Kolejny artykuł poświęcony "aferze lubińskiej" chciałbym poświęcić postaci Filipa Olenderka. Jak wiadomo, dowodzona przez kpt. Marcina P. operacja ABW o kryptonimie "Lizbona" miała na celu inwigilację i infiltrację polityków Zagłębia Miedziowego oraz powiązanych spółek z branży odpadowej. Tym samym w bezpośrednim zainteresowaniu Agencji znalazł się właśnie Filip Olenderek, współwłaściciel Grupy Econ, tworzącej holding podmiotów zajmujących się między innymi przetwarzaniem odpadów. Jednym z przedsięwzięć Econu było publiczno-prywatne konsorcjum energetyczne TERMAL S.A., częściowo zależne od Grupy Econ, a częściowo od spółki miejskiej, nad którą nadzór sprawował prezydent Lubina Robert Raczyński. Jedną z osi, wokół których zawiązano operację "Lizbona", były złożone wewnętrzne konflikty w wymienionych podmiotach, zarówno pomiędzy kontrahentami, czyli prezydentem Raczyńskim a Grupą Econ, jak i pomiędzy wspólnikami Grupy Econ.
Olenderek jako "wygodny świadek"
W tym miejscu chciałbym zwrócić uwagę na znamienny fakt: Filip Olenderek stał się w ostatnim czasie bardzo wygodnym świadkiem dla wszystkich stron próbujących forsować tezę, jakoby operacja "Lizbona" nigdy nie miała miejsca lub była wytworem czyjejś wyobraźni, sztucznej inteligencji czy może wręcz UFO, jak można wywnioskować z chaotycznych wypowiedzi Roberta Raczyńskiego, którego powiązania z Olenderkiem również okazują się nieoczywiste.
Taką właśnie narrację, jakoby inwigilacja ABW na Dolnym Śląsku nigdy nie miała miejsca, nakręcają w szczególności Piotr Nisztor oraz Marcin Dobski, między innymi w publikacjach TV Republika. Posiłkują się przy tym dalece nieprecyzyjnymi, ogólnikowymi komunikatami ABW, które same w sobie nie dają żadnych odpowiedzi na pytania o to, co tak naprawdę działo się w Lubinie.
Dobski, Nisztor i Raczyński odkryli ostatnio nowe paliwo napędzające ich narrację, w postaci wersji wydarzeń forsowanej przez Filipa Olenderka. Mało powiedzieć, że Nisztor ukoronował swój program "Ściśle Jawne" z 25 sierpnia 2024 roku właśnie jego komentarzem dotyczącym materiałów prezentowanych przez "Superwizjer" TVN w lutym tego roku. Redakcja Republiki nie zadała sobie trudu, aby podać w wątpliwość oświadczenie, które potwierdziło z góry założoną tezę materiału Nisztora. Nie zbadano też backgroundu Filipa Olenderka, jego wschodnich powiązań, współpracy ze skompromitowanymi funkcjonariuszami różnych służb ani pogłębiających się problemów z uzależnieniem od środków psychoaktywnych.
Trudno jednak wymagać rzetelności dziennikarskiej od postaci, które dawno już porzuciły obiektywizm w pogoni za jedyną słuszną wersją partii oraz kwitami podkładanymi im pod nos od lat. Przypomnijmy, że na Nisztorze ciążą zarzuty krzywoprzysięstwa, obnażonego na "taśmach Orlenu" w rozmowie z Danielem Obajtkiem, a ponadto przez lata realizował on nielegalną dla dziennikarza współpracę z CBA pod pseudonimem "Jelinek", o czym wielokrotnie informował Jan Piński.
Spotkanie Olenderka z Raczyńskim
Nie dziwi mnie też to, że na Filipa Olenderka chętnie powołuje się Robert Raczyński, który złożył pozew przeciwko redakcjom "Superwizjera" TVN oraz Onet za rzekome naruszenie jego dóbr osobistych w materiałach dotyczących inwigilacji ABW na Dolnym Śląsku. Nie zamierzam dziś pastwić się nad prezydentem Lubina, chciałbym jednak zwrócić uwagę na szczegół, który mógł niektórym umknąć. Mianowicie pierwszym świadkiem wskazanym przez Raczyńskiego w opublikowanym przez niego pozwie był właśnie Filip Olenderek. Co więcej, kilka tygodni wcześniej doszło do spotkania obu mężczyzn. Panowie znaleźli wspólny język i wzajemnie potwierdzili swoje wersje przed złożeniem przez Olenderka zeznań w sprawie nadużyć, których dopuścili się funkcjonariusze ABW.
Jestem przekonany, że Filip Olenderek nie podzielił się z prezydentem Lubina informacją, że od dłuższego czasu sam pozostaje w dobrych relacjach i we współpracy z kpt. Marcinem P., który dowodził działaniami mającymi na celu inwigilację właśnie Raczyńskiego.
Pułapka narracyjna
Filip Olenderek mógł nie mieć świadomości, że podejmując działania zmierzające do wpłynięcia na bieg postępowań i przeforsowania korzystnej dla siebie narracji, wejdzie w konszachty, które w istocie okażą się pułapką. Aby wysunąć pewne oskarżenia, będzie bowiem zmuszony stanąć w świetle, które odkryje wiele jego tajemnic.
W podobną pułapkę wpadł Piotr Nisztor, dając wiarę człowiekowi, który po rzekomej próbie włamania do jego domu nie zdecydował się zgłosić sprawy na policję, podając bardzo "wiarygodny" argument, jakoby nic nie zginęło i w ogóle to było już późno. Oczywiście cała ta sytuacja ma też swoje drugie dno. Dodajmy, że do incydentu doszło w kwietniu 2022 roku, a więc w apogeum operacji "Lizbona". Warto zadać pytanie: co jeżeli na pozostałych nagraniach z monitoringu zostali uwiecznieni inni funkcjonariusze ABW biorący udział w tych działaniach, łącznie z dowodzącym akcją Marcinem P.?
Jak Państwo wiedzą, w lipcu 2024 roku zdecydowałem się powiadomić odpowiednie organy o nadużyciach, których dopuścili się funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w latach 2021-2022. Grono odbiorców moich zawiadomień było szerokie i wkrótce zacząłem odczuwać poważne skutki tej decyzji w postaci gróźb, prób inwigilacji i zdyskredytowania mnie w przestrzeni publicznej.
Jednym z prowodyrów tych działań był właśnie Filip Olenderek, który rozpoczął szeroko zakrojoną operację wymierzoną w moją osobę. Stosował ordynarne groźby, zastraszał mnie i moich bliskich, rozpowszechniał kłamliwe pomówienia na mój temat wśród różnych osób, w tym dziennikarzy, próbował się nawet pode mnie podszywać, a ostatecznie założył profil, na którym opublikował kilkadziesiąt obraźliwych wpisów opatrzonych tytułem "A Guide to Rogery" ("Przewodnik po łajdactwie"). Warto jednak podkreślić, że działania te nie były tylko pijackim amokiem człowieka owładniętego chęcią zemsty. Olenderek w swoich wpisach publikował fragmenty moich zawiadomień do ministra Tomasza Siemoniaka, co oznacza, że uzyskał do nich nieautoryzowany dostęp. W działaniach Olenderka, podpisując się własnym nazwiskiem, wspierał go Marek Pohnke, któremu również poświęcę kilka akapitów.
W wyniku tych wydarzeń 16 września 2024 roku złożyłem zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez Filipa Olenderka przestępstwa z art. 190 i 190a Kodeksu karnego w związku z groźbami, pomówieniami i próbami podszywania się pod moją osobę. Choć po wystosowaniu odpowiedniego wezwania Olenderek usunął pomawiające wpisy, które oczywiście zabezpieczyłem na potrzeby procesowe, nie doczekałem się przeprosin z jego strony i nadal uważam, że jest zagrożeniem, nie tylko dla mojego zdrowia i życia, ale również dla toczących się postępowań zmierzających do wyjaśnienia i rozliczenia nadużyć w ABW.
Skierowałem też pismo do Wydziału Postępowań Administracyjnych Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu z wnioskiem o odebranie Filipowi Olenderkowi posiadanego pozwolenia na broń. Małpa z brzytwą potrafi być niebezpieczna, zwłaszcza jeżeli dysponuje bronią palną i znajduje się w stanie wyłączającym świadomość i samokontrolę. Poza tym Olenderek jest tylko pacynką w rękach dużo bardziej niebezpiecznych środowisk.
Katarzyna Olenderek i "wżenienie" w Grupę Econ
Ta historia ma w sobie coś z mitu o wojnie trojańskiej. Za punkt wyjścia można bowiem przyjąć ślub Filipa Olenderka z Katarzyną Olenderek, która mogłaby aspirować nie tylko do roli Heleny Trojańskiej, ale i do postaci z najnowszego filmu Patryka Vegi. W przeszłości zajmowała się prostytucją i sutenerarstwem.
Kilka lat temu Katarzynie Olenderek udało się "wżenić" w jedną z największych firm odpadowych na Dolnym Śląsku, a obecnie, już jako małżonka Filipa Olenderka, staje się pierwszym spadkobiercą jego udziałów w Grupie Econ. Na czyje działa zlecenie? Tego niestety nie mogę wprost ujawnić, jednak z perspektywy pragmatyki służb można ocenić, że swoje zadanie zrealizowała na piątkę z plusem, tworząc przy okazji idealną działalność gospodarczą, która mieści się w miejscu zamieszkania Olenderków we Wrocławiu. To ten sam dom, do którego w 2022 roku mieli wejść funkcjonariusze ABW.
Co równie istotne, od momentu wejścia w związek małżeński Filip Olenderek zaczął prowadzić szereg działań na niekorzyść własnej firmy, Grupy Econ, polegających na rozbijaniu wewnętrznej spójności wśród wspólników, działaniu na szkodę spółki i przywłaszczeniu mienia. Olenderek wielokrotnie podejmował działania wbrew woli pozostałych udziałowców, którym przez długi czas trudno było zrozumieć motywacje jego postępowania.
Jednym z koronnych przykładów działania Olenderka na niekorzyść spółki, co powinno szczególnie zainteresować Piotra Nisztora jako rzekomego tropiciela rosyjskich powiązań, była forsowana przez Olenderka próba sprzedaży części udziałów Grupy Econ pewnej estońskiej spółce, która, jak się okazało, ma powiązania sięgające daleko za wschodnią granicę Polski. Ostatecznie transakcja nie doszła do skutku ze względu na sprzeciw pozostałych wspólników, jednak nadal istnieje podejrzenie, że to właśnie w Rosji Olenderek zdobywał i utrzymuje swoje kontakty.
Marek Pohnke i fikcyjne faktury
To nie koniec tajemniczych powiązań Filipa Olenderka. Kolejna kwestia to jego powiązania z byłymi lub obecnymi funkcjonariuszami różnych służb, których reputacja pozostawia wiele do życzenia. Oprócz utrzymywania kontaktów z kpt. Marcinem P., kolejnym przykładem działania Olenderka na niekorzyść Grupy Econ jest współpraca biznesowa nawiązana przez niego z Markiem Pohnke, byłym funkcjonariuszem CBŚP, który zakończył karierę w Policji z zarzutami prokuratorskimi w wyniku dochodzenia przeprowadzonego przez Biuro Spraw Wewnętrznych.
Od tego czasu Pohnke funkcjonuje na wrocławskim rynku jako prywatny detektyw. Co ciekawe, przedstawia się też jako prawnik, co jest kłamstwem. Marek Pohnke ma w zwyczaju powoływać spółki i nie pokrywać ich kapitału zakładowego. Siedziba jego firmy mieści się na wrocławskim adresie jego mieszkania, w nieruchomości stanowiącej własność Skarbu Państwa, graniczącej niemal z komisariatem policji na Wrocławiu-Fabrycznej, będącej też przedmiotem tajemniczej umowy zawartej na czas nieoznaczony na podstawie zarządzenia Wojewody Dolnośląskiego z 2011 roku.
Nie wiadomo, czym kierował się Filip Olenderek, kiedy pod koniec 2022 roku sformalizował, samozwańczo i w imieniu spółki EkoPartner z Grupy Econ, współpracę z działalnością gospodarczą Marka Pohnke, który przez kolejne miesiące wystawiał faktury opłacane przez spółkę. W pewnym momencie zarząd EkoPartnera zlecił wewnętrzną kontrolę, która wykazała poważne nieprawidłowości: za fakturami wystawianymi przez Pohnke nie stały żadne realne usługi, była to wyłącznie forma okradania spółki przez Olenderka i Pohnke. W sprawie nierzetelnego obrotu tymi fakturami wszczęto odrębne śledztwo, prowadzone przez Lubelski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.
Spółka "Idź albo giń" i sieć byłych funkcjonariuszy
W maju 2023 roku Olenderek zarejestrował spółkę o znamiennej nazwie Ire Vel Mori sp. z o.o., co można złowrogo przetłumaczyć jako "Idź albo giń". To nie pierwszy i nie ostatni raz, gdy Olenderek odwołał się do tradycji starożytnego Rzymu. Spółka w teorii miała zajmować się przetwarzaniem odpadów, choć prawdziwy sens jej powstania pozostaje zagadką, biorąc pod uwagę, że nie złożono żadnych sprawozdań finansowych pomimo licznych wezwań kierowanych przez KAS, przez co w listopadzie 2024 roku spółka została wykreślona z listy VAT.
W sierpniu 2023 roku na stanowisko prezesa zarządu spółki Ire Vel Mori powołano Mariusza Żebrowskiego. To kolejny były policjant, pełnił funkcję między innymi komendanta na wrocławskim Rakowcu oraz I Zastępcy Komendanta Miejskiego Policji we Wrocławiu. W 2007 roku otrzymał naganę za nieydanie stosownego rozkazu interwencji podczas manifestacji Narodowego Odrodzenia Polski, na której rozwieszono transparenty z neonazistowskimi hasłami. W przeszłości był też związany z Zambrowem w województwie podlaskim, gdzie pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Rady Miasta.
Żebrowski to dziś wpływowa postać we Wrocławiu. Przez wiele lat był prezesem klubu siatkarskiego Gwardia Wrocław, który miał dość skomplikowaną sytuację finansową, a poza tym był w posiadaniu charakterystycznej zabytkowej nieruchomości w centrum miasta. Aktualnie jest wspólnikiem greckiego biznesmena Iliasa Filippidisa, jednego z kluczowych deweloperskich ogniw "układu wrocławskiego", w spółce VOLTA4 sp. z o.o. Powiązanie to ujawnia dopiero Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych. Żebrowski jest też wiceprezesem Dolnośląskiej Izby Gospodarczej i wykłada na Wrocławskiej Akademii Biznesu. W latach 2010-2018 zasiadał w radzie nadzorczej firmy odpadowej Wastes Services Group sp. z o.o. z siedzibą w Kiełczowie, a ponadto jest prezesem zarządu firmy Greenkick z branży odnawialnych źródeł energii. W kuluarach mówi się o tej postaci jeszcze więcej.
Dlaczego więc gracz pokroju Mariusza Żebrowskiego objął stanowisko prezesa zarządu w spółce Ire Vel Mori, podkreślam: "Idź albo giń", której kapitał zakładowy w tym samym czasie wzrósł z 5 000 zł do 100 000 zł, a w dokumentach pojawia się nawet kwota 10 mln złotych? I w jakim celu Mariusz Żebrowski na początku 2024 roku założył wraz z Filipem Olenderkiem fundację o wzniosłej nazwie "Międzynarodowa Fundacja Biznesu TOP10"? Wszystkie te podmioty zostały zarejestrowane na domowym adresie Filipa Olenderka, który w 2022 roku był objęty działaniami operacyjnymi w ramach operacji "Lizbona".
Robi się jeszcze ciekawiej, gdy przyjrzymy się radzie nadzorczej powołanej przy spółce Ire Vel Mori. Mamy tam dwa kolejne nazwiska ludzi ze służb. Pierwszym jest Robert Wodejko, były komendant miejski policji we Wrocławiu, który zastąpił na tym stanowisku Marka Szmigla. W 2010 roku odszedł ze stanowiska w niewyjaśnionych okolicznościach, oficjalnie z powodów zdrowotnych, choć w ówczesnych artykułach prasowych pojawiały się wzmianki o aferze związanej z fałszowaniem dokumentów na komendzie. Następnie pełnił funkcje komendanta powiatowego w Wołowie i Oleśnicy, po czym założył działalność gospodarczą specjalizującą się w ochronie danych osobowych. Wykłada też na Uniwersytecie Dolnośląskim DSW.
Drugą osobą zasiadającą w radzie nadzorczej Ire Vel Mori jest Wojciech Horyń, dziekan Wydziału Nauk o Bezpieczeństwie Akademii Wojsk Lądowych we Wrocławiu i autor licznych publikacji z zakresu bezpieczeństwa. Według mojej wiedzy Rektor-Komendant Akademii Wojsk Lądowych nie ma pojęcia, że Wojciech Horyń uczestniczy w takim układzie gospodarczym.
Komu zależało na tym, żeby otoczyć Olenderka takimi ludźmi, a następnie doprowadzić go do sytuacji, w której będzie niszczył własną spółkę? Jaka jest w tym rola TV Republika i jej dziennikarzy? Wspomnę jeszcze, że "przyboczny" Olenderka, Marek Pohnke, próbował wymusić na jednym z prokuratorów korzystne rozstrzygnięcie w sprawie, w której Olenderek jest oskarżony.
Mam nadzieję, że te fakty rzuciły nowe światło na postać Filipa Olenderka i rolę, jaką odgrywa w "aferze lubińskiej". Jest jeszcze wiele wątków, o których nie mogę mówić ze względu na toczące się postępowania. Mam świadomość, że ujawnienie tych informacji może przynieść kolejne konsekwencje, jednak w tej chwili nie mogę się na nie oglądać.
Znalazłem się w sytuacji, w której tylko jawność może mnie uchronić przed zemstą osób, których misterny plan legł w gruzach w momencie, gdy zdecydowałem się zaalarmować o nieprawidłowościach w Agencji.