15 listopada 2025 r. o godz. 20:58 pod przejeżdżającym pociągiem towarowym w miejscowości Mika w powiecie garwolińskim eksplodował ładunek C4 podłożony pod tory linii kolejowej nr 7 Warszawa Wschodnia–Dorohusk (Prokuratura Krajowa). W pobliżu śledczy znaleźli kamerę i drugi ładunek, który nie wybuchł (Onet). 17 listopada premier Donald Tusk powiedział, że eksplozja „najprawdopodobniej miała na celu wysadzenie pociągu” (AP). Dzień później poinformował w Sejmie, że sprawcami są dwaj obywatele Ukrainy od dawna współpracujący z rosyjskimi służbami. Jeden z nich został w maju 2025 r. skazany przez sąd we Lwowie za akty dywersji, drugi pochodzi z Donbasu. Obaj wjechali do Polski z Białorusi jesienią, a po zamachu wyjechali przez przejście graniczne w Terespolu (KPRM, PAP).
Ten incydent, choć wyjątkowo dobrze udokumentowany, nie jest odosobniony. Opublikowany 6 maja 2026 r. raport ABW za lata 2024–2025 – pierwsza jawna część sprawozdania Agencji „po kilkunastu latach przerwy”, jak zaznaczył rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński (TVN24) – pokazuje szerszy obraz. Od wybuchu pełnoskalowej wojny Polska jest polem operacyjnym rosyjskich służb specjalnych, a skala ich aktywności nie ma precedensu w historii III RP (raport ABW).
Liczby bez precedensu
W latach 1991–2023 ABW i jej poprzedniczka wszczynały maksymalnie pięć postępowań szpiegowskich rocznie (Onet). Rok 2022 radykalnie i – jak wynika z raportu – trwale zmienił tę dynamikę. W 2022 r. Agencja wszczęła 6 takich spraw, w 2023 r. – 13, w 2024 r. – 21, a w 2025 r. – 48, czyli o 128 proc. więcej niż rok wcześniej (Wprost, Notes from Poland). W ciągu dwóch lat wszczęto więc 69 postępowań – tyle samo, ile w całym okresie 1991–2023 (TVN24).
Służba interpretuje te liczby dwojako: jako dowód bezprecedensowego wzrostu zagrożenia i jako świadectwo rosnącej skuteczności własnej pracy. Szef ABW płk Rafał Syrysko pisze we wstępie do raportu, że „najpoważniejszym wyzwaniem pozostaje aktywność dywersyjna wymierzona w Polskę, inspirowana i organizowana przez rosyjskie służby specjalne. To zagrożenie było i jest realne i bezpośrednie. Wymaga pełnej mobilizacji” (Onet).
W sprawach prowadzonych od wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie status podejrzanego otrzymało 91 osób, zarzuty szpiegostwa z art. 130 Kodeksu karnego usłyszały 82, a 62 zostały zatrzymane. W latach 2024–2025 ABW wykonała ponad 850 wniosków o kontrolę operacyjną, czyli niejawne czynności takie jak podsłuch, przechwytywanie korespondencji czy inne formy inwigilacji prowadzone za zgodą sądu (TVN24). Dla kontekstu: z informacji Prokuratora Generalnego przekazanej Sejmowi wynika, że w samym 2024 r. Agencja objęła kontrolą operacyjną 138 osób. Obu liczb nie należy jednak porównywać wprost – pierwsza dotyczy wniosków, w tym o przedłużenie kontroli wobec tych samych osób, druga osób.
ABW zastrzega przy tym, że statystyki nie oddają pełnej skali zagrożenia. Znaczna część operacji kontrwywiadowczych nigdy nie trafia do akt sądowych, a ich efekty wykorzystuje się inaczej: przez wydalenia dyplomatów, odmowy akredytacji, zakazy wjazdu do Polski czy neutralizację konkretnych operacji, zanim dojdzie do przestępstwa. Ujawnione liczby wyznaczają więc dolną granicę, a nie pełny obraz zjawiska.
Od jednorazowych agentów do zorganizowanych komórek
Najważniejsza zmiana, jaką opisuje raport, dotyczy nie tylko intensywności, lecz także modelu działania. Jeszcze w 2023 r. rosyjskie służby opierały swoje przedsięwzięcia głównie na tzw. jednorazowej agenturze – ludziach werbowanych doraźnie przez internet do pojedynczych, prostych zadań, którymi zleceniodawca przestawał się interesować po ich wykonaniu (Onet/Belsat). Był to model tani i trudny do wykrycia z wyprzedzeniem, ale bardzo podatny na dekonspirację. Jednocześnie zatrzymanie jednego wykonawcy rzadko prowadziło do rozbicia całej struktury, bo struktury w ścisłym sensie nie było. Były szef Agencji Wywiadu płk Grzegorz Małecki proponuje dla takich osób trafniejszą nazwę: „agenci do pierwszej wpadki” (PAP).
W latach 2024–2025 kontrwywiad ABW zaobserwował to, co raport nazywa profesjonalizacją rosyjskich działań dywersyjnych. W kolejnych latach „większy nacisk położono na tworzenie złożonych komórek dywersyjnych (sieciowych), opartych na hermetycznych strukturach przestępczości zorganizowanej”, a Rosja zaczęła szkolić na swoim terytorium – głównie cudzoziemców – do działań terrorystycznych (Onet/Belsat, TVN24). W takich siatkach poszczególni wykonawcy zwykle nie znają pozostałych członków grupy, nie mają wiedzy o całości operacji i po zatrzymaniu potrafią wskazać najwyżej jedną lub dwie osoby. Kierowanie odbywa się zdalnie – z Rosji lub Białorusi – za pośrednictwem komunikatorów.
Prof. Piotr Grochmalski, komentując raport dla portalu Zero.pl, zwrócił uwagę, że zmianą zasadniczą jest ewolucja modelu szpiegostwa w stronę tzw. agentury proxy, czyli rozproszonych sieci pośredników, które zastępują klasyczną relację między oficerem prowadzącym a agentem i są trudniejsze do wykrycia (Zero.pl).
Zmienił się też profil poszukiwanego wykonawcy. Obok przypadkowych osób szukających łatwego zarobku rosyjskie służby, jak wynika z raportu, „preferują przy tym osoby z doświadczeniem nabytym w strukturach siłowych (np. byłych żołnierzy, milicjantów, najemników z Grupy Wagnera)” (Onet/Belsat). Podobne wnioski formułuje Instytut Puławski w raporcie „Agenci chaosu” z 14 października 2025 r. Jego autor, Maciej Filip Bukowski, opisuje rosyjskie i białoruskie operacje w Polsce, państwach bałtyckich i Europie Zachodniej jako „elementy spójnej architektury wojny kognitywnej”, w której zdecentralizowana rekrutacja jednorazowych wykonawców zapewnia wiarygodne zaprzeczenie, a rozproszone mikrooperacje synchronizuje się z wojną informacyjną, by przeciążać systemy reagowania kryzysowego (Instytut Puławski).
Telegram, kryptowaluty, koktajl Mołotowa
Werbunek dywersantów przybrał formę niemal przemysłową. Rosyjskie służby publikują na Telegramie i w innych komunikatorach ogłoszenia oferujące szybki zarobek za wykonanie „konkretnego zlecenia” (Notes from Poland). Treść ogłoszeń rzadko zdradza wywiadowczy charakter przedsięwzięcia. Kandydat dostaje najpierw zadanie pozornie banalne: sfotografować budynek, zarejestrować ruch przy wskazanym obiekcie, nakleić ulotki. Dopiero po sprawdzeniu lojalności i dyspozycyjności zadania stają się poważniejsze – rozpoznanie obiektów wojskowych, montaż nadajników GPS na pociągach i pojazdach, wreszcie podpalenia i sabotaż (INE, Onet).
Centralną rolę odgrywają w tym systemie kryptowaluty. Filip Bryjka z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych pisał w lipcu 2024 r., że werbunki prowadzone są m.in. w mediach społecznościowych, takich jak Telegram, „a zapłata realizowana w formie kryptowalut, co utrudnia wykrycie zleceniodawców” (PISM). Transakcje w sieciach blockchain są pseudoanonimowe: każdą da się prześledzić, ale powiązanie portfela z konkretną osobą wymaga specjalistycznych narzędzi analitycznych i danych z giełd. ABW zalicza kryptoaktywa do „zaawansowanych narzędzi w działalności przestępczej”, wymieniając wśród ich nielegalnych zastosowań m.in. pranie pieniędzy i finansowanie terroryzmu (TVN24).
Jak wygląda to w praktyce, pokazuje cennik Michaiła Mirgorodskiego, uznanego przez prokuraturę za organizatora rosyjskiej siatki w Polsce. Rzecznik Prokuratury Krajowej prok. Przemysław Nowak ujawnił, że za rozwieszenie antyukraińskiego plakatu Mirgorodski płacił w kryptowalutach 5 dolarów, a za instalację kamery transmitującej obraz – kilkaset dolarów (Interia). Według „Gazety Wyborczej” stawka za kamerę wynosiła od 300 do 400 dolarów, a za wykolejenie pociągu z transportem wojskowym na terenie Polski lub Ukrainy oferowano 10 tys. dolarów (Business Insider). Kamery miały obserwować m.in. lotnisko Rzeszów-Jasionka, dworzec kolejowy w Rzeszowie, Port Wojenny Gdynia, przejścia graniczne z Ukrainą i linie kolejowe, którymi płynęła pomoc dla Ukrainy; śledczy ustalili, że zamontowano sześć takich urządzeń (Bankier). Na przełomie lutego i marca 2023 r. ujawniono je m.in. w pobliżu Przemyśla, Horyńca-Zdroju, hubu logistycznego przy lotnisku w Jasionce i przy linii Warszawa–Siedlce (Onet).
Telegram nie jest jedynym kanałem. OKO.press opisało, jak rosyjskie służby werbują nastolatków przez gry na smartfony i media społecznościowe: młodzi ludzie, poszukując w grze wirtualnych nagród, fotografowali tereny w pobliżu obiektów strategicznych i nieświadomie dostarczali Rosjanom danych o infrastrukturze wojskowej (OKO.press). Ukraińskie służby informują o podobnych próbach werbunku przez TikToka i platformy gier wideo (Interia). Wątek ma też polski epizod: litewski sąd ustalił, że 18-letni dziś Ukrainiec Daniil Bardadim wraz z drugą osobą zgodził się podczas tajnego spotkania w Polsce podpalić i wysadzić centra handlowe na Litwie i Łotwie w zamian za 10 tys. euro i samochód BMW. W maju 2024 r. podpalił sklep IKEA w Wilnie; prokuratura uznała, że działał w interesie rosyjskich struktur wojskowych i służb specjalnych (Euronews).
Polacy, Białorusini, Ukraińcy. Kto podpala na zlecenie Kremla
Analiza spraw zatrzymanych i oskarżonych w Polsce ujawnia powtarzający się wzorzec: rosyjskie służby, wszędzie gdzie to możliwe, werbują wykonawców spośród obywateli innych państw, unikając bezpośredniego angażowania Rosjan. W aktach polskich śledztw pojawiają się Białorusini, Ukraińcy, Rosjanie, a także Polacy werbowani przez zagranicznych pośredników. W sprawie siatki Mirgorodskiego zatrzymano 16 osób – 12 obywateli Ukrainy, trzech Białorusinów i jednego Rosjanina (Onet); podpalenia w Warszawie i Radomiu zlecono obywatelowi Kolumbii (Wprost).
Taki dobór wykonawców ma dwa cele strategiczne. Pierwszym jest wiarygodne zaprzeczenie (ang. plausible deniability): gdy na ławie oskarżonych zasiada cudzoziemiec, Moskwa może twierdzić, że nie ma z operacją nic wspólnego. PISM zwracał uwagę, że rekrutowanie niewyszkolonych agentów „pozwala Rosji zaprzeczać związkom z incydentami i unikać odpowiedzialności” (PISM). Drugi cel jest dezinformacyjny: gdy sprawcami okazują się obywatele Ukrainy, rosyjskie media i kanały propagandowe sugerują, że to Kijów destabilizuje Polskę. Według SBU grupa podpalaczy rozbita w lipcu 2024 r. miała doprowadzić do waśni narodowościowych między Ukraińcami a Polakami (o2.pl). Mechanizm ten zadziałał po ataku na tory w listopadzie 2025 r.: zanim premier przedstawił ustalenia śledztwa, w polskich mediach społecznościowych krążyła narracja o „ukraińskim sabotażu”, a weryfikacja, że sprawcy działali na zlecenie rosyjskich służb, wymagała czasu.
25 lipca 2024 r. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy wspólnie z Policją Narodową zatrzymała 19 członków grupy, która na zlecenie FSB przygotowywała podpalenia centrów handlowych, stacji paliw, aptek i targowisk w Ukrainie, Polsce i państwach bałtyckich. Przywódcą był 39-latek z Iwano-Frankiwska, a werbowanym wykonawcom przygotowywano fałszywe paszporty i inne dokumenty umożliwiające wyjazd z Ukrainy; podpalenia mieli nagrywać na potrzeby zleceniodawców (Polskie Radio 24, Tagesspiegel). Bazę rekrutacyjną stanowią, jak pisze PISM, „migranci z Europy Wschodniej i rosyjskojęzyczni obywatele państw, w których prowadzone są akcje dywersyjne”, często z przeszłością kryminalną lub problemami finansowymi, dla których główną motywacją są pieniądze (PISM). To osoby bez silnych więzi z krajem, w którym działają, i podatne na presję finansową lub szantaż.
Wrocław, Gdynia, Marki, Radom
Chronologia ujawnionych aktów dywersji pokazuje nie tylko ich skalę, lecz także logikę eskalacji. W styczniu 2024 r. ABW zatrzymała we Wrocławiu 51-letniego obywatela Ukrainy Serhija S., który na zlecenie rosyjskich służb przygotowywał podpalenia obiektów w mieście – m.in. składu farb sąsiadującego ze składem paliw Orlenu, w którym zgromadzono wiele ton paliwa. Sąd ustalił, że szukał też kontaktów w Grupie Wagnera; w lutym 2025 r. skazał go na 8 lat więzienia (RMF24). PISM pisał, że ABW zapobiegła wtedy zdarzeniu grożącemu skażeniem środowiska i ofiarami wśród cywilów (PISM).
Sprawa Serhija S. dała początek śledztwu, wszczętemu 1 lutego 2024 r., które doprowadziło do kolejnej grupy. W sierpniu 2025 r. Prokuratura Krajowa skierowała do Sądu Okręgowego we Wrocławiu akt oskarżenia przeciwko sześciu osobom: trzem Polakom (Kamil K., Dawid P., Łukasz K.) i trzem Białorusinom (Stepan K., Andrei B., Yaraslau S.). Zarzuty obejmują udział w zorganizowanej grupie przestępczej dokonującej aktów sabotażu na zlecenie obcego wywiadu, handel bronią i obrót narkotykami. Według prokuratury część oskarżonych podpaliła w 2023 r. restaurację w Gdyni, powodując straty bliskie 3 mln zł, w marcu 2024 r. próbowała koktajlami Mołotowa podpalić magazyn w Gdańsku, a w kwietniu 2024 r. podpaliła składowisko palet w Markach pod Warszawą (Business Insider).
W czerwcu 2024 r. do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko dwóm obywatelom Rosji – Andriejowi G. i Aleksiejowi T. – podejrzanym o działalność na rzecz obcego wywiadu (Onet). W lipcu 2025 r. ABW ustaliła, że za podpaleniami składów budowlanych w Warszawie (23 maja 2024 r.) i Radomiu (30 maja 2024 r.) stał 27-letni obywatel Kolumbii. Działania te były, jak podała Agencja, „zlecone, nadzorowane i finansowane przez osobę powiązaną z rosyjskimi służbami specjalnymi”, która przekazała mu m.in. instrukcję przygotowania koktajlu Mołotowa. Rosyjskie służby werbowały przez Telegram „systemowo i na dużą skalę” osoby z Ameryki Łacińskiej z doświadczeniem wojskowym, a zdjęcia podpaleń wykorzystywały w propagandzie. Kolumbijczyk odbywa w Czechach karę 8 lat więzienia za podpalenie zajezdni autobusowej w Pradze; 21 lipca 2025 r. usłyszał tam polski zarzut czynu o charakterze terrorystycznym (Wprost, Rzeczpospolita).
9 października 2025 r. Prokuratura Krajowa oskarżyła małżeństwo obywateli Rosji – Igora R. i Irinę R. – o udział w działalności rosyjskiego wywiadu. Igor R. w 2022 r. zbierał dla FSB informacje o rosyjskich opozycjonistach w Polsce i osobach, które im pomagały, a w lipcu 2024 r. uczestniczył w nadaniu paczki kurierskiej z materiałem wybuchowym, za co odpowiadał także za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa eksplozji (Prokuratura Krajowa). 9 lipca 2026 r. Sąd Okręgowy w Sosnowcu skazał Igora R. na 7, a Irinę R. na 3 lata więzienia; wyrok jest nieprawomocny (ABW, TVN24).
„Andriej” i siatka 30 osób
Spośród ujawnionych dotąd spraw najbardziej rozbudowaną strukturę miała siatka kierowana przez 28-letniego Rosjanina Michaiła Mirgorodskiego, występującego na Telegramie jako „Andriej” (Rzeczpospolita). 2 grudnia 2025 r. Prokuratura Krajowa sporządziła postanowienie o przedstawieniu mu pięciu zarzutów: założenia i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, organizowania i kierowania działalnością obcego wywiadu, sprawstwa kierowniczego w zakresie usiłowania sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym, nakłaniania do stosowania przemocy i niszczenia mienia oraz finansowania przestępstw o charakterze terrorystycznym (Onet). Według prokuratury grupa działała na rzecz FSB (Onet).
Z ustaleń dziennikarzy rosyjskiego serwisu Agentstwo wynika, że Mirgorodski był winien rosyjskim bankom ponad pół miliona rubli (Polsat News). Siatką kierował zdalnie z Rosji, wyłącznie przez Telegram. Grupę, liczącą co najmniej 30 osób z kilku państw, założył w październiku 2022 r., a działała do czerwca 2023 r. (Polsat News, Fakt). Wśród zleceń znalazło się nakłanianie do wykolejenia pociągu – plan, który ABW udaremniła w czerwcu 2023 r. (Onet). Grupa miała też wyświetlać antyukraińskie hasła na budynkach Sejmu, Pałacu Prezydenckiego i ambasady USA. W grudniu 2023 r. 14 jej członków usłyszało wyroki przed Sądem Okręgowym w Lublinie (Onet). Ponieważ Mirgorodski nie przebywa w Polsce, prokurator wydał list gończy i wystąpił o czerwoną notę Interpolu, czyli międzynarodowy wniosek o zatrzymanie poszukiwanego. Realne szanse na jego wydanie przez Rosję są bliskie zeru.
Przypadek ten pokazuje zarazem, że granica między „jednorazową agenturą” a strukturą sieciową nie jest ostra: już w latach 2022–2023, a więc w okresie, który raport kojarzy z pierwszym modelem, Rosjanie potrafili zbudować w Polsce kilkudziesięcioosobową siatkę z hierarchią zadań i cennikiem.
Wysadzenie torów. Kulminacja eskalacji
O tym, że rosyjska dywersja weszła w nową fazę, Polska przekonała się w weekend 15–16 listopada 2025 r. Linia kolejowa nr 7 Warszawa Wschodnia–Dorohusk, na której doszło do eksplozji pod Miką, ma znaczenie strategiczne: łączy Warszawę z Lublinem i prowadzi do granicy z Ukrainą, a jej trasą przewożony jest sprzęt wojskowy i pomoc humanitarna.
16 listopada rano maszynista zauważył uszkodzony fragment torowiska w rejonie Życzyna (TVN24). Tego samego dnia po godz. 21 pod Gołębiem w powiecie puławskim pociąg relacji Świnoujście–Rzeszów, którym jechało 475 pasażerów, musiał nagle się zatrzymać: uszkodzona sieć trakcyjna wybiła szyby w jednym z wagonów. Nikt nie odniósł obrażeń (Wprost). Na tej samej trasie sprawcy zamontowali na szynie dwa specjalnie skonstruowane elementy metalowe, które mogły wykoleić pociąg (egarwolin.pl).
19 listopada prokurator sporządził postanowienia o przedstawieniu zarzutów dwóm obywatelom Ukrainy – Oleksandrowi K. (ur. 1986) i Yevheniiowi I. (ur. 1984). Dotyczą one dokonania aktów dywersji o charakterze terrorystycznym na rzecz wywiadu Federacji Rosyjskiej, polegających na uszkodzeniu infrastruktury kolejowej i sprowadzeniu bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym; grozi za nie dożywocie (Prokuratura Krajowa). Jak wspomniano, jeden z podejrzanych był wcześniej skazany za dywersję we Lwowie, drugi pochodzi z Donbasu; obaj uciekli 16 listopada na Białoruś. Premier podał wówczas, że w sprawach dywersji zatrzymano dotąd 55 osób, z czego 23 aresztowano (PAP).
Amerykański Instytut Studiów nad Wojną (ISW) ocenił 17 listopada, że ataki na polską kolej wpisują się w intensyfikowaną przez Rosję kampanię „fazy zero”, mającą destabilizować Europę, podważać spójność NATO i tworzyć polityczne, informacyjne i psychologiczne warunki dla ewentualnej przyszłej wojny z Sojuszem (ISW). 18 listopada premier podpisał zarządzenie wprowadzające trzeci stopień alarmowy CHARLIE – stosowany, gdy doszło do zdarzenia potwierdzającego możliwość ataku terrorystycznego – na liniach zarządzanych przez PKP Polskie Linie Kolejowe i PKP Linię Hutniczo-Szerokotorową, obowiązujący od 19 listopada 2025 r. do 28 lutego 2026 r. (RCB). 21 listopada ruszyła wojskowa operacja „Horyzont”, w której do 10 tys. żołnierzy wspiera służby w ochronie infrastruktury krytycznej, w tym linii kolejowych (MON).
Raport ABW stwierdza w tym kontekście, że rosyjskie służby akceptują możliwość wystąpienia ofiar wśród cywilów – Gazeta Prawna pisze wręcz o akceptowaniu „masowych ofiar” (Onet, Gazeta Prawna). Sformułowanie to ma precyzyjne znaczenie: ryzyko śmierci pasażerów wykolejonego pociągu nie było dla autorów operacji przeszkodą, lecz wkalkulowanym elementem scenariusza. Szef MSZ Radosław Sikorski nazwał atak na tory nie tylko aktem dywersji, lecz „aktem terroru państwowego” (Euronews).
GRU i FSB. Podział zadań
Za rosyjską dywersją w Polsce stoją dwie instytucje o różnych, choć coraz bardziej nakładających się kompetencjach. GRU (formalnie Główny Zarząd Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej) to wywiad wojskowy, tradycyjnie skupiony na celach militarnych: rozpoznaniu baz, tras transportu uzbrojenia i infrastruktury łączności. FSB, Federalna Służba Bezpieczeństwa, jest formalnie służbą kontrwywiadu i bezpieczeństwa wewnętrznego, ale od lat prowadzi operacje za granicą, zwłaszcza w państwach dawnego ZSRR, i w opisywanych sprawach koncentrowała się na infrastrukturze krytycznej i obiektach cywilnych o potencjalnym efekcie psychologicznym i medialnym.
W praktyce lat 2024–2025 ten podział niemal się zatarł. Według informacji ABW, na które powoływał się w 2024 r. PISM, zleceniodawcą dywersji w Polsce był GRU (PISM), a Sikorski mówił w Sejmie, że GRU „rutynowo do swojej brudnej roboty wynajmuje podwykonawców pod fałszywą flagą” (Euronews). Jednocześnie siatka Mirgorodskiego, małżeństwo R. i grupa podpalaczy rozbita przez SBU działały według śledczych na rzecz FSB. Obie służby sięgały po cele wojskowe i cywilne, korzystały z tych samych kanałów werbunku i podobnych sieci pośredników.
Ponadnarodowy charakter tych operacji potwierdził wspólny zespół śledczy Polski, Czech, Rumunii i Litwy, powołany pod egidą Eurojustu. Ustalił on, że podpalenia obiektów handlowych, transportowych i fabrycznych w Polsce, Czechach i Rumunii były dziełem tej samej grupy terrorystycznej powiązanej z rosyjskim wywiadem, a nagrania podpaleń w Warszawie i Radomiu rozpowszechniano w rosyjskojęzycznych mediach jako rzekome akty sabotażu przeciwko infrastrukturze NATO (ABW). Litewskie władze ustaliły z kolei, że to GRU stało za podpaleniami w Europie z użyciem przesyłek kurierskich (Euronews).
Konsulaty zamknięte, chatbot uruchomiony
Polska odpowiedź na rosyjską agresję wywiadowczą ma wymiar dyplomatyczny i technologiczny. W ciągu nieco ponad roku Polska zamknęła wszystkie trzy rosyjskie konsulaty generalne. W październiku 2024 r. Radosław Sikorski wycofał zgodę na działanie placówki w Poznaniu w reakcji na sprawę Serhija S. i przygotowania do podpalenia fabryki farb we Wrocławiu; konsulat zakończył działalność 30 listopada 2024 r. (gdansk.pl). 12 maja 2025 r., po ustaleniu, że pożar hali Marywilska 44 w Warszawie był podpaleniem na zlecenie rosyjskich służb, szef MSZ zdecydował o zamknięciu konsulatu w Krakowie do 30 czerwca (PAP). 19 listopada 2025 r. – w tygodniu, w którym premier przedstawił ustalenia w sprawie ataku na tory – Sikorski ogłosił wycofanie zgody na działanie ostatniej placówki, w Gdańsku; konsulat musiał zakończyć działalność do 23 grudnia (Business Insider). Każda z tych decyzji była odpowiedzią na konkretne, udokumentowane akty dywersji, choć nie zawsze dokonane w okręgu danego konsulatu.
Na poziomie operacyjnym ABW uruchomiła 18 grudnia 2025 r. chatbota @ABW_STOPdywersji_bot w komunikatorze Telegram – na tej samej platformie, której rosyjskie służby używają do werbunku. Narzędzie pozwala anonimowo zgłaszać próby werbunku i kontakty ze strony obcych służb (PAP). Działa w czterech językach – polskim, angielskim, ukraińskim i rosyjskim (INE), co odpowiada profilowi osób, które rosyjskie służby najczęściej próbują werbować i które najczęściej mogą zgłaszać takie próby.
Wnioski analityczne
Dane z raportu ABW i materiał procesowy z polskich sądów pozwalają sformułować kilka obserwacji wykraczających poza bieżący komentarz. Przy każdej podajemy poziom pewności według standardu stosowanego w analizie wywiadowczej.
Rosja prowadzi przeciwko Polsce systematyczną i długofalową kampanię dywersyjną (poziom pewności: wysoki). Jej nasilenie zbiega się z kolejnymi etapami polskiego wsparcia dla Ukrainy – dostawami uzbrojenia, deklaracjami politycznymi, decyzjami dyplomatycznymi – co jest zgodne z oceną PISM, że Rosja nasila działania hybrydowe przede wszystkim wobec państw mających największy wpływ na wsparcie Ukrainy, a Polska, przez którą przechodzi ok. 80 proc. zachodniej pomocy, jest na nie szczególnie narażona (PISM). Teza o bezpośredniej, proporcjonalnej zależności między poziomem wsparcia a liczbą operacji wymaga jednak danych, których publiczne źródła nie zawierają (poziom pewności: niski).
Zmiana modelu operacyjnego – od jednorazowej agentury do hermetycznych komórek zarządzanych zdalnie – sprawia, że tradycyjne metody kontrwywiadu, skupione na identyfikacji i neutralizacji pojedynczego agenta, stają się niewystarczające (poziom pewności: wysoki). Zatrzymanie wykonawcy nie przerywa operacji, bo koordynator pozostaje bezpieczny w Rosji, a kolejni kandydaci odpowiadają na ogłoszenia na Telegramie. Sprawa Mirgorodskiego pokazuje, że nawet po zidentyfikowaniu organizatora państwo dysponuje wobec niego wyłącznie listem gończym.
Masowy werbunek przez internet i rozliczenia w kryptowalutach radykalnie obniżają próg wejścia do rosyjskich operacji sabotażowych (poziom pewności: wysoki). Każdy, kto szuka łatwego zarobku i trafi na odpowiednie ogłoszenie, a także każdy, kogo można zastraszyć lub szantażować, może świadomie, nieświadomie lub wbrew własnej woli stać się elementem operacji planowanej w Moskwie. To nowy rodzaj zagrożenia, z myślą o którym nie projektowano ani prawa karnego, ani instytucji bezpieczeństwa.
Ujawnione przez ABW liczby dokumentują stan faktyczny, ale nie oddają jego pełnego obrazu (poziom pewności: umiarkowany). Agencja przyznaje wprost, że większość efektów pracy kontrwywiadu nigdy nie trafia do jawnych akt. Fakt, że można dziś opisać 69 postępowań, kilkadziesiąt zatrzymań i kilkanaście konkretnych spraw, świadczy o skuteczności polskiego kontrwywiadu. Skali tego, czego nie wiemy, z definicji nie da się określić – i właśnie to powinno budzić największy niepokój.
