Policyjny kordon przy alei Szucha, przepychanki z demonstrantami, prokurator w siedzibie Trybunału Konstytucyjnego, a w piątek 30 października policjanci na terenie TK i zarządzenie odsuwające prezesa Bogdana Święczkowskiego od obowiązków. Jarosław Kaczyński tego samego wieczoru ogłosił, że „od dzisiaj Polska staje się państwem policyjnym”. Październikowe wydarzenia w Warszawie są dla rosyjskiego aparatu propagandowego materiałem niemal gotowym do użycia. Polscy analitycy dezinformacji zastrzegają, że temat dopiero przebija się do rosyjskiej infosfery. Doświadczenie z lutego 2025 r. pokazuje jednak, jak szybko Moskwa potrafi zrobić z polskiego sporu prawnego opowieść o „zamachu stanu w kraju NATO”.
Co wydarzyło się przy alei Szucha
Bezpośrednim zapalnikiem był 14 października 2026 r. Maciej Berek, były minister w rządzie Donalda Tuska i ósmy sędzia TK wybrany przez obecną większość sejmową, złożył ślubowanie w Sejmie. Prezydent Karol Nawrocki odmówił przyjęcia od niego ślubowania. Kiedy Berek przyjechał do siedziby Trybunału, prezes Bogdan Święczkowski nie dopuścił go do orzekania. Przed budynkiem trwał protest środowisk prawicowych, m.in. Ruchu Obrony Granic i klubów „Gazety Polskiej”. Policja usuwała barierki ustawione przez demonstrantów i torowała sędziom drogę do bramy. Doszło do przepychanek (Polsat News, Gazeta Wyborcza). Szef MSWiA Marcin Kierwiński poinformował o trzech zatrzymaniach i zapowiedział wnioski do prokuratury (Bankier.pl).
Dwa dni później, 16 października, do Trybunału przyjechał prokurator Andrzej Piaseczny z Prokuratury Krajowej w asyście policjantów. TK ogłosił na platformie X, że prokurator „usiłuje dokonać przeszukania siedziby niezależnego organu władzy sądowniczej”. Prezes Święczkowski dobrowolnie wydał dokumenty i nagrania z monitoringu. Ocenił przy tym, że „najście” ma charakter prowokacyjny i wyczerpuje znamiona przestępstwa z art. 128 Kodeksu karnego, czyli zamachu na konstytucyjny organ państwa (Onet). Prokuratura Krajowa podała, że czynności dotyczyły nagrań z 14 października. Prowadził je zespół do spraw skutków orzeczeń wydanych przez sędziów powołanych z udziałem KRS po 2017 r., z udziałem biegłego z zakresu informatyki śledczej (Prokuratura Krajowa).
Tego samego dnia mężczyzna, który według policji miał przy sobie nóż, zaatakował policjantkę zabezpieczającą zgromadzenie. Funkcjonariusze obezwładnili go w budynku, w którym mieści się biuro Adama Borowskiego, jednego z organizatorów protestu. Zatrzymany stracił przytomność, a oboje trafili do szpitali (Onet). Premier napisał, że odpowiedzialność za eskalację spada na prezydenta Nawrockiego i Jarosława Kaczyńskiego (Rzeczpospolita). Prokuratura Okręgowa w Szczecinie wszczęła śledztwo w sprawie zdarzeń z 16 października (UA.News za Interią).
Spór wciąż narasta. Szef prezydenckiego BBN Bartosz Grodecki zażądał od MSWiA potwierdzenia albo zaprzeczenia doniesień o planach działań służb wobec Trybunału (Polskie Radio). Kierwiński zapowiedział: „Jeżeli prawo tam będzie łamane, policja będzie interweniować” (Fakt). Komenda Stołeczna Policji wydała komunikat: „Policja nie szturmuje Trybunału Konstytucyjnego. Stanowczo dementujemy nieprawdziwe informacje” (Onet). Pod koniec miesiąca Święczkowski zażądał od komendanta głównego policji wyjaśnień w sprawie prób legitymowania sędziów i pracowników TK w pobliżu siedziby Trybunału (Rzeczpospolita).
Z perspektywy polskiego prawa konstytucyjnego to spór o skuteczność ślubowania, granice uprawnień prezesa TK i rolę prokuratury. Z perspektywy rosyjskiej wojny informacyjnej to przede wszystkim seria obrazów: kordon, mundury, barierki, karetka, prokurator w gmachu sądu.
Piątek, 30 października: policja na terenie Trybunału
Piątek zaczął się w Prokuraturze Krajowej. Jarosław Kaczyński został przesłuchany w charakterze świadka w śledztwie dotyczącym niedopuszczenia do orzekania czworga z sześciorga sędziów wybranych przez Sejm 13 marca: Krystiana Markiewicza, Marcina Dziurdy, Anny Korwin-Piotrowskiej i Macieja Taborowskiego. Przesłuchano również posła PiS Mariusza Goska. Śledztwo wszczęto pod koniec kwietnia, a pod koniec września zarzuty usłyszeli dyrektor Kancelarii TK i komendant Straży Trybunalskiej. Prokuratura chce przesłuchać także prezydenta Karola Nawrockiego. Po wyjściu z budynku prezes PiS mówił: „Przesłuchanie było przeprowadzone w sposób prawidłowy, bardzo kulturalny, tak że nie mam żadnych pretensji”. Gosek ocenił, że część pytań „nie powinna była paść” (RMF24, WP).
Po południu spór przeniósł się z gabinetów pod gmach przy alei Szucha. Do Komendy Głównej Policji wpłynęły dwa pisma. Prokurator generalny Waldemar Żurek poprosił o „zwrócenie szczególnej uwagi na bezpieczeństwo Trybunału Konstytucyjnego z uwagi na trwające wokół budynku protesty”. Sędzia Anna Korwin-Piotrowska zażądała natychmiastowych działań prewencyjnych i ostrzegła, że „istnieje możliwość wystąpienia zagrożeń dla życia i zdrowia sędziów oraz pracowników Trybunału Konstytucyjnego”. KGP przekazała Komendzie Stołecznej wytyczne, a funkcjonariusze KSP weszli na teren TK. Stołeczna policja oświadczyła, że jej działania „nie stanowią ingerencji w działalność Trybunału jako instytucji” (WP).
Równolegle Korwin-Piotrowska, jako sędzia o najdłuższym stażu, wydała zarządzenie o natychmiastowej przerwie w czynnościach służbowych prezesa Bogdana Święczkowskiego i wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego na miesiąc. Powołała się na art. 12 ust. 4 i art. 11 ust. 2 ustawy o organizacji i trybie postępowania przed TK oraz na stosowany odpowiednio art. 130 § 1 Prawa o ustroju sądów powszechnych. Informacja o zarządzeniu pojawiła się na stronie Trybunału. W uzasadnieniu zarzuciła Święczkowskiemu m.in. niezwołanie Zgromadzenia Ogólnego, przez co nie powstał plan finansowy TK na 2027 r., niedopuszczenie do orzekania pięciorga sędziów (Dziurdy, Korwin-Piotrowskiej, Markiewicza, Taborowskiego i Macieja Berka), zignorowanie zabezpieczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka oraz „rażącą zwłokę w rozpoznawaniu spraw”. Sochańskiego uznała za „współodpowiedzialnego” za te naruszenia (WP). Problem budżetowy jest realny: Zgromadzenie Ogólne raz zerwał Święczkowski, za drugim razem zabrakło kworum, a tylko ono może podjąć uchwałę otwierającą drogę do środków z budżetu państwa (Onet). Skuteczność samego zarządzenia będzie jednak sporna. Święczkowski w piśmie do ETPC wciąż utrzymuje, że Korwin-Piotrowska, Markiewicz, Taborowski i Dziurda nie są sędziami TK, mimo zabezpieczenia wydanego przez Strasburg 5 maja (Rzeczpospolita).
Pod budynkiem zrobiło się gorąco. Według komunikatu KSP w policjantów rzucano niebezpiecznymi przedmiotami. Policja zaapelowała o spokój i podkreśliła, że jej priorytetem jest „ochrona życia i zdrowia, zapobieganie dalszej eskalacji zdarzeń oraz zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim osobom znajdującym się w rejonie działań, niezależnie od ich poglądów”. Wieczorem KSP przekazała: „Policji nie ma w budynku Trybunału Konstytucyjnego”. TV Republika podała, że z gmachu „wygoniono straż trybunalską”. Komenda Główna Policji odpowiedziała, że „nie podejmowała żadnych działań wobec funkcjonariuszy straży TK” (WP, WP).
Na miejsce przyjechali politycy PiS z Kaczyńskim. Prezes partii zaapelował do prezydenta, by zrobił „wszystko, co jest w granicach jego uprawnień, w granicach prawa”, żeby powstrzymać to, co się dzieje. Na platformie X napisał: „Zamach na Trybunał Konstytucyjny. Służby Tuska wchodzą siłowo do Trybunału. To pierwszy taki przypadek w skali światowej”. I dalej: „Od dzisiaj Polska staje się państwem policyjnym, a od tego już prosta droga do autorytaryzmu, a potem do totalitaryzmu” (WP).
Tło tego wieczoru budowało się od tygodni. Miasteczko namiotowe stoi przed Trybunałem od ponad miesiąca, a protest trwa dzień i noc (Radio Maryja). 22 października policja zatrzymała ponad 300 km od Warszawy 73-latka, który groził podpaleniem namiotów i groził Tomaszowi Sakiewiczowi. Mężczyzna przyznał się do winy (Onet). Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła czynności sprawdzające wobec Roberta Bąkiewicza i innych osób w sprawie zmuszania policjantów do zaniechania czynności służbowych (WP). Już 14 października w sieci krążyły twierdzenia, że jednemu z policjantów odebrano broń, a stołeczny garnizon „odmówił wykonania rozkazu”. Rzecznik KSP kom. Jacek Wiśniewski zdementował oba: „Nic takiego się nie wydarzyło” (Onet).
Co już pokazały rosyjskie media
Rosyjskie media państwowe relacjonowały wydarzenia na bieżąco. Robiły to w tonie z pozoru agencyjnym, ale z wyraźnie dobranymi akcentami. TASS 17 października napisał o „tysiącach ludzi”, którzy rozbili miasteczko namiotowe, i za źródłami policyjnymi Onetu podał liczbę „co najmniej 4 tys.” uczestników (TASS). Korespondent RIA Nowosti tego samego dnia mówił już o „kilkudziesięciu tysiącach” ludzi (HeadTopics za RIA Nowosti). Tę samą liczbę podały „Wieczernaja Moskwa” w tytule „Dziesiątki tysięcy Polaków wyszły na protest przeciwko reformie sądowej” (vm.ru) i stacja 360, związana z władzami obwodu moskiewskiego.
Stacja 360 zatytułowała materiał „Polacy oblegli Sąd Konstytucyjny w Warszawie”. Napisała, że rząd Tuska oskarżono o „siłowy nacisk na sądownictwo”, a „funkcjonariusze siłą utorowali drogę do sądu” (360.ru). Portal Rossa Primavera zatytułował wiadomość o czynnościach prokuratora z 16 października słowami „Policja Polski próbowała wedrzeć się do Sądu Konstytucyjnego w celu przeszukania” (Rossa Primavera). W polskich komunikatach nie ma żadnego „wdzierania się”. Prokuratura mówi o zabezpieczeniu dowodów, a policja dementuje „szturm”.
Polscy eksperci zachowują jednak ostrożność w ocenie skali zjawiska. Ośrodek Analizy Dezinformacji NASK stwierdził w połowie października, że temat sporu wokół TK „w rosyjskiej infosferze nie jest (...) wyraźnie dostrzegalny”. Wojciech Pokora, redaktor naczelny „Disinfo Digest”, dodał: „Nie odnotowaliśmy jeszcze, aby rosyjska lub białoruska propaganda wykorzystała wydarzenia wokół Trybunału Konstytucyjnego. Sam temat polskiego wymiaru sprawiedliwości jest jednak obecny w przekazach propagandowych obu państw” (Rzeczpospolita). Ppłk Maciej Korowaj, były oficer Służby Wywiadu Wojskowego i ekspert Instytutu Wschodniej Flanki, przypomina, że Rosjanie zwykle reagują na polskie wydarzenia z opóźnieniem (tamże).
Uczciwy obraz jest więc taki. Na razie widać w Rosji głównie selektywną relację: zawyżone liczby, słownik „oblężenia” i „wdzierania się” oraz eksponowanie oskarżeń opozycji wobec rządu. Pełnej kampanii dezinformacyjnej jeszcze nie ma. Wzorzec, według którego taka kampania mogłaby przebiegać, jest jednak dobrze udokumentowany. Do chwili zamknięcia tego tekstu w piątkowy wieczór nie odnaleźliśmy w rosyjskich mediach państwowych relacji z wejścia policji na teren TK ani z zarządzenia wobec Święczkowskiego. Biorąc pod uwagę opóźnienie, o którym mówi ppłk Korowaj, nie należy tego traktować jako sygnału, że temat zostanie pominięty.
Precedens z lutego 2025 roku
Na początku lutego 2025 r. prezes Święczkowski ogłosił, że złożył 60-stronicowe zawiadomienie o podejrzeniu „zamachu stanu” przez premiera, ministrów, marszałków Sejmu i Senatu oraz część sędziów i prokuratorów. Prokuratura Krajowa nie uznała śledztwa wszczętego przez zastępcę prokuratora generalnego Michała Ostrowskiego, a nikt nie usłyszał zarzutów. Konkret24 opisał, jak ta sprawa stała się dla Kremla „politycznym złotem” (Konkret24).
6 lutego Pierwyj Kanał wyemitował materiał „Polska wszczęła postępowanie przeciwko Donaldowi Tuskowi w sprawie zamachu stanu”. TASS przerobił wypowiedź Święczkowskiego z RMF FM na tytuł „Polski Trybunał Konstytucyjny przyznaje, że Tusk może wyprowadzić wojsko na ulice”. RT i portal Zwiezda, należący do rosyjskiego resortu obrony, pisały, że premiera „postawiono w stan oskarżenia”. Polskojęzyczny portal Pravda PL, element kremlowskiej sieci dezinformacyjnej, opublikował nagłówek o rzekomym „aresztowaniu” Tuska. Białoruskie CTV i BiełTA powtarzały przekaz o „bezprecedensowym kryzysie” (Konkret24).
Premier skwitował to wpisem, że „zamach stanu” w Polsce trafił „na czołówki mediów tylko w Rosji, Białorusi i na Węgrzech” (PAP). Marszałek Szymon Hołownia mówił o „wodzie na młyn rosyjskiej propagandy”. Pytał retorycznie, co Russia Today weźmie do swoich dzienników, i sam odpowiadał: wypowiedź ważnego polskiego polityka o zamachu stanu w kraju, który „tak wspiera Ukrainę i się tak stawia Rosji” (Gazeta Prawna).
Ten epizod pokazuje mechanizm, który w październiku 2026 r. ma jeszcze lepsze warunki. Wtedy propaganda miała do dyspozycji tylko słowa. Dziś ma również zdjęcia i nagrania z policją przed gmachem Trybunału.
Mit o „hipokryzji Zachodu”
Pierwsza narracja jest skierowana do odbiorcy rosyjskiego i do tzw. globalnego Południa. Brzmi mniej więcej tak: państwa Unii Europejskiej, a zwłaszcza Polska, która krytykuje Moskwę za brak demokratycznych standardów, same mają problem ze stabilnością ustrojową i praworządnością. EUvsDisinfo, projekt Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych, od lat opisuje ten schemat jako jeden z powtarzalnych przekazów prokremlowskich. Rosyjskie media przedstawiają w nim Polskę jako kraj o „praktykach autorytarnych”, choć w rankingach wolności Polska jest klasyfikowana jako państwo wolne, a Rosja jako niewolne (EUvsDisinfo). Unijny spór o praworządność wykorzystywano także w przekazach, że Polska rzekomo „zniszczyła perspektywy europejskiej integracji” Ukrainy i Białorusi (EUvsDisinfo).
Kontrast z realiami rosyjskimi jest uderzający. 30 października 2026 r. TASS świętował 35-lecie Sądu Konstytucyjnego Federacji Rosyjskiej jako „jednej z kluczowych instytucji systemu prawnego” (TASS). Ten sam sąd odrzucił wnioski organizacji praw człowieka o uchylenie przepisów karzących za wypowiedzi przeciwko inwazji na Ukrainę (Bezpieczeństwo Narodowe). W Polsce o statusie sędziów spierają się prezydent, rząd, parlament i sam Trybunał, a spór toczy się w mediach i przed sądami. W Rosji taki spór nie miałby gdzie się toczyć.
Obraz „państwa policyjnego”
Druga narracja opiera się na obrazie. Zdjęcia funkcjonariuszy przy instytucji państwowej łatwo podpisać hasłami o „siłowym przejmowaniu sądów”, „represjach politycznych” czy „zamachu stanu w kraju NATO”. Rosyjskie tytuły o „oblężeniu” i „wdzieraniu się” to pierwszy krok w tym kierunku. Ułatwiają go sformułowania z samej polskiej debaty. Prawicowy portal PolandDaily24 pisał, że „policja zaatakowała protestujących” i eskortowała sędziów „po pseudoślubowaniu” (PolandDaily24). Brussels Signal zatytułował tekst „Tusk próbuje przejąć sąd konstytucyjny siłą” (Brussels Signal). Propaganda nie musi takich określeń wymyślać. Wystarczy je przetłumaczyć. Od 30 października ma do dyspozycji coś więcej niż publicystykę: lider największej partii opozycyjnej, były wicepremier, napisał wprost, że Polska „staje się państwem policyjnym”, a „służby Tuska wchodzą siłowo do Trybunału”. Teza, którą rosyjskie media musiałyby dotąd budować na własną rękę, ma teraz cytowalne, polskie autorstwo.
Uderzenie w wiarygodność sojusznika Ukrainy
Polska jest hubem logistycznym pomocy dla Ukrainy i jednym z liderów wschodniej flanki NATO. Obraz kraju pogrążonego w kryzysie instytucjonalnym ma podważać tę pozycję. Ppłk Korowaj opisuje to wprost: Rosjanie przedstawiają spór o sądy „jako dowód słabości państwa polskiego, wskazując, że dlatego nasze państwo nie może być traktowane jako potencjalny lider naszego regionu Europy”. Ich teza brzmi: jeśli Polacy sami nie potrafią dojść do porozumienia, czego więcej można od nich oczekiwać. Według Korowaja celem jest „podkopywanie sprawczości działania danego państwa” (Rzeczpospolita).
Analitycy NASK zwracają uwagę, że spór o sądy wpisuje się w szerszy przekaz o Polsce „jako państwie łamiącym standardy demokratyczne”. Rosyjska propaganda łączy go z narracjami o rzekomej „militaryzacji Polski i Europy” i o napięciach między Polakami a Ukraińcami (tamże).
Podważanie wyroków i decyzji prawnych
Drugi element ma charakter długofalowy. Skoro w samej Polsce trwa spór o to, kto jest sędzią TK, a kto nie, Rosja może w przyszłości wykorzystywać go do kwestionowania polskich wyroków i decyzji państwowych na arenie międzynarodowej. Na razie to raczej ryzyko niż obserwowana praktyka. Mogłoby dotyczyć np. wyroków w procesach szpiegowskich i dywersyjnych, decyzji o sankcjach czy postępowań ekstradycyjnych. Argument „nawet Polacy nie uznają własnych sądów” jest prosty i trudny do odparcia w krótkiej depeszy.
Paliwo z polskiej przestrzeni informacyjnej
Rosyjskie farmy trolli i konta powiązane z operacjami dezinformacyjnymi w serwisach X, Telegram czy Facebook rzadko budują narracje od zera. Podchwytują i wzmacniają najbardziej skrajne wypowiedzi polskich polityków i publicystów. Wojciech Pokora podkreśla, że propaganda „wykorzystuje argumenty obu stron polskiego sporu politycznego”, a jej celem jest podważanie zaufania do instytucji państwa „niezależnie od tego, kto aktualnie sprawuje władzę”. Białoruś kieruje podobne przekazy bezpośrednio do Polaków, m.in. przez polskojęzyczne Radio Białoruś i działalność byłego sędziego Tomasza Szmydta (Rzeczpospolita).
Infrastruktura do takiego wzmacniania istnieje i jest dobrze opisana. Francuska agencja VIGINUM ujawniła w lutym 2024 r. sieć Portal Kombat. Wchodzący w jej skład portal pravda-pl.com powielał treści rosyjskich agencji i prorosyjskich kont, nie publikując własnych artykułów (DW). Po ujawnieniu sieć nie zniknęła, tylko się rozrosła (EDMO). Pravda PL brała udział w lutowej kampanii o „zamachu stanu” w 2025 r. (Konkret24).
Formalnie RT i Sputnik są w Unii zakazane od 2 marca 2022 r. na mocy decyzji Rady (WPZiB) 2022/351 i rozporządzenia 2022/350. Zakaz obejmuje wszystkie kanały dystrybucji, od satelity po platformy internetowe (Rada UE, UKE). Dlatego ich przekaz dociera do Polski głównie pośrednio: przez agregatory, Telegram, zrzuty ekranu i przedruki, w których zanika pierwotne źródło.
Najcenniejszym surowcem dla takich operacji są fałszywe lub niesprawdzone informacje wytworzone w kraju. Spór o TK dostarczył ich w październiku kilka. Pogłoski o „rozbrojonym” policjancie i o garnizonie, który „odmówił wykonania rozkazu”, zdementowała KSP (Onet). Doniesienie TV Republiki o „wygonieniu” Straży Trybunalskiej z gmachu zdementowała 30 października Komenda Główna Policji (WP). Każdy z tych przekazów pasuje do rosyjskiej opowieści o państwie, w którym rozpada się łańcuch dowodzenia, a mundurowi usuwają strażników sądu. Sprostowania rozchodzą się wolniej i rzadko trafiają do tych samych odbiorców.
Eskalacja podziałów
Ostatni element to celowe akcentowanie emocjonalnego języka obu stron. Z jednej strony są „najście”, „prowokacja”, „pseudoślubowanie” i „zamach na konstytucyjny organ”. Z drugiej opis protestujących jako nielicznych, ale agresywnych grup, zapowiedź, że rząd „nie cofnie się ani o krok”, i przypisywanie odpowiedzialności za atak na policjantkę liderom opozycji. Każde z tych określeń, wyrwane z kontekstu, wzmacnia poczucie braku stabilności i nieufność obywateli do organów państwa i służb mundurowych. NASK nazywa to wprost: dezinformacja może służyć ośmieszaniu państwa i podważaniu jego autorytetu (NASK).
Rzeczpospolita przypomina definicję wojny kognitywnej z „Przeglądu NATO” z maja 2021 r. Jej celem jest zmiana „nie tylko tego, co ludzie myślą, ale także jak myślą i jak działają”, a przeciwnik może „podporządkować sobie społeczeństwo bez uciekania się do jawnej siły lub przymusu” (Rzeczpospolita). Spór o TK jest dla takiej operacji idealnym tłem. Jest długi, emocjonalny, trudny do wyjaśnienia w kilku zdaniach i ma wyraźne obrazy.
Co z tego wynika
Dla rosyjskich mediów sytuacja wokół Trybunału Konstytucyjnego nie jest kwestią analizy polskiego prawa konstytucyjnego. To gotowy materiał wizualno-narracyjny. Służy do pokazywania chaosu w państwie graniczącym z obszarem wojny. Na użytek wewnętrzny pozwala też argumentować, że „zachodni model demokracji jest niestabilny i fikcyjny”.
Ocena analityczna na dziś wygląda tak. Z wysoką pewnością można stwierdzić, że rosyjskie media państwowe i prokremlowskie relacjonują wydarzenia przy alei Szucha selektywnie, z zawyżonymi liczbami uczestników i słownikiem przemocy, którego nie ma w polskich komunikatach. Z umiarkowaną pewnością można przyjąć, że po wydarzeniach z 30 października, czyli wejściu policji na teren TK, zarządzeniu wobec prezesa i słowach Kaczyńskiego o „państwie policyjnym”, temat zostanie użyty według wzorca z lutego 2025 r., łącznie z kanałami takimi jak sieć Pravda i Telegram. Warunek „zaostrzenia sporu”, o którym można było mówić jeszcze tydzień temu, właśnie się spełnił. Pewność co do tego, czy już trwa skoordynowana kampania wymierzona w polskich odbiorców, jest niska. NASK i niezależni analitycy na razie jej nie potwierdzają.
Najważniejszy wniosek dotyczy jednak nie Moskwy, lecz Warszawy. Rosyjska propaganda w tej sprawie niczego nie musi fabrykować. Korzysta z języka, który polscy politycy, urzędnicy i publicyści sami wprowadzają do debaty. Odporność państwa na takie operacje nie zależy więc tylko od pracy NASK czy moderacji platform. Zależy też od tego, czy uczestnicy sporu o Trybunał będą pamiętać, że ich słowa mają drugiego, niezamówionego odbiorcę.
