W nocy z 15 na 16 listopada 2025 roku dwaj mężczyźni w ciemności przy stacji PKP Mika pod Garwolinem podłożyli ładunek wybuchowy pod tory magistrali Warszawa-Dorohusk. Eksplozja wysadziła metrowy fragment szyny, a premier Donald Tusk nazajutrz powiedział publicznie to, o czym wywiad wiedział od dawna: eksplozja miała najprawdopodobniej na celu wysadzenie pociągu. Sprawcy to obywatele Ukrainy działający na zlecenie rosyjskiej FSB. Jeden z nich był już wcześniej skazany przez sąd we Lwowie za dywersję, drugi przyjechał z Donbasu przez Białoruś. Obaj uciekli przez przejście graniczne w Terespolu.
Ten jeden incydent, choć wyjątkowo dobrze udokumentowany, nie jest ani wyjątkowy, ani odosobniony. Opublikowany 5 maja 2026 roku pierwszy od ponad dekady jawny raport ABW „Wybrane aktywności 2024–2025" pokazuje pełny obraz: Polska od trzech lat jest polem operacyjnym rosyjskich służb specjalnych, a skala ich aktywności nie ma precedensu w całej historii wolnej Polski.
Liczby bez precedensu
Przez pierwsze trzydzieści lat wolnej Polski wszczęcie pięciu postępowań szpiegowskich rocznie było normą. Rok 2022 zmienił tę dynamikę radykalnie i, jak pokazuje raport, trwale. W 2022 roku ABW wszczęła 6 spraw dotyczących szpiegostwa, w 2023 roku 13, w 2024 roku 21, a w 2025 roku 48, co oznacza wzrost o 128 procent rok do roku. Łącznie przez dwa lata wszczęto 69 postępowań, tyle samo ile w całym okresie 1991–2023.
Sama służba interpretuje te liczby dwutorowo. Z jednej strony jako dowód bezprecedensowego wzrostu zagrożenia, z drugiej jako świadectwo rosnącej skuteczności własnych działań. Szef ABW płk Rafał Syrysko we wstępie do raportu pisze wprost: „najpoważniejszym wyzwaniem pozostaje aktywność dywersyjna wymierzona w Polskę, inspirowana i organizowana przez rosyjskie służby specjalne. To zagrożenie było i jest realne i bezpośrednie. Wymaga pełnej mobilizacji".
Od wybuchu pełnoskalowej wojny na Ukrainie zarzuty szpiegostwa z artykułu 130 Kodeksu karnego usłyszały 82 osoby, spośród których 62 zatrzymano fizycznie, a statusem podejrzanego objęto łącznie 91 obywateli różnych państw. ABW przeprowadziła w tym czasie ponad 850 wniosków o kontrolę operacyjną, co oznacza podsłuch, przechwycenie korespondencji lub inne formy niejawnej inwigilacji. Dla porównania: sama ABW ujawniła wcześniej, że w samym 2024 roku objęła kontrolą operacyjną 138 osób. Liczba 850 wniosków za oba lata pokazuje, że rok 2025 był pod tym względem znacznie intensywniejszy.
ABW zastrzega przy tym, że liczby te nie oddają pełnej skali zagrożenia. Znaczna część prowadzonych operacji kontrwywiadowczych nigdy nie trafia do sądowych akt, a efekty pracy są, jak ujmuje to dokument, „spożytkowywane w inny sposób": przez wydalenia dyplomatów, odmowy akredytacji, zakazy wjazdu do Polski lub neutralizację konkretnych operacji, zanim dojdzie do popełnienia przestępstwa. Innymi słowy: ujawnione liczby to minimum, nie maksimum.
Jak fabryka zmieniła profil agenta
Profesor Piotr Grochmalski, komentując raport dla portalu Zero.pl, zwrócił uwagę na coś, co wykracza poza same statystyki: kluczową zmianą nie jest tylko intensywność działań, ale ewolucja modelu szpiegostwa. Jeszcze w 2022 i na początku 2023 roku rosyjska dywersja w Polsce opierała się głównie na tzw. jednorazowej agenturze. Służby rekrutowały ludzi doraźnie przez internet, zlecały konkretne zadanie i traciły zainteresowanie wykonawcą po jego realizacji. Był to model tani i trudny do wykrycia z wyprzedzeniem, lecz o bardzo niskiej odporności na dekonspirację: schwytanie jednego agenta rzadko prowadziło do rozkładu całej struktury, bo struktury jako takiej po prostu nie było.
Lata 2024–2025 przyniosły jakościowy przełom, który raport ABW wprost określa jako profesjonalizację. Rosyjskie służby specjalne, przede wszystkim FSB odpowiedzialna za infrastrukturę krytyczną i cele cywilne oraz GRU skupione historycznie na celach wojskowych, zaczęły budować trwałe, hermetyczne komórki dywersyjne oparte na strukturach zorganizowanej przestępczości. Takie siatki działają w poziomej architekturze: poszczególni agenci nie znają pozostałych członków grupy, nie mają wiedzy o całości operacji i nie potrafią w razie aresztowania wskazać więcej niż jedną lub dwie inne osoby. Dowodzenie odbywa się zdalnie, z terytorium Rosji lub Białorusi, przez zaszyfrowane kanały komunikacji.
Równolegle zmienił się pożądany profil rekruta. Obok przypadkowych desperatów szukających łatwego zarobku rosyjskie służby coraz intensywniej sięgają po osoby z przeszłością w strukturach siłowych: byłych żołnierzy, funkcjonariuszy milicji, weteranów i najemników Grupy Wagnera. Badacze z Instytutu Puławskiego w raporcie „Agenci chaosu" z października 2025 roku zwracali uwagę, że model ten był od 2023 roku testowany równolegle w państwach bałtyckich i w Polsce przez zsynchronizowane działania dezinformacyjne, sabotażowe i wywiadowcze, zanim osiągnął obecną dojrzałość operacyjną.
Telegram, kryptowaluty, koktajl Mołotowa
Mechanizm rekrutacji dywersantów przybrał formę niemal przemysłową. Rosyjskie służby, przede wszystkim FSB, publikują na Telegramie i innych komunikatorach ogłoszenia oferujące „szybki zarobek" za wykonanie „konkretnego zlecenia". Treść ogłoszeń rzadko zdradza wywiadowczy charakter przedsięwzięcia: kandydat dostaje zadanie pozornie banalne, sfotografowanie określonego budynku, zarejestrowanie ruchu przy wybranym obiekcie, naklejenie ulotek. Dopiero po weryfikacji lojalności i dyspozycyjności zadania eskalują. Pojawia się rozpoznanie obiektów wojskowych, instalowanie urządzeń przechwytujących sygnał GPS, wreszcie podpalenia i akty sabotażu.
Centralną rolę w tym systemie odgrywa kryptowaluta. PISM w analizie z lipca 2024 roku opisał ten mechanizm precyzyjnie: werbunki są prowadzone w mediach społecznościowych, a zapłata realizowana w formie kryptowalut, co utrudnia wykrycie zleceniodawców, bo transakcje na blockchainie są pseudoanonimowe i trudno powiązać je z konkretnymi osobami bez dostępu do zaawansowanych narzędzi analityki kryptowalutowej. ABW zidentyfikowała ten proceder jako systemowy element finansowania operacji dywersyjno-sabotażowych i omijania zachodnich reżimów sankcyjnych.
Prokuratura Krajowa ujawniła w grudniu 2025 roku cennik Michaiła Mirgorodskiego, jednego z zidentyfikowanych koordynatorów rosyjskiej agentury w Polsce. Za kolportaż ulotek antyukraińskich płacił równowartość kilkudziesięciu dolarów w kryptowalutach. Za montaż kamer przy obiektach infrastruktury krytycznej stawka wynosiła od 300 do 400 dolarów. W ten sposób monitorowano lotnisko Rzeszów-Jasionka, dworzec kolejowy w Rzeszowie, Port Wojenny Gdynia, przejścia graniczne z Ukrainą oraz kluczowe linie kolejowe wykorzystywane do transportu pomocy dla walczącej Ukrainy.
Rosyjskie służby nie ograniczyły się jednak do Telegramu. W raporcie OKO.press z grudnia 2025 roku udokumentowano przypadki rekrutacji przez gry mobilne i TikToka, gdzie nastolatki wciągane są w kolejne etapy „misji" nieświadomie przekraczające granicę między rozrywką a szpiegostwem. Litewscy śledczy ustalili na przykład, że GRU zwerbowało dwóch nastoletnich chłopców, którzy podczas tajnego spotkania w Polsce zgodzili się podpalić centra handlowe na Litwie, Łotwie i w Polsce w zamian za dziesięć tysięcy euro i samochód BMW.
Polacy, Białorusini, Ukraińcy. Kto podpala na zlecenie Kremla
Analiza zatrzymanych i oskarżonych w Polsce ujawnia powtarzający się wzorzec: rosyjskie służby celowo rekrutują wykonawców spośród obywateli państw trzecich, unikając bezpośredniego zaangażowania własnych obywateli wszędzie tam, gdzie można tego uniknąć. W aktach polskich śledztw przewijają się Białorusini, obywatele Ukrainy, Rosji i polscy obywatele werbowani przez cudzoziemskich pośredników.
Dobór wykonawców nie jest przypadkowy i ma dwa wymiary strategiczne. Pierwszym jest operacyjna możliwość zaprzeczenia: gdy na ławie oskarżonych zasiada cudzoziemiec, Moskwa może dystansować się od operacji i utrzymywać, że nie ma z nią nic wspólnego. Drugi wymiar jest czysto dezinformacyjny: gdy sprawcami okazują się obywatele Ukrainy, rosyjskie media i kanały propagandowe natychmiast podejmują temat, sugerując, że to Kijów stoi za destabilizacją Polski. Mechanizm ten zadziałał bardzo sprawnie po ataku na tory kolejowe w listopadzie 2025 roku. W pierwszych godzinach po eksplozji rosyjska propagandowa maszyneria zalała polskie media społecznościowe narracją o „ukraińskim sabotażu". Fakt, że sprawcy działali wyraźnie na polecenie FSB, wymagał czasu na weryfikację i komunikat premiera, co dało dezinformacji kilka godzin na rozejście się po sieci.
Ukraińska policja rozbiła w lipcu 2024 roku grupę organizującą podpalenia w Polsce i innych krajach na bezpośrednie zlecenie FSB, potwierdzając, że Rosja systemowo rekrutowała do tych zadań obywateli Ukrainy, zaopatrując ich w sfałszowane dokumenty. Baza rekrutacyjna, jak wskazuje PISM, to przede wszystkim migranci z Europy Wschodniej i rosyjskojęzyczni obywatele krajów, w których prowadzone są akcje dywersyjne, czyli osoby bez silnych więzi z krajem, w którym działają, podatne na naciski finansowe lub szantaż.
Restauracja w Gdyni, skład w Markach, lotnisko w Rzeszowie
Chronologia zidentyfikowanych aktów dywersji pokazuje nie tylko ich skalę, ale i logikę eskalacji. Na początku 2024 roku we Wrocławiu zatrzymano obywatela Ukrainy planującego podpalenie centrum handlowego i pobliskiego marketu budowlanego przy stacji paliw. Działał na zlecenie GRU i był pierwszym weryfikowanym przypadkiem, gdy całą dokumentację operacyjną zlecenia odkryto w telefonie sprawcy: instrukcję, zdjęcia celów i adres portfela kryptowalutowego do odbioru zapłaty.
W maju 2024 roku ABW zatrzymała trzech kolejnych członków grupy dywersyjnej: Białorusinów Stepana K. i Andreia B. oraz polskiego obywatela Kamila K. Akt oskarżenia, który Prokuratura Krajowa złożyła w sierpniu 2025 roku, obejmował łącznie sześć osób: trzech Polaków (Kamil K., Dawid P. i Łukasz K.) oraz trzech Białorusinów (Stepan K., Andrei B. i Jaraslau S.). Zarzuty dotyczyły organizowania i przeprowadzania aktów dywersyjnych, handlu bronią i obrotu środkami odurzającymi. Według ustaleń prokuratury ta sama siatka wcześniej, w 2023 roku, podpaliła włoską restaurację w Gdyni, powodując straty bliskie trzem milionom złotych. W marcu 2024 roku próbowała podpalić magazyn w Gdańsku, a w kwietniu 2024 roku podpaliła składowisko palet w Markach pod Warszawą.
W czerwcu 2024 roku prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko dwóm obywatelom Rosji: Andriejowi G. i Aleksiejowi T., oskarżonym o udział w działalności obcego wywiadu. W lipcu 2025 roku ABW ujawniła dwa duże pożary składów budowlanych na Mazowszu z maja 2024 roku, oficjalnie przyznając, że były „zlecone, nadzorowane i finansowane przez osobę powiązaną z rosyjskimi służbami specjalnymi". Natomiast w październiku 2025 roku Prokuratura Krajowa oskarżyła dwoje obywateli Rosji, Igora R. i Irinę R., o spowodowanie bezpośredniego niebezpieczeństwa wybuchu i udział w działalności obcego wywiadu.
Agent „Andrzej" i siatka 30 osób
Spośród wszystkich ujawnionych przypadków najbardziej rozbudowaną strukturę operacyjną miała siatka kierowana przez 28-letniego Rosjanina Michaiła Mirgorodskiego, działającego pod pseudonimem „Andrzej". W grudniu 2025 roku Prokuratura Krajowa przedstawiła mu pięć zarzutów: założenie i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, organizowanie i kierowanie działalnością obcego wywiadu, sprawstwo kierownicze w zakresie usiłowania sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym, nakłanianie do stosowania przemocy i niszczenia mienia oraz finansowanie przestępstw o charakterze terrorystycznym.
Mirgorodski był zadłużony wobec rosyjskich banków na pół miliona rubli, kiedy zwerbowały go rosyjskie służby. Nigdy fizycznie nie przekroczył granicy Polski. Całą siatką kierował zdalnie z terytorium Federacji Rosyjskiej, wyłącznie przez komunikator Telegram. W skład grupy wchodziło co najmniej 30 osób z różnych krajów, działających w okresie od 1 października 2022 roku do czerwca 2023 roku. Prokuratura Krajowa ujawniła, że wśród zlecanych zadań znalazło się nakłanianie do wykolejenia pociągu, co bezpośrednio wiązało prowadzoną przez niego operację z zagrożeniem dla życia pasażerów. Prokuratura wydała za Mirgorodskim list gończy, lecz realne szanse na jego ekstradycję z terytorium Rosji są bliskie zeru.
Wysadzenie torów. Kulminacja eskalacji
O tym, że rosyjska dywersja weszła w nową fazę, Polska przekonała się w nocy z 15 na 16 listopada 2025 roku. W okolicach stacji PKP Mika pod Garwolinem wysadzono metrowy fragment toru na linii kolejowej nr 7 Warszawa Wschodnia-Dorohusk. To magistrala o strategicznym znaczeniu: łączy Warszawę z Lublinem i prowadzi dalej do granicy z Ukrainą, którą transportowany jest sprzęt wojskowy i pomoc humanitarna dla Kijowa.
Drugiego dnia, 17 listopada, na torach znaleziono kolejne uszkodzenia, a pociąg przewożący 475 pasażerów musiał gwałtownie hamować z powodu uszkodzonej infrastruktury. Prokuratura Krajowa postawiła zarzuty dwóm obywatelom Ukrainy: Oleksandrowi K. i Yevheniiowi I. Zarzuty dotyczyły dokonania aktów dywersji o charakterze terrorystycznym na rzecz wywiadu Federacji Rosyjskiej, polegających na uszkodzeniu infrastruktury kolejowej i spowodowaniu bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. Jeden z nich był uprzednio skazany przez sąd we Lwowie za dywersję, drugi przyjechał z Donbasu przez Białoruś.
Instytut Studiów nad Wojną (ISW) ocenił w tym samym tygodniu, że dywersja na polskiej kolei wpisuje się w intensyfikowaną przez Rosję kampanię mającą na celu destabilizację Europy. Premier Tusk potwierdził, że eksplozja miała na celu wysadzenie pociągu. Konsekwencją było wprowadzenie 19 listopada 2025 roku trzeciego stopnia alarmowego CHARLIE dla linii zarządzanych przez PKP PLK i PKP Linię Hutniczo-Szerokotorową, obowiązującego do 28 lutego 2026 roku. Trzy dni później, 21 listopada, ruszyła wojskowa operacja „Horyzont", która postawiła wzdłuż kluczowych tras kolejowych żołnierzy Wojska Polskiego i funkcjonariuszy służb.
Raport ABW stwierdza w tym kontekście, że rosyjskie służby specjalne przy planowaniu i realizacji operacji dywersyjnych na terytorium Polski akceptowały ryzyko wystąpienia ofiar śmiertelnych. Wypowiedziane przez szefa ABW słowo „akceptowały" ma tu znaczenie precyzyjne i nieprzypadkowe: ryzyko śmierci pasażerów wykolejającego się pociągu nie było dla autorów operacji przeszkodą, lecz wkalkulowanym elementem scenariusza.
GRU i FSB. Podział zadań
Raport ABW precyzuje, że za rosyjską dywersją na terytorium Polski stoją dwie wyspecjalizowane instytucje o różnych, choć coraz bardziej zachodzących na siebie obszarach odpowiedzialności. GRU, wojskowy wywiad Sztabu Generalnego, tradycyjnie skupia się na celach wojskowych: rozpoznaniu baz, tras transportu uzbrojenia, infrastruktury łączności. FSB, cywilna Federalna Służba Bezpieczeństwa, koncentruje się na infrastrukturze krytycznej i obiektach cywilnych o potencjalnym efekcie psychologicznym i medialnym.
W praktyce lat 2024–2025 ten historyczny podział zatarł się niemal całkowicie. Obydwie służby prowadziły operacje zarówno wobec celów wojskowych, jak i cywilnych, korzystając z tych samych kanałów rekrutacji i tych samych sieci pośredników. Potwierdziło się to dobitnie w sprawie siatki koordynowanej przez GRU z Litwy: ta sama struktura, której członkowie działali w Polsce, próbowała wysadzić centrum handlowe w Szawlach i podpalić zakłady przemysłowe w Rumunii i Czechach, przy czym werbunkowi nastoletnich wykonawców towarzyszyła obietnica samochodu i dziesięciu tysięcy euro gotówki.
Konsulaty zamknięte, chatbot uruchomiony
Polska odpowiedź na rosyjską agresję wywiadowczą przyjmuje charakter zarówno dyplomatyczny, jak i technologiczny. W ciągu dwóch lat zamknięto trzy rosyjskie konsulaty generalne: w Poznaniu w listopadzie 2024 roku, w Krakowie w czerwcu 2025 roku i w Gdańsku w listopadzie 2025 roku. Każda z tych decyzji była bezpośrednią odpowiedzią na konkretne, udokumentowane przez ABW akty dywersji lub działalność wywiadowczą z terenu objętego konsulatem. Zamknięcie placówki w Gdańsku nastąpiło w tym samym tygodniu, w którym premier Tusk ogłosił wyniki śledztwa dotyczącego ataku na tory kolejowe.
Na poziomie operacyjnym ABW uruchomiła w grudniu 2025 roku chatbota @ABW_STOPdywersji_bot działającego na Telegramie, tej samej platformie, którą rosyjskie służby wykorzystują do rekrutacji agentów. Narzędzie umożliwia anonimowe i zaszyfrowane zgłaszanie prób werbunku i przypadków kontaktu ze strony obcych służb. Działa w czterech językach: polskim, angielskim, ukraińskim i rosyjskim, co precyzyjnie odzwierciedla demografię osób, które rosyjskie służby najchętniej werbują i które jednocześnie najczęściej zgłaszają próby kontaktu.
Wnioski analityczne
Dane zawarte w raporcie ABW i uzupełniający je materiał procesowy z polskich sądów pozwalają na sformułowanie kilku obserwacji wykraczających poza ramy bieżącego komentarza.
Rosja zdecydowała się na systematyczną i długofalową operację dywersyjną przeciwko Polsce, której intensywność rośnie proporcjonalnie do wsparcia, jakiego Warszawa udziela Ukrainie. Każda kolejna dostawa uzbrojenia, każda polityczna deklaracja i każda zamknięta rosyjska placówka konsularna skutkuje wzrostem liczby zidentyfikowanych operacji wywiadowczych. Korelacja jest zbyt regularna, żeby była przypadkowa.
Zmiana modelu operacyjnego, od jednorazowej agentury do hermetycznych komórek przestępczych zarządzanych zdalnie, sprawia, że tradycyjne metody kontrwywiadu skupione na identyfikacji i neutralizacji pojedynczego agenta stają się niewystarczające. Schwytanie wykonawcy nie przerywa operacji, bo koordynator siedzi bezpiecznie w Moskwie, a kolejni rekruci czekają w kolejce odpowiadając na ogłoszenia na Telegramie.
Masowa rekrutacja przez internet i rozliczenia w kryptowalutach radykalnie obniżają próg wejścia do rosyjskiej machiny sabotażu. Każdy, kto szuka łatwego zarobku i trafi na odpowiednie ogłoszenie, a każdy, kogo można zastraszyć lub szantażować, może nieświadomie lub wbrew własnej woli stać się elementem operacji planowanej w Moskwie. Sytuacja jest nowym rodzajem zagrożenia, na które prawo karne i instytucje bezpieczeństwa nie były projektowane.
Ujawnione przez ABW liczby to dokument stanu faktycznego, nie jego pełny obraz. Agencja przyznaje to explicite: większość efektów kontrwywiadowczych nigdy nie trafia do publicznych akt. Fakt, że jesteśmy w stanie opisać 69 postępowań, sto kilkadziesiąt zatrzymań i dziesiątki konkretnych przypadków, świadczy o skuteczności polskiego kontrwywiadu. Skala tego, czego nie wiemy, jest z definicji nieznana, i to właśnie powinno budzić najpoważniejszy niepokój.

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy...
Dodaj komentarz
Twój e-mail będzie widoczny tylko dla administratora. Wszystkie komentarze są moderowane i pojawią się po akceptacji.