Ukraiński 3. Korpus Armijny zakończył 14 października operację „Vivaldi” na kierunku łymańskim w obwodzie donieckim. Według dowództwa w ciągu czterech etapów odzyskał 277 km² i 16 miejscowości, oddalając groźbę okrążenia Słowiańska i Kramatorska. Rozgłos przyniosło operacji przede wszystkim użycie robotów lądowych, zrzucanych z ciężkich dronów kilkanaście kilometrów za rosyjskimi liniami. Wśród zachodnich analityków toczy się spór, czy „Vivaldi” zapowiada koniec piechoty w bezpośredniej walce, czy raczej pokazuje, że bez niej wojny wciąż nie da się wygrać.
Wyniki operacji ogłosił w nagraniu wideo dowódca korpusu, generał brygady Andrij Biłecki. W ostatnim, czwartym etapie Ukraińcy odbili 101 km² i wsie Zełena Dołyna, Łypowe i Kołodiazi. Straty Rosjan w tym etapie Biłecki ocenił na ok. 3 tys. zabitych i rannych, a w całej operacji – na ok. 8 tys. BBC News Ukraina zwraca uwagę, że są to wyłącznie dane strony ukraińskiej, których Rosja nie skomentowała. Rosyjscy blogerzy wojskowi przyznają jednak, że siły ukraińskie posunęły się naprzód, i zarzucają własnemu dowództwu ukrywanie tych informacji (BBC News Ukraina). Według korpusu do niewoli trafiło ok. 270 rosyjskich żołnierzy, w tym ponad 20 oficerów (Censor.net).
Po co była „Vivaldi”
Operację wymusiła sytuacja na froncie. Jesienią 2025 r. Rosjanie przeszli na zachodni brzeg rzeki Czornyj Żerebeć i utworzyli rozległy przyczółek na północ i zachód od Łymania. Gdyby zajęli Swiatohirsk, zagrożony byłby sam Łyman, a dalej – aglomeracja Słowiańsk–Kramatorsk (BBC News Ukraina). To ostatnie duże miasta tzw. pasa twierdz, czyli silnie ufortyfikowanego łańcucha miast Słowiańsk–Kramatorsk–Drużkiwka, który Ukraina wciąż kontroluje w obwodzie donieckim. Zastępca dowódcy korpusu Maksym Żorin tłumaczył, że Rosjanie próbowali zastosować swój stały ostatnio schemat: obejść miejscowość, przeciąć jej logistykę, a następnie niszczyć samo miasto. Operację zainicjowano, by nie dopuścić do powstania przyczółka do okrążenia Kramatorska i Słowiańska (Suspilne).
Naprzeciw korpusu stały według jego dowództwa trzy rosyjskie armie: 20. i 25. Armia Ogólnowojskowa oraz 1. Armia Pancerna (Interfax-Ukraina). Operacja trwała od końca maja i do połowy września była prowadzona w ścisłej ciszy informacyjnej (BBC News Ukraina). Żorin uznał tę ciszę za jeden z kluczowych czynników sukcesu, bo pozwoliła wprowadzić w błąd rosyjskie dowództwo. W pierwszym etapie wzięły udział m.in. 60. i 66. Samodzielna Brygada Zmechanizowana, 125. Samodzielna Ciężka Brygada Zmechanizowana, batalionowa grupa taktyczna 3. Samodzielnej Brygady Szturmowej, jednostka sił specjalnych, oddział wywiadu wojskowego HUR „Artan” i straż graniczna (Suspilne).
Spór o wnioski
Wokół „Vivaldi” szybko wywiązała się dyskusja o przyszłości walki lądowej. Najdalej idącą tezę postawili na łamach amerykańskiego portalu „The Cipher Brief” David Kirichenko z brytyjskiego think tanku Henry Jackson Society i weteran amerykańskich sił specjalnych występujący pod pseudonimem „Xen”, który – jak zaznacza redakcja – walczy u boku sił ukraińskich. Ich zdaniem operacja nie dowodzi trwałego znaczenia manewru ludzi wobec dronów, jak sugerują niektórzy zachodni komentatorzy, lecz czegoś przeciwnego: „nieuchronnej erozji użyteczności ludzi w bezpośrednim kontakcie z przeciwnikiem”. Kluczowa ma być nowa, systemowa doktryna użycia bezzałogowych pojazdów lądowych (UGV – unmanned ground vehicles), czyli zdalnie sterowanych robotów na gąsienicach lub kołach. Ludzie mieliby wkraczać jedynie na obszary o niższym ryzyku, po przejściu fal robotów (The Cipher Brief).
Tę tezę trzeba czytać ze świadomością, że jeden z autorów uczestniczy w opisywanej wojnie, a tekst opiera się głównie na wypowiedziach żołnierzy jednego korpusu. Inni obserwatorzy rozkładają akcenty inaczej. Według „Kyiv Independent” operacja dowiodła czegoś „potencjalnie jeszcze ważniejszego” niż odzyskanie terenu: że na nasyconym dronami froncie ukraińska piechota wciąż może nacierać w znaczącej liczbie (Kyiv Independent). Analitycy cytowani przez The Conversation przypominają, że rolę zachowały nawet czołgi i bojowe wozy piechoty. Po obezwładnieniu rosyjskich dronów i artylerii pomagały one wykorzystywać luki w obronie i przyspieszać natarcie. Sukces „Vivaldi” wynikał przede wszystkim ze sposobu połączenia starych i nowych zdolności, a nie z wpływu jednego systemu (The Conversation). Australijski generał w stanie spoczynku Mick Ryan opisuje operację jako „wielki eksperyment w czasie rzeczywistym”, w którym roboty zostały zintegrowane z działaniami połączonymi rodzajów wojsk, ale ich nie zastąpiły (Futura Doctrina).
Desant robotów: taktyka „Gryf”
Najbardziej spektakularnym elementem operacji był desant robotów z powietrza. Według „Darwina”, dowódcy 2. Batalionu Zmechanizowanego korpusu, rosyjskie pozycje i drony obezwładniano ogniem artylerii, dronów uderzeniowych i środkami walki radioelektronicznej. Miało to zapobiec wykryciu nocnych lotów przystosowanych ciężkich dronów-bombowców, które przenosiły roboty nawet 19 km w głąb rosyjskich linii. Część zrzuconych UGV z ładunkami wybuchowymi atakowała pozycje, inne – uzbrojone w broń strzelecką – zajmowały i utrzymywały teren, czasem zabijając, a czasem biorąc do niewoli przeciwników. Dopiero potem ludzie posuwali się naprzód etapami. „Idziemy do przodu, tworzymy linię obrony, czekamy, aż artyleria, latające drony i roboty zrobią swoje, i znów idziemy” – relacjonował „Darwin” (The Cipher Brief, za: The Telegraph).
Szczegóły ujawnił w rozmowie z ukraińskim nadawcą publicznym Suspilne Mykoła Zinkewycz, dowódca NC13 – jednostki robotów uderzeniowych 3. Brygady Szturmowej. Żołnierze wyposażali roboty w jednorazowe granatniki, podwieszali je pod ciężkie drony i zrzucali za rosyjskimi pozycjami. Dalej maszyny jechały do celu o własnych siłach. Zinkewycz podał zasięg desantu „do 10 km” za linią przeciwnika – mniej niż „Darwin”, co może wynikać z różnych odcinków lub etapów operacji. Brygada nazwała tę metodę taktyką „Gryf”, na cześć zaginionego w 2023 r. pod Andrijiwką żołnierza NC13 o pseudonimie Gryf. Celami zrzucanych robotów byli operatorzy elitarnej rosyjskiej jednostki dronowej „Rubikon”, stanowiska dowodzenia od szczebla kompanii wzwyż i żołnierze poruszający się drogami zaopatrzenia (United24 Media). 18 września korpus poinformował, że „Rubikon” wycofano z odcinka Łyman–Borowa po ciężkich stratach (NV).
Roboty wykonywały też mniej widowiskowe, ale równie ważne zadania. W rejonie Szandryhołowego w ciągu dwóch nocy rozminowały 30 km dróg. Według CEPA dwie kompanie saperów potrzebowałyby na to tygodnia pod ostrzałem. W innej akcji roboty w ciągu dwóch nocy zaminowały 400 m terenu (CEPA). Korpus przerobił także sowieckie transportery opancerzone BTR-60 na zdalnie sterowane pojazdy wybuchowe, którymi rozbijał rosyjskie umocnienia (United24 Media). Najbardziej wymowne są jednak dane o logistyce. „80 proc. logistyki na wszystkich etapach operacji »Vivaldi« realizowały bezzałogowe systemy lądowe. 90 proc. ewakuacji rannych również” – powiedział Zinkewycz (United24 Media).
„Makar”, przedstawiany przez autorów „The Cipher Brief” jako dowódca NC13, mówi, że roboty zrzucane z powietrza jego jednostka stosowała od miesięcy jako „element systemowego podejścia do działań dywersyjnych” – eliminowania przeciwnika głęboko za liniami, chwytania operatorów dronów i zakłócania logistyki. Wskazuje też, że UGV, zwykle wyposażone w terminale Starlink, są trudne do wykrycia i w przeciwieństwie do dronów latających nie są ograniczone czasem lotu. Najbardziej przydają się tam, gdzie obserwacja jest ograniczona, zasięg dronów FPV (sterowanych z perspektywy pierwszej osoby) niewystarczający, a przeciwnik ma silną obronę przeciwlotniczą (The Cipher Brief).
Kurtyna radioelektroniczna
Zanim jakikolwiek robot czy żołnierz ruszył naprzód, korpus musiał „oślepić” przeciwnika. Służyła do tego walka radioelektroniczna (WRE), czyli zakłócanie i przechwytywanie sygnałów radiowych, którymi sterowane są drony i łączność. Żorin opisywał „zasłonę, ścianę” stworzoną przez pododdziały WRE, przez którą na niektórych odcinkach bezzałogowce przeciwnika w ogóle nie mogły się przedostać. Zintegrowany system kilku środków WRE, nazwany „Zachisnyj Kupoł” („Kopuła Ochronna”), unieszkodliwił według niego w czasie operacji ok. 20 tys. rosyjskich dronów. Szczegóły Żorin zachował dla siebie: „Chciałbym, żeby na razie pozostało to zagadką dla przeciwnika, bo planujemy korzystać z tego dalej” (Suspilne). Wspierały go drony przechwytujące, które niszczą bezzałogowce przeciwnika w powietrzu (Telegram 3. Korpusu).
Według Micka Ryana korpus rozmieścił także naziemne radiolatarnie, które pozwalały jego dronom latać mimo silnego zagłuszania sygnału GPS (Futura Doctrina). The Conversation podkreśla, że odepchnięcie rosyjskich jednostek dronowych pozwoliło Ukraińcom osiągnąć lokalną przewagę w powietrzu – warunek kolejnych etapów natarcia (The Conversation).
Robot, który odwołał szturm
Roboty działały też na psychikę przeciwnika. Rosyjska piechota od miesięcy stosowała taktykę infiltracji: żołnierze pojedynczo lub parami przenikali przez luki w cienkich ukraińskich liniach, a Rosja akceptowała przy tym ogromne straty. Ukraińskie UGV, których – w odróżnieniu od ludzi – nie trzeba oszczędzać, wykonują teraz podobne misje po drugiej stronie frontu, i to głębiej (The Cipher Brief). „Robot z karabinem maszynowym jest w wielu sytuacjach prawdopodobnie bardziej przerażający niż piechur” – powiedział autorom „Obi”, żołnierz ukraińskiego 3. Pułku Specjalnego Przeznaczenia.
„Makar” opisał przechwycone rozmowy Rosjan: „Panikowali przez radio: »Przyleciał zabawkowy samochodzik, pojeździł i wybuchł…«. Dowództwo im nie wierzy, robi się piekło, a ruch tą drogą zaopatrzenia zostaje natychmiast wstrzymany. Wszystkie pozycje stawiano w stan pełnej gotowości bojowej”. W innym przypadku jeden mały robot, zrzucony w pewnej odległości od celu, zabił jednego rosyjskiego żołnierza. W efekcie Rosjanie odwołali szturm, który planowali od dni, a może tygodni (The Cipher Brief). Ten sam epizod opisał Zinkewycz: Rosjanie zrezygnowali z natarcia zmechanizowanego, bo uznali, że na ich tyły przeniknęła ukraińska grupa dywersyjna, która czeka w zasadzce na kolumnę pancerną (United24 Media).
„Kiedyś spadochroniarze skakali z samolotów. Teraz z ciężkich bombowców zrzuca się roboty” – mówi „Makar” i apeluje do dowódców, by stawiali na lądowe systemy robotyczne, „bo roboty nie krwawią, a ludzkie życie jest bezcenne” (The Cipher Brief). Same roboty też jednak wymagają osłony. Podczas operacji tańsze drony latające prowadziły dla nich rozpoznanie i eskortowały je (Censor.net). Dmytro, żołnierz 3. Brygady Szturmowej, opowiadał autorom „The Cipher Brief”, że roboty uderzeniowe wjeżdżają do schronów i niszczą je razem z ludźmi w środku, inne zastawiają zasadzki za liniami przeciwnika, a jeszcze inne dostarczają amunicję artylerii i zaopatrzenie dla załóg dronów oraz ewakuują rannych.
Piechota wciąż na szpicy
Rzeczywistość pola walki była bardziej złożona, niż sugeruje hasło „najpierw roboty”. Reportaż „Kyiv Independent” pokazuje, że awangardę natarcia stanowili żołnierze wysyłani zwykle parami, by wykonać manewr blokady. Przenikali na tyły przeciwnika, odcinali logistykę i uniemożliwiali rosyjskiej piechocie zarówno otrzymanie wsparcia, jak i ucieczkę – relacjonował „Dżudo”, dowódca batalionu 60. Brygady Zmechanizowanej. Zamiast szturmować Szandryhołowe frontalnie, większość ukraińskich żołnierzy posuwała się pasami drzew wokół wsi, by odciąć znajdujących się w niej Rosjan. Gęsta roślinność chroniła piechotę przed rosyjskimi dronami, ale utrudniała też rozpoznanie własnym. Wtedy to piechota była „uszami” dowódców, meldując, gdzie słychać głosy i ruch (Kyiv Independent).
Skala sił ludzkich była przy tym bardzo skromna. Dowódca 66. Brygady Rostysław Siliwakin mówił, że do wyzwolenia wsi Serednie udało się skierować tylko 30 żołnierzy, co BBC określa jako „niezwykle mało jak na taką operację” (BBC News Ukraina). Wbrew popularnej narracji o „wojnie robotów” korpus użył też wozów opancerzonych. Euromaidan Press przytacza opinię żołnierza, że natarcie zmechanizowane było „jedynym realnym sposobem”, by przesuwać pozycje przy niskich stratach i utrzymać tempo (Euromaidan Press). Pojazdy potrzebowały jednak rozbudowanego wsparcia: rozpoznania, rozminowania przez roboty i obezwładnienia rosyjskich dronów.
Nawet „Jackie”, amerykański ochotnik doradzający 3. Korpusowi i jeden z głównych rozmówców „The Cipher Brief”, przyznaje: „W wojsku jest tylko jedna robota – piechota. Mimo wszystkich dronów nic się w tym nie zmieniło”. Liczy się według niego walka lądowa przed Kramatorskiem i Słowiańskiem, prowadzona przez piechurów (The Cipher Brief). Weteran Jewhen Dykyj ujmuje to podobnie: istotą precedensu „Vivaldi” jest model, w którym piechota szturmowa – „najważniejszy element wojny, jakkolwiek by na to patrzeć” – idzie za dronami, a nie przed nimi lub obok nich (NV). Hasło samego korpusu łączy oba stanowiska: „Piechota wygrywa wojny, ale my chronimy naszą piechotę – dlatego to roboty idą na wroga pierwsze” (Ukraińska Prawda).
Front szeroki na 30 kilometrów
„Jackie” zwraca uwagę na zmianę przestrzennego wymiaru wojny. „Nie ma linii styczności. Jest raczej strefa styczności, a ta strefa ma 30 km szerokości” – mówi. Ta tzw. szara strefa – pas terenu, nad którym żadna strona nie ma pełnej kontroli, pozostający pod stałą obserwacją i ostrzałem dronów – nie jest według niego chaosem, bo ukraińscy dowódcy wiedzą, gdzie są ich ludzie. Manewr i logistyka ludzi są w niej jednak poważnie ograniczone. „Przejazd kolumny przez szarą strefę nie wchodzi w grę jako sposób natarcia. Zdecydowanie nie tak robiliśmy »Vivaldi«” – podkreśla (The Cipher Brief).
Opisuje też trzy poziomy ukraińskiej koncepcji walki. Na poziomie strategicznym toczy się kampania uderzeń w głąb Rosji, uderzająca w jej gospodarkę. Na poziomie operacyjnym trwa kampania uderzeń średniego zasięgu na rosyjską logistykę, zmuszająca przeciwnika do opuszczania wysuniętych pozycji. Trzeci poziom to walka lądowa: „Jeśli stracimy pas twierdz, nie będzie czasu, by uderzenia średniego zasięgu odepchnęły Rosjan” (The Cipher Brief). Według „Kyiv Independent” drony średniego zasięgu uderzały w rosyjską logistykę ok. 200 km od frontu, pozbawiając rosyjską piechotę żywności, wody i amunicji (Kyiv Independent). Z ukraińskiej Wikipedii wynika, że Rosjanie przenieśli magazyny paliwa aż do obwodu woroneskiego (Wikipedia) – tę informację warto jednak potwierdzić w drugim źródle.
Dmytro opisywał efekt zestrzeliwania większych dronów, którymi Rosjanie zaopatrywali odciętą piechotę: „Piechota przeciwnika zaczyna czuć, że nikt jej nie potrzebuje i nie przyjdzie żadna pomoc. Morale bardzo spada, a my posuwamy się naprzód. Wtedy się poddają albo uciekają” (The Cipher Brief).
Dowodzenie ważniejsze niż sprzęt
Wszyscy rozmówcy zgadzają się co do jednego: o sukcesie zdecydowała organizacja, a nie same maszyny. „Darwin” zastrzegał, że operację z tak wieloma ruchomymi elementami może poprowadzić tylko struktura dowodzenia „wystarczająco wykwalifikowana, jak nasza”, a korpus uczy tej metody inne brygady (The Cipher Brief). „Jackie” za swoje główne zadanie uważa wpajanie zachodniej zasady dowodzenia przez zadania (ang. mission command), czyli systemu, w którym przełożony określa cel i zamiar, a podwładni mają swobodę wyboru sposobu działania i są zachęcani do inicjatywy. Według niego w rosyjskiej armii taki model nie mógłby działać, bo „ciągle każą swoim ludziom iść na śmierć za nic” i „ciągle fałszują meldunki”. Zachodnim sztabowcom radzi uczyć się na miejscu: „Jeśli chcesz się czegoś nauczyć, musisz uczestniczyć w tej walce” (The Cipher Brief).
Na fałszowanie meldunków po stronie rosyjskiej wskazują też źródła BBC. Rosyjskie dowództwo w swoich raportach „narysowało” fikcyjną linię frontu sięgającą Swiatohirska i nie spodziewało się ukraińskiego natarcia de facto na własnych tyłach (BBC News Ukraina). Włoski portal Eunews zwraca uwagę na kolejność działań: najpierw stabilizacja frontu i likwidacja stref infiltracji, potem reorganizacja jednostek i zbudowanie spójnego systemu rozpoznawczo-uderzeniowego, a dopiero na końcu natarcie. Lekcją z „Vivaldi” może więc być nie tyle sam schemat operacji, ile zdolność instytucjonalna, która go umożliwiła (Eunews).
Liczby wymagają ostrożności
Najbardziej dyskusyjne są dane o stratach. Autorzy „The Cipher Brief” piszą, że 3. Korpus „konsekwentnie” osiąga stosunek strat 20:1 na swoją korzyść, potwierdzony ich zdaniem przez OSINT (wywiad ze źródeł otwartych) i ukraiński system punktów za udokumentowane zniszczenia celów. Liczba ta pochodzi jednak od „Jackiego”, który mówił o 20:1 w podkaście Lawfare (Lawfare). Oficer korpusu Borodin mówił z kolei w Espreso TV o stosunku „od 1 do 20–30” (Espreso). Sam dowódca korpusu podał jednak dla całej operacji wyraźnie niższą wartość: straty ukraińskie były siedmiokrotnie mniejsze niż rosyjskie (Army FM). Wcześniej korpus oceniał stosunek strat w całym swoim pasie na 1:6–8 (TSN).
Rozbieżności mogą wynikać z różnej skali i okresu pomiaru: pojedynczego odcinka, dnia czy fazy operacji. Kyiv Post przypomina, że danych korpusu nie da się niezależnie potwierdzić, choć nie są niewiarygodne, a nawet rosyjskie źródła opisują zły stan 20. Armii (Kyiv Post). Podobnej ostrożności wymaga liczba 20 tys. unieszkodliwionych dronów, podana przez dowództwo korpusu.
Granice sukcesu
„Vivaldi” była sukcesem, ale nie przełomem. Analityk BBC Ołeh Czernysz ocenia, że korpus stosunkowo niewielkimi siłami zatrzymał Rosjan w drodze na Swiatohirsk, przeprawił się przez rzekę Nitrius i odepchnął przeciwnika o 15–17 km na wschód, do Czornego Żerebcia. Nie udało się jednak zepchnąć Rosjan na wschodni brzeg tej rzeki – wieś Iwaniwka na zachodnim brzegu pozostaje okupowana. Operacja nie wywołała kaskadowego załamania rosyjskiej obrony, m.in. dlatego, że Rosja przerzuciła tu część 1. Armii Pancernej z kierunku kupiańskiego. Bez dodatkowych sił pomysły rozszerzenia operacji na Las Serebriański czy Kreminną w obwodzie ługańskim pozostają według BBC „oderwane od realiów”, a najbardziej realnym zadaniem jest teraz zbudowanie trwałej obrony pod Łymanem (BBC News Ukraina).
Biłecki przedstawia przerzucenie rosyjskich rezerw jako sukces: operacja miała zerwać ofensywę zgrupowania „Zachód” i zmusić je do przerzucenia części 1. Armii Pancernej, co osłabiło nacisk na Kupiańsk-Wuzłowyj. Na pytanie o ciąg dalszy odpowiedział enigmatycznie: „No, przynajmniej Wagner z Bachem jeszcze są” – w nawiązaniu do muzycznego klucza nazw operacji (BBC News Ukraina). Eunews przypomina, że 3. Korpus jest formacją wyjątkowo innowacyjną, a jego metody mogą okazać się trudne do powtórzenia w całej armii – tym bardziej że Rosja będzie się dostosowywać (Eunews).
Lekcja dla Wojska Polskiego
Wnioski z Ukrainy coraz wyraźniej trafiają do polskiej armii. Inspektorat Wojsk Bezzałogowych Systemów Uzbrojenia ogłosił procedurę przyjmowania zgłoszeń od producentów lądowych systemów bezzałogowych do testów na potrzeby Sił Zbrojnych RP (Ministerstwo Obrony Narodowej). W 12. i 17. Brygadzie Zmechanizowanej testowano eksperymentalną strukturę batalionu „Model 44”, w której jedną z czterech kompanii bojowych zastąpiono kompanią bezzałogowych systemów uzbrojenia. Jak zauważa Defence24, kompania ta opiera się głównie na dronach powietrznych, a otwarte pozostaje pytanie o miejsce bezzałogowych pojazdów lądowych w batalionie. Tymczasem według ukraińskiego ministerstwa obrony UGV wykonały od początku 2026 r. do końca lipca 66,3 tys. misji, głównie logistycznych i ewakuacyjnych (Defence24). Portal WNP.pl ocenia, że Polska wciąż ma niewiele systemów bezzałogowych w kluczowych kategoriach, w tym UGV, i brakuje jej zamówień operacyjnych (WNP.pl).
„Vivaldi” podpowiada, że zakup sprzętu nie wystarczy. Kluczowe okazały się odporność łączności na zagłuszanie, zintegrowany system rozpoznania i uderzeń, logistyka oparta na robotach oraz kultura dowodzenia, która pozwala te elementy połączyć.
