ludzie Ozdoby
O Dworczyku było głośno. O Ozdobie mniej. Piński zapytał, jak Ozdoba objawiał się jako patron. Sięgnąłem do notatek.
Pierwsze nazwisko to Damian Jakubik. W GIOŚ był odpowiedzialny za politykę kadrową inspektoratu, a więc także za zaciąg ludzi. Wcześniej zrobił błyskawiczną karierę w Ministerstwie Zdrowia, za czasów Adama Niedzielskiego i potem Katarzyny Sójki. Wirtualna Polska opisała, że w maju 2019 r. trafił do Komisji Ekonomicznej przy ministrze zdrowia, zespołu odpowiedzialnego za negocjacje cenowe z firmami farmaceutycznymi. W sierpniu 2020 r., zaraz po objęciu resortu przez Niedzielskiego, został dyrektorem departamentu prawnego, a we wrześniu 2023 r. Sójka uczyniła go dyrektorem generalnym ministerstwa. Z resortu pogoniła go dopiero Izabela Leszczyna. Nie przeszkodziło mu to odnaleźć się w GIOŚ: 18 stycznia 2024 r. został dyrektorem generalnym inspektoratu, a przez pewien czas pełnił nawet obowiązki głównego inspektora (Wirtualna Polska, GIOŚ). W rozmowie z Pińskim przekręciłem jego nazwisko. Prawidłowo: Jakubik.
Mówiąc o Ozdobie, trzeba wspomnieć Magdę Gosk. Kierowała Departamentem Gospodarki Odpadami, najpierw w Ministerstwie Środowiska, potem w Ministerstwie Klimatu. To jedna z najbardziej zaufanych osób Jacka Ozdoby w sprawach środowiskowych. Na posiedzeniu senackiej komisji to właśnie ją Ozdoba prosił o przedstawienie problemów branży (Senat RP). Według moich informacji zasiadała w ścisłym kierownictwie inspekcji, a w 2023 r. została mianowana na stanowisko wiceprzewodniczącej. Moje źródła w GIOŚ mówią, że Magdalena Gosk pozostaje wpływowa niezależnie od tego, kto w danym momencie rządzi.
Po przejęciu władzy przez koalicję 15 października w GIOŚ zaczęło się, według mojej wiedzy, wielkie zacieranie śladów, które miało zniszczyć dowody nieprawidłowości z czasów poprzedniej władzy. Nie do końca się udało.
Kolejne nazwisko to Paweł Łagowski, dyrektor departamentu kontroli odpadów w GIOŚ. Wcześniej pracował w Ministerstwie Klimatu i Środowiska. Zaufany człowiek Magdy Gosk, a tym samym Jacka Ozdoby. Jego prawa ręka to Karolina Kałwa, naczelnik wydziału odpadów przemysłowych i niebezpiecznych w tym departamencie. Jej kompetencje są szczególnie ciekawe. Według moich informacji wcześniej była sekretarką Magdy Gosk. Sekretarka została naczelnikiem wydziału, który zajmuje się odpadami przemysłowymi i niebezpiecznymi.
Nie sposób pominąć wiceminister Anity Sowińskiej. W lutym 2024 r. poinformowała, że ministerstwo złożyło zawiadomienie do prokuratury w sprawie byłego kierownictwa GIOŚ. Chodziło o 1 045 500 zł nagród, które od czerwca do grudnia 2023 r. przyznano kierownictwu, dyrektorom i wicedyrektorom inspektoratu, oraz o podejrzenie nierzetelnego prowadzenia ksiąg rachunkowych (TVN24, Ministerstwo Klimatu i Środowiska). Poza tą skromną konferencją prasową nie zrobiła, moim zdaniem, nic. W GIOŚ nie było trzęsienia ziemi. Nie było sprzątania po PiS. Paweł Łagowski i Karolina Kałwa dalej swobodnie zarządzali inspekcją.
Toyoty z budżetu Wód Polskich
W notatkach mam jeszcze jedną informację. W czerwcu 2022 r. z budżetu Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie kupiono samochody Toyota Highlander. Miały służyć terenowej działalności inspekcyjnej i pomagać kontrolerom. Według moich informacji zamiast do inspekcji, gdzie naprawdę by się sprawdziły, trafiły do GIOŚ. Przekazano je Magdzie Gosk i Marzenie Berezowskiej, które wykorzystywały je do użytku prywatnego.
Mam to potwierdzone przez moje źródła w inspekcji, łącznie ze szczegółowymi informacjami o paliwie. Samochody, które miały jeździć w teren, służyły bez ograniczeń dwóm paniom związanym z Jackiem Ozdobą. Jedna z nich miała rozbić auto.
Notatki do niszczarki
Piński zapytał, czy pozyskałem te informacje jako współpracownik ABW i czy sporządziłem z nich notatki. Oczywiście, że tak. Czy ktokolwiek za rządów PiS wyciągnął z nich konsekwencje? Nie. Nikt.
Równie dobrze mogłem pisać te notatki, siedząc w fotelu obok niszczarki, i od razu je do niej wrzucać. Zdobywanie informacji i opracowywanie ich w notatki było za rządów PiS bezcelowe. Nikogo to nie interesowało. Oczywiście niektóre wątki można było wykorzystać przeciwko osobom z tego układu, gdy było to komuś potrzebne. Ale państwo nie zrobiło nic. Przy polityce, jaką prowadził PiS, rozpracowywanie środowiska śmieciowego nie miało sensu.
Dysk, który spłonął
Na koniec rozmowy chciałem wrócić do jednego zdarzenia. Pomijam już blokowanie kontroli w Rudnej Wielkiej, o którym mówili radni sejmiku Dariusz Stasiak i Patryk Wild. Chodzi o czynności, które odbyły się na terenie Chemeko.
W 2022 r. Jacek Ozdoba zapowiedział ogólnopolski cykl kontroli na składowiskach, prowadzonych przez inspektorów WIOŚ we współpracy z GIOŚ. W jednej z tur kontrolerzy weszli na teren składowiska w Rudnej Wielkiej. Czynnościom przewodziła inspektorka z lubuskiego WIOŚ. Z ramienia GIOŚ kontrolę nadzorowała Justyna Adamirowicz, dyrektor Departamentu Inspekcji, według moich informacji kolejna protegowana Magdy Gosk. W przeszłości kierowała działem inspekcji w delegaturze WIOŚ w Gorzowie Wielkopolskim, była więc przełożoną inspektorki, która prowadziła czynności (Afera Lubińska).
W notatce mam zapisane: w toku kontroli stwierdzono szereg naruszeń, na podstawie których Chemeko powinno zostać obciążone karami pieniężnymi, a GIOŚ mógł nawet wydać zarządzenie o wstrzymaniu działalności spółki. Tak się nie stało.
Co więcej, na osobiste polecenie Justyny Adamirowicz zabezpieczono miesięczny zapis monitoringu składowiska w Rudnej Wielkiej. Nagrania zgrano na dysk twardy, który razem ze stacją dokującą przewieziono do siedziby GIOŚ. Adamirowicz osobiście nadzorowała kontrolę, ale jej wyniki utajniła przed innymi pracownikami inspektoratu.
Kilka tygodni później dysk zabezpieczony w Chemeko i stacja dokująca uległy spaleniu. Już w GIOŚ. Już po wykonaniu czynności i po zabezpieczeniu nośnika przez Adamirowicz. W bardzo szybkim tempie pojawiła się informacja, że nośnik został uszkodzony w sposób, który, tu też mam podkreślenie w notatce, „uniemożliwia skuteczne odzyskanie jakichkolwiek danych”.
Najśmieszniejsze jest zakończenie. GIOŚ odkupił dysk dokładnie tej samej marki, jaką zabezpieczono w Chemeko, i protokolarnie zwrócił go spółce. Koniec. Sprawa zamknięta.
Miesiąc nagrań z monitoringu składowiska, na którym inspektorzy stwierdzili naruszenia, przestał istnieć w siedzibie urzędu, który miał go chronić. Cuda, można powiedzieć. Cuda i tyle.
Co wydarzyło się później
Po rozmowie z 20 stycznia 2025 r. nie zostawiłem tej sprawy. 15 maja 2025 r. złożyłem zawiadomienie, w którym opisałem nieformalny układ obejmujący funkcjonariuszy ABW, przedstawicieli władz Lubina, kierownictwo lubińskiej spółki komunalnej oraz osoby związane z podmiotami prywatnymi, w tym przede wszystkim z Chemeko-System. Wskazałem w nim także funkcjonariuszy inspekcji ochrony środowiska, WIOŚ i GIOŚ (zawiadomienie, Afera Lubińska). Prokuratura Rejonowa dla Wrocławia-Śródmieście wezwała mnie na 29 sierpnia 2025 r. na przesłuchanie w charakterze świadka, w celu przyjęcia zawiadomienia o przestępstwie popełnionym przez osoby w strukturach GIOŚ i WIOŚ oraz przedstawicieli spółek Eko-Hybryd i Chemeko-System (Afera Lubińska, chronologia).
Roman Jagiełło ostatecznie wytoczył mi proces. Opisałem go w serwisie X jako klasyczny SLAPP. W pozwie i replice jego pełnomocnicy powtarzają, że nie był zatrzymany, nie był aresztowany i nie jest poszukiwany. Do meritum, czyli roli w Chemeko, Rudnej Wielkiej, śledztw i politycznych parasoli, się nie odnoszą. Zanim pozew do mnie dotarł, Jagiełło wrócił na fotel prezesa spółki, a w okresie, gdy formalnie nim nie był, figurował w Centralnym Rejestrze Beneficjentów Rzeczywistych jako jej beneficjent rzeczywisty (Łukasz Bugajski w serwisie X).
W maju 2026 r. Prokuratura Okręgowa w Legnicy przedstawiła kapitanowi Marcinowi Pilipowi zarzut kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, która prowadziła nielegalną inwigilację dolnośląskich samorządowców (Prokuratura Okręgowa w Legnicy). Wątek rynku odpadów, ochrony Chemeko i projektu Orlenu nadal czeka na wyjaśnienie.
Co można sprawdzić
Sprawozdanie WIOŚ z kontroli w Rudnej Wielkiej, w którym zapisano deponowanie zakaźnych odpadów medycznych o kodzie 18 01 03* na kwaterze składowiska, jest dostępne w Biuletynie Informacji Publicznej wojewody dolnośląskiego.
Zarzuty z grudnia 2022 r. i z maja 2023 r. w śledztwie Prokuratury Okręgowej w Warszawie opisały PAP, TVN24 i Onet.
Zatrzymania w Chemeko z 7 listopada 2023 r. w śledztwie łódzkim potwierdziła Prokuratura Regionalna w Łodzi.
Relację radnych Patryka Wilda i Dariusza Stasiaka o blokowaniu kontroli przez Michała Dworczyka opisały TVN24 i Onet. Proces Dworczyka z Wildem trwa.
Zniesienie rejonizacji wynika z ustawy z 19 lipca 2019 r. (Dz.U. 2019 poz. 1579).
Dane o imporcie odpadów z Niemiec pochodzą z GIOŚ, GUS i Eurostatu.
Utworzenie Departamentu Zwalczania Przestępczości Środowiskowej i zatrudnianie byłych pracowników służb opisuje sam GIOŚ.
Przepływ urzędników z Ministerstwa Zdrowia do GIOŚ opisała Wirtualna Polska.
Zawiadomienie wiceminister Sowińskiej w sprawie nagród w GIOŚ ogłosiło Ministerstwo Klimatu i Środowiska.
Wątki dysku z monitoringu Rudnej Wielkiej, toyot z budżetu Wód Polskich, zadań ABW wobec sygnalistów i projektu Orlen Recykling opisuję na podstawie własnych notatek i informacji od moich źródeł. Jestem gotów przekazać je prokuraturze.
O co tu naprawdę chodzi
Ta historia nie dotyczy jednej firmy ani jednego wysypiska. Dotyczy państwa, w którym służba specjalna miała chronić spółkę odpadową, urząd kontrolny miał pilnować kontrolowanych zamiast kontrolować, a ludzie, którzy mówili prawdę, dostawali pozwy. Dotyczy też tego, że po zmianie władzy w GIOŚ niewiele się zmieniło.
Wierzę, że prokuratura, w Warszawie, w Łodzi, ale nie tylko tam, prędzej niż później zrobi z tym układem porządek. Do tego czasu będę mówił o tym, co wiem. Na wezwania odpowiadam tak samo jak w styczniu 2025 r.: przeprosin nie będzie. Spotkajmy się w sądzie.
