Władimir Putin wzmocnił w rosyjskim rządzie ludzi odpowiedzialnych za pieniądze. Minister finansów Anton Siłuanow został 22 października 2026 r. wicepremierem i zachował resort, a jego pierwsza zastępczyni Irina Okładnikowa objęła kierownictwo aparatu rządu w randze wicepremiera. Stanowisko straciła najbliższa premierowi Michaiłowi Miszustinowi osoba w gabinecie, Dmitrij Grigorienko. Zmiany zbiegają się z pracami nad budżetem na 2027 r., który przeznacza na obronę rekordowe 17,1 bln rubli, podnosi podatki i realnie tnie wydatki cywilne. Według Iwony Wiśniewskiej z Ośrodka Studiów Wschodnich nominacje pokazują, że dla Kremla priorytetem jest zdobywanie pieniędzy na wojnę, a koszty tej polityki przerzucane są stopniowo na obywateli i prywatny biznes.
Rekonstrukcja, której nikt nie zapowiadał
Rekonstrukcja rosyjskiego rządu zaczęła się w poniedziałek 19 października. Premier Michaił Miszustin, po spotkaniu na Kremlu, przedstawił Dumie Państwowej listę kandydatów na nowe stanowiska. Reuters określił te zmiany jako zaskakujące i opisał je jako ruch, który ma utrzymać stabilność makroekonomiczną i dyscyplinę fiskalną w czasie, gdy rosną deficyt budżetowy i wydatki na wojnę w Ukrainie (Reuters). Dwa dni później Duma zatwierdziła wszystkie kandydatury (Meduza). Formalnie zmiany wnioskował premier, ale Ośrodek Studiów Wschodnich zwraca uwagę, że przygotowano je na Kremlu i że są to największe zmiany w składzie rządu od maja 2024 r. (OSW).
22 października Putin podpisał dekrety o nominacjach. Siłuanow został wicepremierem i ministrem finansów, Okładnikowa wicepremierem i szefową aparatu rządu, Andriej Nikitin wicepremierem, a Oleg Kożemiako wicepremierem i pełnomocnym przedstawicielem prezydenta w Dalekowschodnim Okręgu Federalnym (Kremlin). Ministrem transportu został Dmitrij Jadrow, dotychczasowy szef Federalnej Agencji Transportu Lotniczego. Rząd opuścili Dmitrij Grigorienko i Jurij Trutniew, który przez lata nadzorował Daleki Wschód (OSW).
Sens tych nominacji omówiła w podcaście Ośrodka Studiów Wschodnich, w rozmowie z Łukaszem Zielińskim, Iwona Wiśniewska, ekspertka OSW od rosyjskiej gospodarki. Analizę zmian w rządzie przygotowała razem z Marią Domańską. Jej zdaniem najważniejsze jest to, że rośnie pozycja ludzi z Ministerstwa Finansów i samego resortu. Oznacza to, jak mówi, że priorytetem jest gromadzenie pieniędzy na wojnę, a Putin daje ministerstwu silniejszą pozycję, by przeprowadziło bardzo trudne i kosztowne zmiany, które dotkną praktycznie całą rosyjską gospodarkę.
Siłuanow, czyli zaufany księgowy wojny
Anton Siłuanow kieruje Ministerstwem Finansów od grudnia 2011 r. i jest jednym z najdłużej urzędujących członków rosyjskiego rządu (Anadolu). Funkcję wicepremiera łączył już z resortem finansów w latach 2018–2020, w rządzie Dmitrija Miedwiediewa, wtedy jako pierwszy wicepremier (Meduza). Teraz wraca do tej roli, a w strukturze gabinetu utworzono dla niego odrębne stanowisko wicepremiera i ministra finansów (TASS).
Wiśniewska podkreśla, że to zupełnie inna pozycja niż pozycja zwykłego ministra finansów. Wicepremier koordynuje pracę innych resortów i ma w rządzie realną władzę, nie tylko kompetencje fachowe. Analitycy OSW piszą, że ponowne rozszerzenie uprawnień Siłuanowa świadczy o zaufaniu Putina do niego i podnosi polityczną rangę ministra w aparacie władzy (OSW).
Ten mandat będzie Siłuanowowi potrzebny. W rosyjskich elitach nie brakuje ludzi, którzy uważają, że gwałtowne podnoszenie podatków niszczy gospodarkę. Wiśniewska zakłada, że Siłuanow jako ekonomista dobrze o tym wie, ale zna cel polityczny i go realizuje. Awans jest więc nie tylko nagrodą. To również polityczna osłona dla decyzji, które uderzą w interesy wpływowych grup.
Okładnikowa przy biurku premiera
Za najbardziej nieoczekiwany ruch rosyjscy komentatorzy uznali nominację Iriny Okładnikowej. Ta 41-letnia ekonomistka odpowiadała w Ministerstwie Finansów za przygotowanie i wykonanie budżetu federalnego (Meduza). Wiceministrem finansów była od 2020 r., a pierwszą wiceministrą została w 2024 r. (OSW). Jest pierwszą kobietą na stanowisku szefa aparatu rosyjskiego rządu (The Moscow Times).
Funkcja ta mówi niewiele osobom spoza Rosji, ale w praktyce jest jedną z kluczowych w państwie. Szef aparatu kontroluje obieg dokumentów, które trafiają na biurko premiera (Nest Centre). „Kommiersant” zwraca uwagę, że aparat odpowiada za prace legislacyjne rządu i za przechodzenie projektów dokumentów przez machinę administracyjną. Współpracę Okładnikowej z Siłuanowem dziennik uznał za oczywistą (Kommiersant). Wiśniewska przypomina, że stanowisko to zajmowali w przeszłości politycy z pierwszego szeregu rosyjskiej elity, w tym obecny mer Moskwy Siergiej Sobianin. Okładnikowa będzie miała wpływ na to, z kim spotyka się premier, jakie sprawy trafiają do niego jako pierwsze i jak wygląda jego praca.
Dla resortu finansów oznacza to silniejszą kontrolę nad tym, jak poszczególne ministerstwa wydają pieniądze. Okładnikowa wie dokładnie, z jakimi problemami finansowymi zmaga się państwo, jak trudno zebrać środki na wojnę i co to oznacza dla pozostałych sektorów. To ona przygotowywała budżet na 2027 r., który w drugiej połowie października trafił do Dumy. Według Wiśniewskiej zakłada on kolejne podwyżki podatków praktycznie dla wszystkich i ograniczenie wydatków niezwiązanych z wojną. Teraz trzeba go przeprowadzić, a te decyzje uderzają również w ludzi z najbliższego otoczenia Putina.
OSW pisze o tym wprost. Szybko rosnące wydatki wojenne zmuszają resort finansów do zwiększania obciążeń fiskalnych gospodarki i ograniczania finansowania polityki społecznej, ochrony zdrowia, rolnictwa i projektów infrastrukturalnych. Ten kurs uderza w interesy putinowskiej elity, która dotąd korzystała między innymi z zamówień publicznych i wsparcia budżetowego (OSW).
Miszustin bez prawej ręki
Druga strona tej rekonstrukcji to osłabienie premiera. Dmitrij Grigorienko był od blisko siedmiu lat prawą ręką Miszustina. Kontrolował wszystkie dokumenty kierowane do szefa rządu i nadzorował resorty finansów oraz rozwoju cyfrowego, projekty narodowe i cyfryzację administracji (Nest Centre). Niezależna dziennikarka Farida Rustamowa nazwała jego odejście zaskakującym, właśnie ze względu na bliskość z premierem i wagę stanowiska. Rzecznik Miszustina przekazał, że Grigorienko sam poprosił o przeniesienie na inne stanowisko (The Moscow Times). Rada nadzorcza Sbierbanku ma 10 listopada rozpatrzyć jego kandydaturę na zastępcę prezesa banku (Anadolu). Ekonomista Siergiej Aleksaszenko ocenił w rozmowie z Reuters, że zmiany oznaczają osłabienie premiera, który stracił jednego z kluczowych sojuszników (Reuters).
Czy to zapowiedź dymisji Miszustina? Wiśniewska i Domańska uważają to za prawdopodobne, choć zastrzegają, że trudno ocenić, w jakim stopniu. W analizie OSW piszą, że nie można wykluczyć, iż zmiany są przygotowaniem do wymiany premiera, ale trudno przewidzieć termin i następcę. Najczęściej wymienia się ministra obrony Andrieja Biełousowa, zwolennika dalszego upaństwowienia gospodarki i centralizacji kontroli nad nią (OSW).
Wiśniewska zastrzega, że spekulacje o zmianach kadrowych są w rosyjskiej prasie stałym elementem. Tym razem jednak zmiana personalna idzie w parze z ograniczeniem roli premiera. Ma to znaczenie, bo w obecnym systemie pozycja Miszustina jest słaba. Dotyczy głównie spraw technicznych, a na skład własnego rządu premier ma niewielki wpływ. Formalnie jest jednak bardzo silna. Zgodnie z konstytucją premier jest drugą osobą w państwie i przejmuje władzę, gdy prezydent nie może sprawować urzędu (OSW). Kto zajmuje ten fotel, ma więc znaczenie nie tylko dla gospodarki, lecz także dla scenariuszy sukcesji.
Od technokracji do mobilizacji
Według analityczek OSW ewentualna dymisja Miszustina oznaczałaby najpewniej przejście od technokratycznego do mobilizacyjnego modelu zarządzania państwem i gospodarką, który pozwoliłby kontynuować wojnę jeszcze co najmniej kilka lat (OSW). Model technokratyczny, kojarzony z Miszustinem, opiera się na sprawnym administrowaniu, cyfryzacji i zachowaniu podstawowych mechanizmów rynkowych. Model mobilizacyjny podporządkowuje gospodarkę jednemu celowi i daje państwu szersze narzędzia, by przesuwać do niego zasoby.
Wiśniewska mówi, że elementy tego modelu już widać. Problemy budżetu powodują, że coraz więcej pieniędzy trzeba odbierać innym sektorom gospodarki. Skupienie całego aparatu państwa na wojnie niszczy tę część gospodarki, która z wojną nie jest związana. Wskaźniki makroekonomiczne się pogarszają, a zebranie środków jest coraz trudniejsze.
Ekspertka przestrzega też przed traktowaniem projektu budżetu jak ostatecznej deklaracji. Jej zdaniem jego wykonanie, podobnie jak w tym i poprzednim roku, będzie miało niewiele wspólnego z tym, co dziś zapisano w ustawie. O tym, ile pieniędzy Kreml wyda na wojnę, zdecydują wydarzenia. Jeśli okaże się, że potrzeba więcej, pieniądze trzeba będzie znaleźć, odbierając je innym sektorom i zwiększając presję fiskalną. Rząd po nominacjach z października ma do tego zarówno narzędzia, jak i polityczny mandat.
Rekordowa obrona i spór o liczby
Budżet na lata 2027–2029 przewiduje na 2027 r. 43,3 bln rubli dochodów, 48,7 bln rubli wydatków i deficyt 5,44 bln rubli, czyli około 2,2 proc. PKB (Veridica). Na „Obronę narodową” rząd przeznacza 17,1 bln rubli, około 35 proc. wszystkich wydatków federalnych. Po dodaniu bezpieczeństwa narodowego i egzekwowania prawa, czyli policji, Rosgwardii i służb specjalnych, aparat siłowy pochłonie 21,4 bln rubli, około 44 proc. budżetu (Veridica). Duma przyjęła projekt w pierwszym czytaniu 29 października (The Moscow Times).
Wokół skali wzrostu wydatków na obronę panuje zamieszanie, bo w obiegu są różne punkty odniesienia. Wzrost o około 27 proc. to porównanie dwóch planów dla tego samego roku. Rok temu na 2027 r. zaplanowano 13,5 bln rubli, teraz 17,1 bln (Reuters). W porównaniu z ustawą budżetową na 2026 r., która przewidywała na obronę 12,1 bln rubli, wzrost przekracza 40 proc. (DW).
Wiśniewska zwraca uwagę, że obie te liczby mają niewiele wspólnego z rzeczywistością, bo faktyczne wydatki na wojnę są znacznie wyższe od zapisanych w ustawie. Jeśli porównać projekt na 2027 r. z rzeczywistym wykonaniem w 2026 r., wzrost może się okazać zbliżony do inflacji. Podobnie ocenia to brytyjski wywiad wojskowy. Według Defence Intelligence Rosja niemal na pewno przekroczy w 2026 r. zaplanowane wydatki na obronę o co najmniej 4–5 bln rubli (UK Defence Journal). Analiza opublikowana przez Eurasia Review wskazuje, że łączne wydatki wojskowe w 2026 r. mogą sięgnąć około 17 bln rubli. W takim przypadku plan na 2027 r. oznaczałby realnie mniej, a nie więcej (Eurasia Review).
Jest jeszcze jedno utrudnienie. Rzeczywiste wydatki na obronę Rosja utajnia od 2022 r. (Carnegie). Wiśniewska zauważa, że do 2024 r. rząd przy okazji prac nad budżetem pokazywał, jak w danym roku faktycznie przebiega finansowanie poszczególnych sektorów. Rok temu tego zabrakło i w tym roku też tego nie ma. Ekspertka konkluduje, że pieniędzy jest coraz mniej, a wojna pozostaje priorytetem.
Zima, presja i rachuby Kremla
Wiśniewska widzi w budżecie również element szerszego planu politycznego. Według niej Putin liczy, że zimowe uderzenia w ukraińską energetykę i infrastrukturę zniszczą gospodarkę Ukrainy, a eskalacja wojny hybrydowej przeciwko Europie pomoże zakończyć wojnę na rosyjskich warunkach. Wtedy nie trzeba byłoby dalej tak mocno podnosić podatków na obronę.
Ekspertka nie ma jednak wątpliwości, że jeśli Ukraina przetrwa, wydatki trzeba będzie znowu zwiększyć. Ukraińskie ataki są coraz skuteczniejsze i wyrządzają rosyjskiej gospodarce ogromne szkody. Potwierdzają to dane z sektora paliwowego. Uderzenia w rafinerie obniżyły przerób ropy do najniższych od lat poziomów, wywołały niedobory paliw i podniosły ceny benzyny i transportu (Trading Economics). Wiśniewska jest przekonana, że Kreml znajdzie dodatkowe pieniądze na obronę, jeśli uzna to za konieczne.
Skąd pieniądze, skoro ropa zawodzi
Jeszcze kilka lat temu odpowiedź byłaby prosta: z ropy i gazu. Dziś już nie jest. Wiśniewska zwraca uwagę, że wpływy z sektora naftowo-gazowego będą w tym roku niższe, niż rząd zakładał rok temu, mimo wyraźnego wzrostu cen ropy na rynkach światowych od końca lutego, który wiąże z wojną w Zatoce Perskiej. Ministerstwo Finansów obniżyło prognozę dochodów z ropy i gazu na 2026 r. z 8,92 bln do 7,58 bln rubli, czyli o 1,34 bln (Anadolu). W 2027 r. ropa i gaz mają zapewnić zaledwie około 16 proc. dochodów federalnych (bne IntelliNews). To zmiana o fundamentalnym znaczeniu. Państwo, które przez dwie dekady finansowało się głównie z surowców, utrzymuje dziś armię przede wszystkim z kieszeni własnych podatników.
Rząd podał, że łączne dochody budżetu wyniosą w tym roku około biliona rubli więcej, niż planowano. Wiśniewska tłumaczy, że to efekt wpływów spoza sektora surowcowego. Od początku 2026 r. obowiązuje wyższy VAT, który wzrósł z 20 do 22 proc. (Yuga.ru). Zniesiono też wiele ulg dla małych firm i podniesiono różne opłaty państwowe. Dochody zwiększa także inflacja wyższa od zakładanej przez rząd. Jednocześnie państwo wydaje znacznie więcej, niż planowało. Rząd podniósł szacunek tegorocznego deficytu z 1,6 do 3,2 proc. PKB, czyli do około 7,3 bln rubli (Reuters).
Kolejne obciążenia są już zapowiedziane. Według Aleksandry Prokopienko z Carnegie Endowment nowe podatki obejmą oszczędności i konsumpcję, przede wszystkim dywidendy i dochody z papierów wartościowych, a opodatkowanie odsetek od lokat ograniczy skłonność Rosjan do oszczędzania w rublach (Carnegie). Kurczy się też rezerwa na czarną godzinę. Płynne aktywa Funduszu Dobrobytu Narodowego wynoszą 3,9 bln rubli, mniej niż połowę 8,78 bln z lutego 2022 r. (Carnegie).
Rachunek przychodzi pocztą
Koszty wojny Rosjanie odczuwają już w domowych rachunkach. 1 października opłaty za usługi komunalne wzrosły średnio o 9,9 proc., a w zależności od regionu od 8 proc. w Chakasji i na Czukotce do 22 proc. w Kraju Stawropolskim. Gaz dla gospodarstw domowych podrożał średnio o 9,6 proc., prąd o 11,3 proc. Indeksację, która zwykle odbywa się 1 lipca, w tym roku przesunięto na październik (Interfax). Analitycy zwracają uwagę, że podwyżki nastąpiły dopiero po wyborach do Dumy (bne IntelliNews).
Wiśniewska ocenia, że podwyżki są wyższe, niż wcześniej planowano. Średni wskaźnik dla kraju odpowiada zatwierdzonym wcześniej limitom, ale tygodniowe dane Rosstatu z pierwszych dni października pokazały w wielu kategoriach wzrosty wyraźnie powyżej średniej. Opłata za odprowadzanie ścieków wzrosła o 17,1 proc., za zimną wodę o 15,3 proc., za ciepłą wodę o 14,2 proc., a za ogrzewanie o 12,7 proc. (RusBonds). Według prognoz Ministerstwa Rozwoju Gospodarczego to nie koniec. Gaz ma w 2027 r. podrożeć o kolejne 9,1 proc., a prąd o 15,3 proc. (Nie Moskwa). Skutki widać w danych o cenach. Inflacja, która 19 października wynosiła w ujęciu rocznym 6,8 proc., ma według Banku Rosji na koniec roku sięgnąć 7,1–7,6 proc. (RTTNews).
Dług, który zaczyna ciążyć
Putin często podkreśla, że Rosja ma niski dług publiczny. To prawda: wynosi około 20 proc. PKB, a według Carnegie w ciągu roku wzrośnie z 19,9 do 21,7 proc. PKB (Carnegie). Wiśniewska zwraca jednak uwagę na problem, którego ten wskaźnik nie pokazuje. Rosja zadłuża się niemal wyłącznie na rynku krajowym, przy bardzo wysokich stopach procentowych, więc obsługa długu jest droga. W tym roku pochłonie około 2 proc. PKB, czyli mniej więcej co dziesiątego rubla wydatków budżetu. W 2027 r. koszt obsługi długu ma wynieść 4,57 bln rubli, a Ministerstwo Finansów zamierza pożyczyć na rynku krajowym 7,7 bln rubli, o 2,3 bln więcej, niż wcześniej planowało (Carnegie).
Oficjalne dane nie pokazują całego obrazu. Według Wiśniewskiej od ubiegłego roku rząd ukrywa część zadłużenia w budżetach regionalnych i w funduszach społecznych, między innymi w funduszu emerytalnym. Rosną też deficyty regionów. Carnegie zauważa, że regiony odroczyły spłatę pożyczek o wartości 300 mld rubli i że z ich budżetów wypłaca się premie za podpisanie kontraktów wojskowych (Carnegie). Całkowite zadłużenie sektora publicznego jest więc najpewniej wyższe, niż wynika z danych federalnych. Mimo corocznych podwyżek podatków i szukania nowych źródeł finansowania deficyt rośnie.
Koniec wojennego impulsu
W pierwszych latach wojny zamówienia zbrojeniowe napędzały gospodarkę. Wiśniewska tłumaczy, że to już nie działa tak samo. Wtedy bodziec fiskalny, czyli pompowanie pieniędzy w gospodarkę, obejmował nie tylko wydatki wojskowe. Państwo finansowało także inwestycje infrastrukturalne, między innymi ze środków Funduszu Dobrobytu Narodowego. To one dawały Rosji dobre wskaźniki makroekonomiczne w poprzednich latach. Dziś ten bodziec jest znacznie mniejszy, a jego efekty wyraźnie słabsze.
Strukturę priorytetów najlepiej pokazuje proporcja wyliczona przez Carnegie. Na każdego rubla przeznaczonego w 2027 r. na politykę społeczną, zdrowie i edukację przypadają dwa ruble na armię, policję i służby. Na tak zwany kapitał ludzki budżet przeznacza 21 proc. wydatków (Carnegie).
Bank centralny i rząd w tandemie
Część komentatorów opisuje relacje Ministerstwa Finansów z Bankiem Rosji jako konflikt. Wiśniewska widzi raczej podział ról przy wspólnym celu, którym jest zdobycie pieniędzy na wojnę. Jej zdaniem Elwira Nabiullina nie kierowałaby bankiem centralnym ani dnia dłużej, gdyby działała wbrew temu celowi. Rząd pompuje pieniądze w gospodarkę i oferuje tanie kredyty podmiotom pracującym dla wojska, co napędza inflację. Bank centralny utrzymuje wysokie stopy procentowe, ogranicza dostęp prywatnego sektora do kapitału i stara się, by inflacja nie wywołała poważnych problemów w systemie finansowym. Rząd znajduje pieniądze na wojnę kosztem poważnej destabilizacji wewnętrznego rynku finansowego, a bank centralny ogranicza skutki tej polityki.
Najnowsze decyzje Banku Rosji pasują do tego opisu. 23 października bank po raz drugi z rzędu utrzymał stopę kluczową na poziomie 14 proc. i podwyższył prognozę jej średniego poziomu na 2027 r. do 12,5–13,5 proc. Nabiullina tłumaczyła, że warunki monetarne trzeba będzie utrzymać umiarkowanie restrykcyjne dłużej, by inflacja trwale wróciła do celu 4 proc. (Bank Rosji). W połowie 2025 r. stopa wynosiła 21 proc. (Morningstar/Dow Jones). Pieniądz w Rosji pozostanie więc drogi, a najbardziej odczują to firmy spoza sektora zbrojeniowego.
Dlaczego Rosjanie nie wychodzą na ulice
Pytanie o granicę wytrzymałości społecznej wraca w każdej analizie rosyjskiej gospodarki. Wiśniewska odpowiada przewrotnie, przywołując przykład Korei Północnej. Zauważa też, że obecny standard życia Rosjan jest wciąż znacznie wyższy niż w latach 80., a wtedy obywatele nie wychodzili na ulice i nie obalali systemu.
Nie oznacza to, że władze lekceważą nastroje społeczne. Według ekspertki Kreml bardzo umiejętnie przenosi koszty wojny na obywateli i w nieco mniejszym stopniu na biznes. Nie robi drastycznych cięć, które ludzie odczuliby z dnia na dzień. Rozkłada je na cztery i pół roku wojny. Zmiany są tak stopniowe, że Rosjanie nie do końca je zauważają, choć ich życie się pogarsza. Mają coraz mniej pieniędzy i możliwości, coraz trudniej im dostać się do lekarza i kupić leki.
Wiśniewska spodziewa się, że zima, jak w poprzednich latach, przyniesie awarie, niedogrzane mieszkania i przerwy w dostawach wody i prądu. Problemy pojawiają się jednak punktowo: w pojedynczych miastach, dzielnicach, osiedlach. Brakuje więc masy krytycznej, przy której obywatele uznaliby, że państwo przestało działać. Państwo ma coraz większe trudności z wywiązywaniem się z obowiązków, zwłaszcza na poziomie regionów, ale nikt nie odbiera ludziom wszystkiego naraz. Ekspertka nie sądzi, by taka masa krytyczna się pojawiła.
Co musiałoby się stać, by Kreml przestał zbroić
Według Wiśniewskiej ograniczenie wydatków wojennych wymagałoby zmiany polityki, czyli rezygnacji z wojny. Nie uważa, by Putin był zdolny do takiej decyzji, chyba że wojna zakończy się na jego warunkach. Nawet zawieszenie działań zbrojnych nie oznaczałoby jej zdaniem cięć w zbrojeniówce i armii. Rosja uzupełniałaby zapasy i przygotowywała się do kolejnego ataku. Dla krajów wschodniej flanki NATO, w tym Polski, to wniosek o dużym znaczeniu. Ewentualny rozejm w Ukrainie nie musi oznaczać demobilizacji rosyjskiej gospodarki wojennej.
Długi marsz bez mapy drogowej
Czy zmiany w rządzie i budżet zapowiadają wojnę wieloletnią, czy jej eskalację? Wiśniewska traktuje je jako obraz obecnego myślenia rosyjskich władz o najbliższej przyszłości. Nie ma wątpliwości, że Kreml przygotowuje się na długi wysiłek wojenny. Budżet ma jednak zapewnić pieniądze na cele Kremla w perspektywie najbliższego roku. Putin ma długofalowy plan, ale według ekspertki nie ma mapy drogowej, która pokazywałaby, jak sfinansować go w ciągu, na przykład, pięciu lat.
O priorytetach najlepiej świadczy struktura wydatków. Według Wiśniewskiej szybciej niż inflacja rosną w przyszłorocznym budżecie tylko trzy pozycje. Pierwsza to obrona narodowa. Druga to bezpieczeństwo wewnętrzne, czyli służby i kontrola nad społeczeństwem. Rosyjska DW wylicza, że na bezpieczeństwo narodowe, w tym służby specjalne, policję i Rosgwardię, zaplanowano prawie 4,3 bln rubli wobec 3,9 bln w 2026 r. (DW). Trzecia, najbardziej bolesna dla rządu, to obsługa długu publicznego. Nawet tam, gdzie wydatki na szkoły, edukację czy ochronę środowiska nominalnie rosną, jest to tylko częściowa rekompensata spadku wartości rubla. Wiśniewska ocenia, że to jednoznacznie pokazuje, jak ważny jest dla Kremla cel wojenny.
Ocena
Uważam za wysoce prawdopodobne, że październikowe nominacje służą przede wszystkim wzmocnieniu resortu finansów i ułatwieniu przeprowadzenia niepopularnych decyzji fiskalnych. Oceniam to z wysoką pewnością. Wskazuje na to zbieżność w czasie z pracami nad budżetem, profil zawodowy Okładnikowej i zgodne oceny OSW, Reuters, „Kommiersanta” oraz niezależnych analityków.
To, że zmiany przygotowują dymisję premiera Miszustina, jest możliwe, ale nieprzesądzone. Tu moja pewność jest umiarkowana. Osłabienie premiera jest faktem, ale nie ma żadnego oficjalnego sygnału co do terminu ani następcy, a podobne spekulacje pojawiały się w Rosji wielokrotnie.
Uważam za bardzo prawdopodobne, że faktyczne wydatki na obronę w 2027 r. przekroczą 17,1 bln rubli zapisane w ustawie. Oceniam to z umiarkowaną do wysokiej pewnością. Za taką oceną przemawia praktyka z lat 2023–2026. Pewność obniża utajnienie danych o wykonaniu budżetu wojskowego.
W najbliższym roku rosyjska gospodarka najpewniej jest w stanie finansować wojnę na obecnym poziomie, kosztem obywateli, prywatnego biznesu i rosnącego długu. Tu moja pewność jest umiarkowana. W dłuższym horyzoncie pole manewru się zawęża: spada udział surowców w dochodach, topnieją rezerwy Funduszu Dobrobytu Narodowego, drożeje obsługa długu, a wzrost gospodarczy słabnie. Nic jednak nie wskazuje, by finansowe ograniczenia same zmusiły Kreml do zakończenia wojny. Rosyjskie władze, jak przekonuje Iwona Wiśniewska, nie mierzą kosztów wojny poziomem życia obywateli, tylko tym, czy wciąż da się je przerzucać na społeczeństwo bez wywoływania otwartego buntu.
