W marcu 1968 r. na północnym Pacyfiku zaginął radziecki okręt podwodny K-129 z trzema pociskami jądrowymi i 98 marynarzami na pokładzie. Związek Radziecki nie zdołał odnaleźć wraku. Amerykanie znaleźli go po kilku miesiącach, na głębokości ponad 5 km. Przez następne sześć lat CIA pod przykrywką przedsięwzięcia górniczego miliardera Howarda Hughesa zbudowała statek „Hughes Glomar Explorer”, jedyny na świecie zdolny podnieść z takiej głębokości ciężar porównywalny z okrętem. W sierpniu 1974 r., na oczach radzieckich jednostek obserwacyjnych, statek wyciągnął z dna fragment K-129. Najcenniejsza część wraku urwała się jednak w trakcie podnoszenia i wróciła na dno. Operacja o kryptonimie Azorian kosztowała około 500 mln ówczesnych dolarów. Ujawniona przez prasę w 1975 r., zostawiła po sobie formułę, którą instytucje państwowe na całym świecie do dziś odpowiadają na niewygodne pytania: „nie możemy ani potwierdzić, ani zaprzeczyć”.
Ostrzeżenie, którego nie potraktowano poważnie
Pod koniec 1970 r. radziecki attaché morski w ambasadzie ZSRR w Waszyngtonie otrzymał anonimowy list. Nadawca ostrzegał, że CIA szuka na Pacyfiku okrętu podwodnego, który zatonął w marcu 1968 r. (Maritime Reporter). Norman Polmar, jeden z najbardziej cenionych amerykańskich historyków marynarki wojennej, opisał to w magazynie „Proceedings” Instytutu Marynarki Wojennej USA. Według niego ktoś, kogo tożsamości do dziś publicznie nie ustalono, zostawił w ambasadzie notatkę o planowanej próbie wydobycia radzieckiego okrętu. Notatka nie była szczegółowa, ale kierownictwo floty ZSRR od razu pomyślało o K-129. Uznało jednak, że głębokości w środkowej części Pacyfiku wykluczają jakąkolwiek operację ratowniczą, a już zwłaszcza tajną (U.S. Naval Institute, Proceedings).
Recenzja literatury przedmiotu w wewnętrznym kwartalniku analitycznym CIA „Studies in Intelligence” potwierdza tę wersję. Operację przeprowadzono „jednocześnie w tajemnicy i na widoku”, a mimo sygnału od anonimowego, wciąż niezidentyfikowanego informatora Sowieci najwyraźniej nie zareagowali, bo przedsięwzięcie wydawało im się technicznie niewykonalne (CIA, The Glomar Explorer in Film and Print). Po rozpadzie ZSRR wyszło na jaw, że ambasador Anatolij Dobrynin wysyłał później do dowództwa floty pilne depesze z ostrzeżeniem, że operacja jest bliska. Radzieccy inżynierowie wojskowi przyznali wtedy, że wydobycie okrętu jest możliwe, choć mało prawdopodobne. Jednostki w rejonie dostały rozkaz meldowania o każdej nietypowej aktywności. Moskwa nie wiedziała jednak, gdzie dokładnie leży wrak, więc nie miała czego pilnować (Wikipedia – Project Azorian).
Treść ostrzeżenia była prawdziwa. Zanim ktokolwiek w Moskwie potraktował je poważnie, CIA zdążyła zbudować statek, przewieźć go wokół Ameryki Południowej, zamontować w nim największy chwytak w historii techniki morskiej i wysłać go na miejsce katastrofy.
Okręt, który miał zostać w porcie
K-129 był okrętem podwodnym projektu 629A, w kodzie NATO oznaczanym jako Golf II. Miał napęd spalinowo-elektryczny: pod wodą zasilały go akumulatory, a na powierzchni lub tuż pod nią – silniki wysokoprężne. W wydłużonym kiosku, czyli nadbudówce wystającej ponad kadłub, mieścił trzy pociski balistyczne z głowicami jądrowymi o mocy jednej megatony każda (National Security Archive). Były to pociski R-21 (w kodzie NATO SS-N-5 Serb), pierwsze radzieckie pociski balistyczne, które dało się odpalić spod wody (U.S. Naval Institute, Proceedings). Część amerykańskich materiałów, w tym ekspozycja muzeum CIA, określa je jako SS-N-4 (CIA Museum, Project AZORIAN). Okręt przewoził też torpedy, w tym dwie z głowicami jądrowymi.
Dowodził nim komandor (kapitan pierwszej rangi) Władimir Iwanowicz Kobzar, Ukrainiec, absolwent Wyższej Szkoły Inżynierii Morskiej w Sewastopolu i szkoły okrętów podwodnych w Leningradzie. Na K-129 służył od 1964 r. To on wprowadził jednostkę do stoczni Dalzawod we Władywostoku na trzyletnią przebudowę i remont. Najpełniejszy dziś opis ostatniego rejsu, opublikowany w 2024 r. w magazynie „Naval History”, pochodzi od anonimowego uczestnika Projektu Azorian. Był on jedynym byłym oficerem okrętów podwodnych na pokładzie „Glomar Explorer”, a wcześniej jedynym specjalistą od okrętów podwodnych w Agencji Wywiadu Obronnego (DIA). Opisuje Kobzara jako wysokiego mężczyznę o krzaczastych brwiach i uśmiechniętych oczach, z nienaganną opinią w połowie kariery (U.S. Naval Institute, Naval History 2024). Josh Dean, autor książki „The Taking of K-129”, podaje, że Kobzar miał wówczas 38 lat (The National Interest).
K-129 nie miał wyjść w ten rejs. 9 lutego 1968 r. Centralne Dowództwo Marynarki Wojennej w Moskwie poleciło, by do 24 lutego okręt przeszedł na stanowisko patrolowe w rejonie Hawajów. Okręt wrócił pod komendę załogi dopiero 13 lutego, więc na przygotowania zostało 11 dni. Oficjalnie dowództwo tłumaczyło to tym, że okręt o napędzie jądrowym typu Echo II z rejonu Władywostoku, wyznaczony wcześniej do tego zadania, miał problemy techniczne i nie mógł wypłynąć. Autor relacji w „Naval History” uważa jednak, że był to pretekst. Jego zdaniem w ręce Rosjan trafiły właśnie kluczowe dane o łączności amerykańskiej marynarki – od siatki szpiegowskiej Johna Walkera, z przejętego okrętu rozpoznawczego USS „Pueblo”, ze źródeł wietnamskich albo z kilku z nich naraz. Okręt na stanowisku pod Hawajami mógł przechwytywać łączność między lądem a okrętami US Navy i sprawdzić, czy zdobyte informacje są autentyczne (U.S. Naval Institute, Naval History 2024).
W ostatniej chwili zmieniono też skład załogi. Standardowo liczyła ona 13 oficerów i 70 marynarzy. Przed wyjściem w morze powiększono ją do 14 oficerów i 84 marynarzy, w tym dziesięciu specjalnie przeszkolonych ludzi bez żadnego doświadczenia morskiego (U.S. Naval Institute, Naval History 2024). Według Polmara aż 40 z 98 członków załogi było na tym okręcie nowych (U.S. Naval Institute, Proceedings). Josh Dean zwraca uwagę, że na pokładzie znajdował się też specjalista od szyfrów z KGB (The National Interest). Bezpośredni przełożony Kobzara, dowódca dywizji kontradmirał Wiktor Dygało, do końca życia był przekonany, że okręt zniszczyły okoliczności zewnętrzne, a nie pośpiech (U.S. Naval Institute, Naval History 2024).
Ostatni rejs
24 lutego 1968 r., krótko po północy, K-129 odcumował od nabrzeża załadunku uzbrojenia w południowo-zachodniej części zatoki Tarja na Kamczatce. Około 1.30 minął lewą burtą skały Trzech Braci u wejścia do Zatoki Awaczyńskiej, wyszedł na Pacyfik, zanurzył się i obrał kurs na południe. Wysłał do Moskwy krótki, skompresowany sygnał radiowy z potwierdzeniem, że jest w drodze (U.S. Naval Institute, Naval History 2024). Literatura nie jest w tej sprawie jednolita. Opis wydawniczy książki Deana mówi o wczesnych godzinach 25 lutego (Amazon – opis książki Josha Deana), a odtajniona historia CIA podaje datę 1 marca 1968 r. (National Security Archive). Patrol miał trwać 70 dni (The Cold File).
Kobzar wiózł zapieczętowane rozkazy. Według Deana kopertę opatrzono poleceniem: „Otworzyć trzeciego dnia po opuszczeniu bazy”. Na wypadek wojny okręt miał zaatakować trzy kluczowe amerykańskie instalacje wojskowe na wyspie Oahu: bazę Pearl Harbor, bazę lotniczą Hickam i dowództwo sił USA na Pacyfiku (Amazon – opis książki Josha Deana).
Zgodnie z procedurą okręt miał dotrzeć do półmetka trasy przed północą 8 marca i zameldować to krótkim sygnałem. Meldunek nie nadszedł. Kiedy K-129 nie odezwał się także w kolejnym zaplanowanym terminie, 10 marca, Moskwa zarządziła akcję poszukiwawczo-ratowniczą (U.S. Naval Institute, Naval History 2024). Według „The Wall Street Journal” łączność z okrętem utracono 8 marca, a poszukiwania ruszyły następnego dnia (The Wall Street Journal).
Flota Pacyfiku uznała okręt za zaginiony w połowie marca. Do poszukiwań skierowała około 40 okrętów nawodnych, okrętów podwodnych i samolotów dalekiego zasięgu. Przeczesały one tysiące mil kwadratowych oceanu (The Cold File). „The Wall Street Journal” szacuje przeszukany obszar na milion mil kwadratowych (The Wall Street Journal). Nie znaleziono niczego. Władze ZSRR nie wydały żadnego komunikatu. Uznano, że okręt zaginął z 98 ludźmi na pokładzie (Naval Technology). Rodzinom powiedziano tylko, że marynarze zginęli. Ich nazwisk przez ponad 25 lat nie wolno było publikować (CIA, The Glomar Explorer in Film and Print).
Co usłyszały hydrofony
Moskwa nie wiedziała, gdzie szukać. Waszyngton wiedział. Na dnie Pacyfiku pracowała amerykańska sieć hydrofonów, czyli podwodnych mikrofonów. Jedną jej część tworzył SOSUS (Sound Surveillance System), system nasłuchu dna morskiego zbudowany przez marynarkę wojenną do śledzenia radzieckich okrętów podwodnych. Drugą były czujniki Centrum Technicznych Zastosowań Sił Powietrznych USA (AFTAC – Air Force Technical Applications Center), które odpowiadało za wykrywanie prób jądrowych na świecie (Wikipedia – Soviet submarine K-129).
Czujniki zarejestrowały zdarzenie akustyczne odpowiadające implozji okrętu, czyli zgnieceniu kadłuba przez ciśnienie wody. Specjaliści porównali czas dotarcia sygnału do stacji nasłuchowych marynarki w Point Sur w Kalifornii i na wyspie Adak na Aleutach. Na tej podstawie wyznaczyli źródło dźwięku w pobliżu 40 stopnia szerokości północnej, przy linii zmiany daty. Dane analizował zespół Biura Projektów Specjalnych marynarki kierowany przez dr. Johna P. Cravena (The Cold File). Craven był jednym z twórców amerykańskiego programu głębinowego.
Data katastrofy do dziś budzi spory. Źródła radzieckie i rosyjskie, a za nimi część literatury, przyjmują 8 marca 1968 r. (Naval Technology). Polmar, opierając się na amerykańskich danych akustycznych, wskazuje północ z 11 na 12 marca (U.S. Naval Institute, Proceedings). Autor relacji w „Naval History” podaje jeszcze dokładniej: 11 marca, 22.10 czasu Pietropawłowska, czyli 0.10 czasu Greenwich. Tę godzinę miał wskazywać zegar w przednim przedziale torpedowym (U.S. Naval Institute, Naval History 2024).
Trzy hipotezy, żadnej pewności
Przyczyny zatonięcia nigdy oficjalnie nie ustalono. W debacie liczą się trzy hipotezy.
Pierwsza zakłada katastrofę spowodowaną własnym uzbrojeniem. Polmar, analizując amerykańskie dane akustyczne i zdjęcia wraku, uznał, że najbardziej prawdopodobny był przypadkowy zapłon silników dwóch pocisków R-21 wewnątrz wyrzutni (U.S. Naval Institute, Proceedings). Pocisk napędzany płynnym paliwem rakietowym, uruchomiony w zamkniętym kiosku, mógł przepalić wyrzutnię i kadłub, a toksyczne opary utleniacza w ciągu kilkudziesięciu sekund obezwładniłyby załogę. Zgodne z tą wersją było to, co później pokazały zdjęcia: brak dwóch tylnych wyrzutni.
Druga hipoteza mówi o awarii instalacji chrap. Chrapy to wysuwany maszt, przez który okręt płynący tuż pod powierzchnią zasysa powietrze do silników wysokoprężnych i ładuje akumulatory. Autor relacji w „Naval History” uważa, że zawiódł zawór głowicy chrap albo rurociągi tego systemu, a błąd człowieka dopełnił reszty. Woda morska miała wedrzeć się do przedziału silnikowego i przez przewody wentylacyjne szybko zalać kolejne przedziały. Mogła też dotrzeć do rufowej komory akumulatorów i wywołać zwarcia, pożar baterii i zadymienie. Według jego szacunków woda zaczęła wlewać się do okrętu około dziesięciu minut przed trzema zdarzeniami akustycznymi zarejestrowanymi przez hydrofony (U.S. Naval Institute, Naval History 2024). Podobną przyczynę – zejście poniżej dopuszczalnej głębokości podczas pracy na chrapach i zalanie okrętu – wskazywała oficjalna wersja radzieckiej marynarki (1440 Review).
Trzecia hipoteza, popularna w Rosji do dziś, zakłada zderzenie z amerykańskim okrętem podwodnym. Jej najbardziej znanym zwolennikiem był kontradmirał Dygało. Przez lata twierdził, że K-129 staranował USS „Swordfish” (SSN-579). Powoływał się na to, że radziecki okręt rozpoznawczy odszyfrował depeszę „Swordfisha” do bazy w Jokosuce, z której wynikało, że wraca on do portu „po wypadku na morzu”. US Navy wyjaśniała, że „Swordfish” uszkodził peryskop na polu lodowym na Morzu Japońskim, a w chwili zaginięcia K-129 znajdował się od niego 200 mil morskich. Autor relacji w „Naval History” odrzuca tę wersję. Dwa główne fragmenty wraku leżą stosunkowo blisko siebie, co jego zdaniem nie pasuje do kolizji. „»Swordfish« nie zatopił K-129” – pisze (U.S. Naval Institute, Naval History 2024). Rozważano też wybuch wodoru wydzielającego się z akumulatorów (Business Insider).
Żadnej z tych hipotez nie da się dziś definitywnie potwierdzić. Fragmenty wraku, które mogłyby rozstrzygnąć, czy doszło do zapłonu paliwa rakietowego, czy do pożaru akumulatorów, w 1974 r. wróciły na dno (The Cold File).
Skarb na głębokości pięciu kilometrów
Dla amerykańskiego wywiadu wrak był bezcenny. K-129 przewoził pociski balistyczne z głowicami jądrowymi, torpedy jądrowe, urządzenia kryptograficzne i maszyny szyfrujące używane w łączności radzieckich okrętów podwodnych (Interesting Engineering). Żadna zachodnia służba nie miała nigdy w rękach takiego sprzętu.
Do tej pory Amerykanie odtwarzali parametry radzieckiej broni głównie z rozpoznania technicznego: zdjęć satelitarnych, pomiarów telemetrycznych z prób rakietowych i rozpoznania sygnałowego (SIGINT – Signals Intelligence, czyli wywiadu opartego na przechwytywaniu sygnałów elektronicznych i łączności). Fizyczny dostęp do głowicy pozwoliłby poznać konstrukcję ładunku, zabezpieczenia i niezawodność radzieckiej broni jądrowej. Maszyny szyfrujące i dokumenty kodowe dawały szansę na odczytanie łączności radzieckiej floty podwodnej, przynajmniej tej z 1968 r. Wiedzę o procedurach można było wykorzystać do analizy nowszych systemów. W 1970 r. sekretarz obrony Melvin Laird i doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Henry Kissinger zaproponowali tajne wydobycie wraku. Chodziło o zbadanie radzieckiej technologii rakiet jądrowych i ewentualne przejęcie materiałów kryptograficznych (Wikipedia – Project Azorian).
Okręt, który łowił wraki
Najpierw trzeba było wrak zobaczyć. Marynarka wysłała USS „Halibut” (SSGN-587), atomowy okręt podwodny przebudowany z nosiciela pocisków manewrujących na tajną platformę poszukiwań głębinowych. W lipcu 1968 r. okręt wypłynął z Pearl Harbor w ramach operacji „Sand Dollar” (Wikipedia – Project Azorian). Holował urządzenie, które załoga nazywała „rybą” (Fish). Był to zestaw kamer, lamp i sonaru na kablu długości około 25 tys. stóp, czyli blisko 7,6 km (Invention & Technology).
Po około trzech tygodniach poszukiwań, mniej więcej 20 sierpnia 1968 r., kamery „Halibuta” zarejestrowały wrak (The Cold File). K-129 leżał na prawej burcie na głębokości około 16,5 tys. stóp, czyli ponad 5 km, około 1560 mil na północny zachód od Hawajów (National Security Archive). Kadłub był przełamany tuż za kioskiem. Załoga „Halibuta” wykonała ponad 20 tys. zdjęć. Trafiły one do Narodowego Centrum Interpretacji Fotograficznej (NPIC), jednostki CIA analizującej zdjęcia rozpoznawcze. Prezydent Lyndon B. Johnson przyznał załodze niejawne Prezydenckie Wyróżnienie Jednostki (Wikipedia – Project Azorian).
Zdjęcia przesądziły o dalszych losach sprawy. Dwóch tylnych wyrzutni pocisków już nie było. Pokrywa przedniej wyrzutni, oznaczonej numerem jeden, wyglądała jednak na nienaruszoną (Invention & Technology). Oznaczało to, że w środku może tkwić cały pocisk R-21 z głowicą. W przedniej części kadłuba, przed przełamaniem, znajdowały się przedziały torpedowe, kwatery i pomieszczenie łączności – a więc najpewniej także materiały kryptograficzne.
Od memorandum Packarda do decyzji Nixona
1 kwietnia 1969 r. zastępca sekretarza obrony David Packard skierował memorandum do dyrektora CIA Richarda Helmsa. Prosił o analizę, co da się zrobić w najbliższych latach, by wydobyć istotne elementy wraku, i o przejęcie przez CIA kierownictwa nad sprawą (CIA, Project Azorian – The Story of the Hughes Glomar Explorer, kopia w The Black Vault). 1 lipca 1969 r. w Dyrektoriacie Nauki i Technologii CIA utworzono zespół zadaniowy Projektu Azorian. Kierował nim John Parangosky. Jego zastępcą został kmdr Ernest J. „Zeke” Zellmer, absolwent Akademii Marynarki Wojennej i oficer okrętów podwodnych z czasów II wojny światowej (Invention & Technology, National Security Archive).
W sierpniu 1969 r. prezydent Richard Nixon zatwierdził utworzenie zespołu. 19 sierpnia Helms objął informacje o projekcie specjalnym przedziałem bezpieczeństwa o nazwie „Jennifer”. W języku służb przedział (ang. compartment) to wydzielona kategoria informacji niejawnych, do której dostęp ma wyłącznie imiennie wskazana grupa osób, niezależnie od posiadanego poziomu poświadczenia bezpieczeństwa. Wyżsi rangą przedstawiciele wywiadu oceniali wtedy szanse powodzenia na 10 proc. (National Security Archive).
Analitycy rozważali kilka koncepcji: wynurzenie wraku za pomocą pływaków, podniesienie go balonami wypełnionymi gazem, a nawet rozcięcie kadłuba na dnie. Wybrano rozwiązanie najprostsze w założeniach i najtrudniejsze w wykonaniu: opuścić z powierzchni na długiej kolumnie stalowych rur ogromny chwytak, objąć nim przednią część okrętu i wciągnąć ją do wnętrza statku. CIA szacowała, że fragment do podniesienia waży około 1750 t i ma 132 stopy, czyli około 40 m długości (CIA, The Exposing of Project AZORIAN).
Przygotowania trwały latami, a wartość zdobyczy malała z każdym rokiem. Do 1972 r. przeciwko projektowi opowiedzieli się m.in. zastępca sekretarza obrony, przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, szef operacji morskich i dyrektor DIA. Helms przekonywał, że wartość wywiadowcza pozostaje znacząca, ryzyko techniczne jest akceptowalne, a przerwanie prac byłoby kosztowne. 11 grudnia 1972 r. Nixon zdecydował o kontynuacji (National Security Archive).
Miliarder jako przykrywka
Problem techniczny był ogromny, ale równie trudne było utrzymanie tajemnicy. Statek, który przez tygodnie stoi w jednym miejscu na wodach międzynarodowych, w rejonie zaginięcia radzieckiego okrętu, musiał zwrócić uwagę. Północny Pacyfik był patrolowany przez radzieckie okręty rozpoznawcze. Operacja potrzebowała legendy, czyli wiarygodnej historii przykrycia – takiej, która wyjaśniłaby, po co wielki i nietypowy statek miesiącami pracuje nad konkretnym punktem dna oceanu.
Legendę dostarczył Howard Hughes – lotnik, konstruktor, producent filmowy i jeden z najbogatszych ludzi świata, znany z ekscentryczności i obsesji na punkcie prywatności. Jego Summa Corporation była spółką prywatną, bez akcjonariuszy i bez obowiązku publicznego raportowania. Reputacja Hughesa sprawiała, że nawet najdziwniejsze przedsięwzięcie z jego nazwiskiem w tle nikogo nie zaskakiwało. Oficjalnie statek miał prowadzić prace badawcze na skrajnych głębokościach i wydobywać z dna konkrecje manganowe (CIA, The Exposing of Project AZORIAN). Konkrecje to bulwiaste skupiska minerałów, bogate w mangan, nikiel, miedź i kobalt, które zalegają na dnie oceanów. Na początku lat 70. przemysł wydobywczy poważnie się nimi interesował, więc legenda była wiarygodna. Polmar i Michael White, autorzy monografii „Project Azorian”, zwracają uwagę na paradoks tej sytuacji: wybór Hughesa zapewniał przykrywkę, ale jednocześnie skupiał na przedsięwzięciu uwagę dziennikarzy (CIA, The Glomar Explorer in Film and Print).
Projekt i budowę statku powierzono firmie Global Marine z Los Angeles, specjalizującej się w głębokich odwiertach morskich, której jednostki wiertnicze nosiły nazwy z przedrostkiem „Glomar”. Chwytak powstał w zakładach Lockheeda w Redwood City w Kalifornii (The Cold File). Na pokładzie podczas misji pracowali obok specjalistów CIA inżynierowie i technicy z Global Marine, Honeywella, Lockheed Ocean Systems i Mechanics Research Institute (Invention & Technology). Głównym architektem statku był według Uniwersytetu Michigan jego absolwent John Graham (University of Michigan Heritage Project).
Statek z basenem w środku
Statek zbudowała stocznia Sun Shipbuilding w Chester w Pensylwanii (The Cold File). Nazwano go „Hughes Glomar Explorer”. Miał 618 stóp i 8 cali, czyli około 188,6 m długości, oraz 115 stóp i 8,5 cala, czyli około 35,3 m szerokości (Invention & Technology). Jego wyporność wynosiła około 50 tys. ton (Wikipedia – Glomar Explorer). Pierwotnie miał mieć niespełna 106 stóp szerokości, by zmieścić się w liczących 110 stóp śluzach Kanału Panamskiego. Obawy o stateczność sprawiły, że kadłub poszerzono o 10 stóp. Tym samym statek nie mógł przepłynąć przez kanał i do Pacyfiku musiał dotrzeć wokół przylądka Horn. Rejs oszacowano na około 50 dni (Invention & Technology).
Statek zwodowano 4 listopada 1972 r. podczas uroczystości z szampanem. Przemawiali prezes Global Marine Robert F. Bauer i Paul Reeve, dyrektor działu górnictwa oceanicznego Hughes Tool Company (CIA, Project Azorian, kopia w The Black Vault). Goście oglądali jednostkę, która z zewnątrz przypominała przerośnięty statek wiertniczy: z wysoką wieżą do składania rur pośrodku pokładu, przypominającą wieżę wiertniczą na polu naftowym (Invention & Technology). Prawie nikt z zebranych nie wiedział, do czego naprawdę miała służyć.
Sercem statku był moon pool, czyli wewnętrzny dok – szyb w środku kadłuba, otwarty od spodu. W „Glomar Explorer” miał on 199 stóp długości, 74 stopy szerokości i co najmniej 65 stóp wysokości, czyli mniej więcej 61 na 23 m przy wysokości 20 m. Zaprojektowano go tak, by pomieścił chwytak o masie około 2 tys. ton i fragment okrętu ważący do 2 tys. ton i liczący około 136 stóp długości. Od dołu zamykały go dwa ruchome wrota, każde grube na 9 stóp, szerokie na 80 i długie na 98 stóp. Przesuwały się po szynach, a pompowane do ich wnętrza powietrze dociskało uszczelkę z twardej gumy, dzięki czemu dok dało się osuszyć (Invention & Technology). Wszystko, co działo się w moon poolu, pozostawało niewidoczne zarówno z pokładów obserwujących statek jednostek, jak i z satelitów.
Nad dokiem wznosił się system podnoszenia. Jego podstawą była platforma na zawieszeniu kardanowym (gimbal), czyli ruchomym przegubie, który izolował zawieszony ciężar od kołysania statku. Zewnętrzny pierścień platformy miał 40 na 40 stóp i spoczywał na czterech łożyskach o nośności 5 tys. ton każde. Pionowe ruchy kadłuba na fali niwelował kompensator falowania – układ hydrauliczno-pneumatyczny z dwoma ogromnymi siłownikami, działający jak gigantyczna sprężyna. Główny system hydrauliczny miał udźwig 8 tys. ton. Tyle miała ważyć kolumna rur o długości 17 tys. stóp razem z chwytakiem i podnoszonym obiektem. Konstruktorzy zakładali, że system będzie opuszczał lub podnosił rury z prędkością 18 stóp na minutę. W praktyce pracował znacznie wolniej. Na pokładzie mieściło się 17 tys. stóp rur, czyli około 5,2 km, w 60-stopowych odcinkach. Ważyły łącznie około 4250 t. Urządzenia transportowe podawały je do wieży bez przerwy, w dzień i w nocy, w większości warunków pogodowych (Invention & Technology).
Na dziobie i rufie zamontowano pędniki, które w połączeniu z automatycznym systemem utrzymywania pozycji pozwalały statkowi stać nad jednym punktem dna. Specjaliści nazywają to dynamicznym pozycjonowaniem – utrzymywaniem jednostki w miejscu bez kotwic, za pomocą sterowanych komputerowo pędników. Po obu stronach doku umieszczono dwie półsztywne kolumny dokujące, każda długości 200 stóp. Opuszczane pod kadłub, chwytały specjalne trzpienie na chwytaku i wprowadzały go do szybu. Mogły się wychylać o siedem stopni do przodu i do tyłu (Invention & Technology).
W 2006 r. Amerykańskie Stowarzyszenie Inżynierów Mechaników (ASME) wpisało „Hughes Glomar Explorer” na listę historycznych zabytków inżynierii mechanicznej (ASME).
Clementine
Na końcu kolumny rur wisiał chwytak. Oficjalnie nazywano go pojazdem przechwytującym (Capture Vehicle), a nieoficjalnie – „Clementine” (Wikipedia – Project Azorian). Ważył 2170 t na powietrzu i 1864 t w wodzie. Jego kręgosłup stanowiły dwie potężne stalowe belki długości 179 stóp i szerokości 31 stóp. Do nich zamocowano osiem hydraulicznych ramion chwytających, które miały wsunąć się pod okręt i objąć go od spodu. K-129 leżał na prawej burcie, dlatego ramiona rozmieszczono niesymetrycznie. Pięć ramion – o numerach 2, 4, 5, 6 i 8 – znalazło się po stronie lewej burty okrętu, a trzy – o numerach 1, 3 i 7 – po stronie prawej. Między nimi zostawiono miejsce na kiosk (Invention & Technology).
Po prawej stronie zamontowano też system zabezpieczenia pocisku: dwie belki, które rozpościerały stalową sieć. Sieć miała przytrzymać pocisk R-21, gdyby wysunął się z uszkodzonej wyrzutni. Chwytak miał 26 reflektorów, 12 kamer, sonar, ciśnieniowe kule chroniące elektronikę, osiem hydraulicznych pędników do precyzyjnego ustawiania nad celem oraz dwa elektryczne pędniki o mocy 15 KM. Te ostatnie zapobiegały obracaniu się chwytaka, które mogłoby rozkręcić kolumnę rur (Invention & Technology).
Do oderwania wraku od dna służyły cztery wysuwane nogi o średnicy 10 stóp i skoku do 40 stóp, zakończone „foremkami do ciastek” (cookie cutters), czyli ostrymi pierścieniami, które wbijały się w osad i kotwiczyły nogi. Woda pompowana pod ciśnieniem przez kolumnę rur pozwalała im wytworzyć siłę ponad 2 tys. ton. Po uwolnieniu okrętu nogi odczepiano i zostawiano na dnie (Invention & Technology).
Clementine zmontowano w tajemnicy wewnątrz barki HMB-1 (Hughes Mining Barge 1). Była to ogromna zadaszona barka z rozsuwanym dachem, zbudowana przez National Steel and Shipbuilding Company w San Diego. Barkę można było zanurzyć. „Glomar Explorer” ustawiał się nad nią, opuszczał kolumny dokujące i wciągał chwytak przez otwarte dno do moon poolu tak, by nikt tego nie zobaczył (Invention & Technology). Do przekazania doszło w zatoce Isthmus Cove przy wyspie Santa Catalina u wybrzeży Kalifornii (CIA, Project Azorian, kopia w The Black Vault). Manewr osłaniał chwytak także przed obserwacją z radzieckich satelitów rozpoznawczych (The Cold File).
Zielone światło
Na początku czerwca 1974 r. wszystko było gotowe. 5 czerwca misję zatwierdził Komitet 40, organ Rady Bezpieczeństwa Narodowego nadzorujący tajne operacje (Departament Stanu USA, Foreign Relations of the United States). 7 czerwca Nixon osobiście dał zgodę, zastrzegając, że prace przy wraku nie mogą ruszyć przed jego powrotem ze szczytu w Moskwie, zaplanowanego na 27 czerwca – 3 lipca (National Security Archive). Trwało odprężenie w stosunkach z ZSRR, a wpadka w trakcie wizyty prezydenta mogła mieć poważne skutki polityczne.
Na pokładzie zaokrętowało się 178 osób – dokładnie tyle, ile mieściły szalupy ratunkowe (CIA, Project Azorian, kopia w The Black Vault). Byli wśród nich specjaliści CIA oraz inżynierowie i technicy firm wykonawczych. Dyrektorem operacji był kmdr Fred Terrell. Na pokładzie przebywało też dziesięciu nurków z różnych instytucji (Invention & Technology).
Historia CIA podaje, że statek wypłynął z Long Beach 20 czerwca 1974 r. (CIA, Project Azorian, kopia w The Black Vault). Polmar i White odnotowują, że w rejs wyruszył spod Long Beach 21 czerwca. Po 13 dniach żeglugi ze średnią prędkością 8 węzłów, 4 lipca o 13.01 czasu lokalnego, dotarł na miejsce – niespełna sześć mil morskich od przecięcia 40 równoleżnika z południkiem 180, czyli z linią zmiany daty (Invention & Technology).
Tajfun, pęknięcia i chory marynarz
Załoga zaczęła od rozmieszczenia na dnie transponderów akustycznych. Są to nadajniki, które odpowiadają na sygnał sonaru i tworzą podwodną siatkę nawigacyjną. Kilka odrzucono, aż ustalono siatkę z sześciu urządzeń. Na powierzchni postawiono dwie boje falowe i skalibrowano system utrzymywania pozycji. 8 lipca otwarto wrota moon poolu i rozpoczęto testy kamer, hydrauliki, dysz wodnych i ramion chwytaka. Przerwało je nadejście tajfunu Gilda. Do 13 lipca statkiem miotały wysokie fale i silny wiatr. Wieczorem 14 lipca w konstrukcjach przedniej i tylnej kolumny dokującej wykryto pęknięcia. Spawanie trwało 72 godziny. 16 lipca, przy fali wysokości 6 stóp, zamknięto wrota doku i wypompowano z niego wodę. Przygotowano się też na ewentualne zejście z pozycji (Invention & Technology).
12 lipca w pobliżu pojawił się brytyjski statek handlowy „Bel Hudson”, który wcześniej przez radio prosił o pomoc medyczną dla członka załogi. Chirurg z „Glomar Explorer”, w towarzystwie technika medycznego i oficera bezpieczeństwa, przeprawił się na jego pokład. Okazało się, że marynarz, u którego podejrzewano zawał, nie miał problemów z sercem. Lekarz zabrał go na amerykański statek na prześwietlenie i leczenie, po czym odesłał go z powrotem. Zapytany przez otwarte radio, czym się zajmuje, „Glomar Explorer” odpowiedział, że prowadzi próby górnicze z prototypową maszyną wydobywczą (CIA, Project Azorian, kopia w The Black Vault). Pomoc wynikała z obowiązku niesienia pomocy na morzu, ale była też zgodna z legendą. Prawdziwy statek górniczy postąpiłby dokładnie tak samo.
Pod okiem „Czażmy”
17 lipca amerykański wywiad uprzedził załogę, że w jej stronę płynie radziecki okręt pomiarowy obsługujący poligon rakietowy i że należy się go spodziewać około 4.00 następnego dnia (Invention & Technology). Rankiem 18 lipca pojawiła się „Czażma” – jednostka długości 459 stóp, czyli około 140 m, z helikopterem na pokładzie. Rano zbliżyła się na 2 mile, a około 14.30 – na milę (CIA, Project Azorian, kopia w The Black Vault). Z jej pokładu wystartował śmigłowiec Ka-25, który krążył nad amerykańskim statkiem, a Rosjanie robili zdjęcia. Później „Czażma” przeszła 500 jardów za rufą „Glomar Explorer” (Invention & Technology).
O 16.30 „Czażma” nawiązała łączność świetlną. Amerykanie odpowiedzieli, że prowadzą głębinowe testy górnicze i spodziewają się zakończyć prace za dwa–trzy tygodnie (Invention & Technology). Około 21.00 radziecki okręt odpłynął, żegnając się słowami: „Życzę wam wszystkiego najlepszego” (CIA, Project Azorian, kopia w The Black Vault). Jak się okazało, zwolniono go z zadania obserwacji, bo kończyły mu się zapasy, i skierowano do Władywostoku (Invention & Technology).
19 lipca pogoda pozwoliła ponownie zalać moon pool i otworzyć wrota. Po sprawdzeniu systemów, 21 lipca o 1.27, w dzienniku podnoszenia (Lift Log) zapisano: „ODDOKOWANY – bardzo gładko”. O 10.00 Clementine zaczęła schodzić w głąb oceanu (Invention & Technology).
Pięć kilometrów stali
22 lipca w pobliżu pojawił się kolejny obserwator – radziecki holownik ratowniczy SB-10 o długości 155 stóp, czyli około 47 m. Amerykanie wielokrotnie ostrzegali go, by trzymał się z daleka (Invention & Technology). Holownik obserwował statek łącznie przez 13 dni i 16 godzin. Wielokrotnie przepływał w odległości 200 stóp (CIA, Project Azorian, kopia w The Black Vault). Z jego pokładu widać było wieżę, rury i ruch na pokładzie. Tego, co działo się pod linią wody, nie widział nikt.
Tego samego dnia awaria systemu transportu rur zatrzymała prace na prawie dwie godziny. Okazało się też, że ramiona chwytaka zamknęły się same. Clementine trzeba było podciągnąć, by spróbować je naprawić (Invention & Technology). Odtajniona historia CIA opisuje problemy z kompensatorem falowania: rozsynchronizowane siłowniki, iskry, hałas i uszkodzenia. Inżynierowie musieli improwizować, także przy pomiarach (CIA, Project Azorian, kopia w The Black Vault).
26 lipca o 0.25 sonar chwytaka po raz pierwszy wykrył dno. Kolumna liczyła wtedy 211 podwójnych odcinków rur, a Clementine wisiała na głębokości 12 690 stóp, około 3,6 tys. stóp nad dnem. O 3.45 na pokładzie pękła lina, a przeciwwaga przenośnika rur o masie 30 tys. funtów, czyli około 13,6 t, spadła na pokład. Prace wstrzymano. Wznowiono je 27 lipca o 1.24, ale o 8.15 pękła kolejna lina i do 17.00 kolumna stała na głębokości 15 008 stóp. Wieczorem doszło do kolejnej przerwy z powodu usterki przenośnika rur. Zastępca dyrektora misji meldował, że system podnoszenia pracuje „na granicy możliwości” (Invention & Technology).
28 lipca o 19.52 w dzienniku podnoszenia zapisano: „NAD CELEM”. Sonar Clementine wykrył okręt. Następnego dnia o 13.02 chwytak był 217 stóp nad dnem, a o 23.00 – 90 stóp. 30 lipca o 23.24 operatorzy przesunęli go o około 800 stóp w dół zbocza, by dało się dołączyć do kolumny ostatni podwójny odcinek rur potrzebny do zasilania pomp hydraulicznych. 31 lipca o 1.00 dołączono ostatnią rurę, a o 4.36 chwytak znów był nad celem (Invention & Technology).
Przyziemienie
31 lipca o 9.13 zapisano w dzienniku: „PRZYZIEMIENIE” (touchdown). Chwytak stał nad okrętem. O 9.33 operatorzy zaczęli wbijać w dno osiem ramion, wspomagając się dyszami wodnymi. Napierali na nie siłą dwóch milionów funtów, czyli około 900 t. Grunt okazał się twardszy, niż przewidywano, więc na kolumnę rur przeniesiono kolejny milion funtów. O 16.18 częściowo rozwinięto sieć zabezpieczającą pocisk. O 23.48 wysunięto cztery nogi, by unieść chwytak razem z okrętem (Invention & Technology).
1 sierpnia o 0.25 nastąpiło oderwanie od dna. Szczątki okrętu przesunęły się w uścisku chwytaka i najpewniej złamały jedno z ramion. Później ustalono, że pękło i odpadło ramię nr 4, znajdujące się po lewej stronie, naprzeciw przedniej krawędzi kiosku. O 2.48 K-129 był całkowicie wolny – sześć lat i cztery miesiące po tym, jak uderzył w dno. O 17.15 zapisano: „Nogi ODCZEPIONE – W DRODZE NA GÓRĘ” (Invention & Technology).
Podnoszenie szło powoli. 3 sierpnia o 3.30 na pokład wróciły 53 podwójne odcinki rur, a okręt wisiał ponad 3 tys. stóp nad dnem. Tego dnia, zgodnie z planem legendy, „Glomar Explorer” nadał przez otwarty, komercyjny kanał radiowy komunikat o awarii „pojazdu do zbierania konkrecji” i poprosił o zgodę na wejście na atol Midway w celu naprawy. W rzeczywistości chodziło o to, by na statek mogła dotrzeć z USA druga grupa specjalistów (Invention & Technology).
Poranek 4 sierpnia
4 sierpnia o 6.25 w dzienniku zapisano dosadnie, że rury idą w górę „jak szalone”. Pięć minut później prace wstrzymano na półtorej godziny, by usunąć wyciek hydrauliczny. O 6.53 ramię nr 6 straciło całe ciśnienie. Chwytak przechylił się dziobem w dół, a kiosk K-129 zaczął się obracać. Clementine wisiała wtedy 6720 stóp, czyli około 2 km, nad dnem (Invention & Technology).
W centrum dowodzenia początkowo nikt nie zdawał sobie sprawy z rozmiarów katastrofy. Mniej więcej 20 minut później inżynierowie odkryli, że system wideo nie pokazuje obrazu w czasie rzeczywistym. Po przełączeniu kamery pokazały, że większość kadłuba K-129 odpadła. W uścisku chwytaka zostało tylko pierwsze 38 stóp dziobu, czyli około 11,6 m. Prawie 100 stóp kadłuba – z ostatnim pociskiem, systemem kierowania ogniem i materiałami kryptograficznymi – opadło z powrotem na dno (Invention & Technology). Najcenniejsza część zdobyczy, dla której zbudowano statek, wróciła w głębinę.
Mimo to podnoszenie trwało dalej. 6 sierpnia SB-10 zbliżył się do statku na 75 jardów, czyli niespełna 70 m (CIA, Project Azorian, kopia w The Black Vault). O 17.11 wciągnięto ostatnią rurę i rozpoczęto dokowanie. O 21.17 w dzienniku zapisano: „CLEMIE W DOMU. CHWYTAK ZADOKOWANY Z KAWAŁKIEM CELU”. O 21.35 radziecki holownik po raz ostatni podszedł na 75 jardów, cofnął się, dał trzy długie sygnały syreną i odpłynął w stronę Pietropawłowska. Do 22.30 zniknął z radaru (Invention & Technology). Tego, co właśnie znalazło się we wnętrzu „Glomar Explorer”, jego załoga nie zobaczyła.
7 i 8 sierpnia przez 15 godzin wypompowywano wodę z moon poolu. Szczątki podparto drewnem, by się nie przetoczyły. Dopiero wtedy było widać, co się stało. Ramiona nr 4 i 5 złamały się mniej więcej w połowie wysokości, a ramieniu nr 6 wyrwało siłownik hydrauliczny. Środkowa część kadłuba wypadła przez lukę po brakujących ramionach, porywając sieć zabezpieczającą zamocowaną do ramienia nr 7 (Invention & Technology). Według The Cold File pękły ramiona wykonane ze stali maraging, czyli wysokowytrzymałej stali niskowęglowej utwardzanej przez starzenie (The Cold File). National Security Archive odnotowuje, że wrak zabezpieczono 8 sierpnia, a 9 sierpnia operacja na miejscu dobiegła końca (National Security Archive).
Co wyłowiono
Fragment dziobowy obejmował przedział torpedowy i część pomieszczeń mieszkalnych załogi (National Security Archive). Specjaliści w kombinezonach ochronnych i maskach wykryli w nim skażenie plutonem. Historia CIA przypisuje je jednej lub dwóm torpedom z głowicami jądrowymi, w których zdetonował konwencjonalny materiał wybuchowy. Do wybuchu jądrowego nie doszło, bo głowice były odporne na tzw. detonację jednopunktową, czyli zaprojektowane tak, by przypadkowe odpalenie ładunku w jednym miejscu nie wywołało reakcji łańcuchowej. Pluton występował w postaci wodorotlenku, więc ryzyko skażenia powietrza było niewielkie (CIA, Project Azorian, kopia w The Black Vault). Raport rosyjskich ekspertów dla prezydenta Borysa Jelcyna z czerwca 1993 r. stwierdzał, że CIA wydobyła co najmniej dwie torpedy z głowicami jądrowymi (National Security Archive).
Z wraku wydobyto też trochę dokumentów, listów, fotografii i instrukcji, ogólne informacje o konstrukcji radzieckich okrętów podwodnych oraz dzwon okrętowy. Przed wyjściem w morze zdjęto go z kiosku i zgodnie z praktyką schowano w przedziale dziobowym (Invention & Technology). Każdy przedmiot czyszczono, fotografowano, rejestrowano i pakowano. Rzeczy bez wartości wywiadowczej rozbijano na drobne kawałki i przygotowywano do usunięcia. Papiery trafiały do kontenerów wyposażonych w urządzenia do konserwacji dokumentów (Invention & Technology). Historia CIA odnotowuje kuriozum: pełny kanister „soku torpedowego”, czyli alkoholu z instalacji torpedowej, przetrwał drogę z głębokości ponad 5 km i ciśnienie przekraczające 7 tys. funtów na cal kwadratowy bez utraty choćby kropli (CIA, Project Azorian, kopia w The Black Vault).
W szczątkach znaleziono ciała radzieckich marynarzy, w tym jedno w resztkach koi. Mniejsze szczątki wypadły z wraku na dno moon poolu (Invention & Technology). Muzeum CIA mówi o sześciu ciałach (CIA Museum, Project AZORIAN). Według wielu źródeł wtórnych trzech marynarzy zidentyfikowano jako Wiktora Łochowa, Władimira Kostiuszkę i Walentina Nosaczowa (The Cold File). Sam Kissinger poinformował później ambasadora ZSRR, że na podstawie dokumentów udało się ustalić tożsamość trzech z sześciu zmarłych (Wilson Center Digital Archive).
Pogrzeb na pełnym morzu
4 września 1974 r. z pokładu „Glomar Explorer” pochowano marynarzy w morzu, w metalowej komorze (The Cold File). Ceremonia odbyła się z honorami wojskowymi, około 90 mil morskich, czyli około 167 km, na południowy zachód od Hawajów (Wikipedia – Soviet submarine K-129). Część ceremonii poprowadzono po rosyjsku, zgodnie z elementami radzieckiego regulaminu morskiego. Tekst po rosyjsku czytał Jim Reeb, emerytowany starszy chorąży, który brał udział w operacji z ramienia CIA. Uroczystość sfilmowano na taśmie 16 mm (The Cold File). Pochówek w morzu zamiast repatriacji uzasadniano skażeniem promieniotwórczym szczątków (The Cold File).
Nagranie miało znaczenie nie tylko symboliczne. Gdyby sprawa wyszła na jaw, Waszyngton mógł pokazać Moskwie, że z ciałami jej marynarzy obchodzono się z szacunkiem.
21 września 1974 r. „Glomar Explorer” zacumował w Long Beach. Zdemontowano kontenery misji, a skrzynie z materiałami z K-129 wyładowano i wysłano w nieujawnione miejsce. Polmar i White wskazują na przesłanki, że chodziło o Strefę 51 w Nevadzie, około 80 mil na północny zachód od Las Vegas, ale przedstawiają to jako poszlakę, a nie fakt. Według nieoficjalnych relacji, które autorzy uznali za wiarygodne, szczątki zakwalifikowane do przechowania trafiły do niepozornego budynku nr 7717 w bazie okrętów podwodnych w Bangor w stanie Waszyngton (Invention & Technology).
Druga próba
Fiasko 4 sierpnia nie zamknęło sprawy. Projekt Azorian oficjalnie zakończono 20 października 1974 r., a następnego dnia uruchomiono Projekt Matador – przygotowania do powrotu po utraconą część wraku z pociskiem R-21 i materiałami kryptograficznymi. Wykonawcy zaczęli remontować statek i przebudowywać chwytak, a zmiany konstrukcyjne opierali na nowych zdjęciach dna wykonanych „rybą” holowaną przez okręt podwodny USS „Seawolf” (Invention & Technology).
Moskwa dała jednak do zrozumienia, że wie. W grudniu 1974 r. na przyjęciu dla zagranicznych attaché morskich w klubie oficerskim w Bethesdzie w stanie Maryland radziecki attaché morski powiedział amerykańskiemu oficerowi łącznikowemu, że wiadomo, iż Stany Zjednoczone próbowały podnieść K-129. „Jeśli tam wrócicie, będzie to oznaczało wojnę” – dodał (U.S. Naval Institute, Proceedings). O rozmowie następnego ranka zameldowano adm. Bobby'emu Inmanowi, ówczesnemu szefowi wywiadu marynarki. Do dziś nie wiadomo, czy był to oficjalny sygnał, efekt nadmiaru alkoholu, czy wskazówka, że Moskwa wie o niepełnym sukcesie i spodziewa się kolejnej próby (Invention & Technology).
Włamanie, które zdradziło wszystko
Ani anonimowy list, ani okręty obserwacyjne, ani helikopter nad pokładem nie zdekonspirowały operacji. Zrobiło to zwykłe przestępstwo kryminalne, do którego doszło, zanim statek w ogóle wypłynął.
5 czerwca 1974 r., w dniu, w którym Komitet 40 zatwierdził misję, czterech mężczyzn włamało się do siedziby Summa Corporation przy 7000 Romaine Street w Hollywood (Departament Stanu USA, FRUS). Sterroryzowali jedynego strażnika na służbie i między 0.45 a 4.45 przepalili palnikami acetylenowymi dwa sejfy. Zabrali 68 tys. dol. w gotówce, przedmioty artystyczne i dwa kufry dokumentów (The New York Times, 14 marca 1975, The New York Times, 27 marca 1975). Następnie zażądali pieniędzy za zwrot papierów. Źródła różnią się co do kwoty: dokumenty Departamentu Stanu mówią o 500 tys. dol. (FRUS), a „The New York Times” – o milionie (The New York Times, 14 marca 1975). Summa nie zapłaciła.
CIA obawiała się, że wśród skradzionych dokumentów jest memorandum prezesa Hughes Tool Company Raymonda Hollidaya do Hughesa, opisujące plan wydobycia okrętu pod przykrywką górnictwa morskiego (FRUS). Agencja zaalarmowała FBI, a FBI zaangażowało policję Los Angeles. W sekret wprowadzono kolejne osoby z kierownictwa LAPD. Właśnie ta ostrożność zgubiła operację. Im więcej ludzi szukało dokumentów, tym więcej wiedziało, czego szukają. Jesienią 1974 r. pogłoski dotarły do mediów (CIA, The Exposing of Project AZORIAN).
Dyrektor CIA William Colby osobiście prosił redakcje, które poznały sekret, o wstrzymanie publikacji. „The New York Times” zatrzymał materiał na mniej więcej rok (The Cold File). 7 lutego 1975 r. „Los Angeles Times” opublikował jednak tekst łączący włamanie, Hughesa, CIA i próbę wydobycia okrętu (CIA, The Exposing of Project AZORIAN). National Security Archive datuje publikację na 8 lutego (National Security Archive). Artykuł zawierał błędy, w tym nazwę operacji – „Projekt Jennifer”. W rzeczywistości „Jennifer” była nazwą przedziału bezpieczeństwa, a prawdziwy kryptonim Azorian oficjalnie ujawniono dopiero w 2010 r. (Wikipedia – Glomar Explorer).
18 marca 1975 r. dziennikarz Jack Anderson przedstawił szczegóły w audycji radiowej nadawanej w całym kraju. 19 marca Seymour M. Hersh opublikował w „The New York Times” tekst pod tytułem „C.I.A. Salvage Ship Brought Up Part of Soviet Sub Lost in 1968, Failed to Raise Atom Missiles” („Statek ratowniczy CIA wydobył część radzieckiego okrętu zaginionego w 1968 r., nie zdołał podnieść pocisków jądrowych”) (The Cold File, National Security Archive).
Tego samego dnia prezydent Gerald Ford zebrał doradców. Sekretarz obrony James Schlesinger radził przyznać „gołe fakty”, bo zaprzeczenie byłoby niewiarygodne. Colby przestrzegał, że oficjalne potwierdzenie zmusi Moskwę do reakcji. Przypominał, jak przyznanie się prezydenta Dwighta Eisenhowera do lotu samolotu rozpoznawczego U-2 zestrzelonego nad ZSRR w 1960 r. zaogniło kryzys. Zwyciężyło stanowisko Colby'ego (National Security Archive).
Dyplomacja milczenia
29 marca 1975 r. ambasador ZSRR Anatolij Dobrynin przekazał sekretarzowi stanu Henry'emu Kissingerowi obszerną notę. „Rzecz jasna nie możemy pozostać obojętni wobec jakiejkolwiek operacji podnoszenia jakichkolwiek części i mienia okrętu należącego do ZSRR” – napisał. Kissinger, po konsultacji z Fordem, odpowiedział ustnie, że Stany Zjednoczone nie wydały żadnego oficjalnego komentarza w sprawach związanych ze statkiem „Glomar Explorer” (U.S. Naval Institute, Proceedings).
Za kulisami rozmowa wyglądała inaczej. 19 kwietnia 1975 r., w poufnej rozmowie zanotowanej przez Dobrynina w dzienniku, Kissinger przyznał, że rok wcześniej odnaleziono ciała sześciu radzieckich marynarzy i pochowano je w morzu zgodnie z tradycją morską, a trzech z nich zidentyfikowano (Wilson Center Digital Archive). Publicznie obie strony milczały. Odprężenie było dla obu stolic cenniejsze niż rozliczanie się z operacji, której Moskwa nie zdołała zapobiec, a Waszyngton nie mógł się pochwalić.
Los Matadora rozstrzygał się jeszcze przez kilka miesięcy. Polmar datuje rezygnację z drugiej misji na marzec 1975 r. (U.S. Naval Institute, Proceedings). Dokumenty Departamentu Stanu pokazują jednak, że jeszcze w maju Colby przesłał Białemu Domowi analizę możliwych reakcji ZSRR na drugą próbę, a członkowie Komitetu 40 rozważali, czy „robić coś dalej”, czy „odpuścić i ratować, co się da” (Departament Stanu USA, FRUS, rozdz. 4). Do końca czerwca 1975 r. ZSRR skierował w rejon wraku okręt, który miał go pilnować (CIA, The Exposing of Project AZORIAN). Drugiej próby nigdy nie podjęto.
Ani potwierdzić, ani zaprzeczyć
Najtrwalszy ślad Projektu Azorian nie powstał na morzu, lecz w odpowiedzi na wniosek dziennikarki. Harriet Ann Phillippi, korzystając z ustawy o wolności informacji (FOIA – Freedom of Information Act, amerykańskiej ustawy o dostępie do informacji publicznej), zażądała od CIA dokumentów dotyczących prób powstrzymania prasy przed publikacjami o „Glomar Explorer”. 21 maja 1975 r. agencja odpowiedziała, że w interesie bezpieczeństwa narodowego zaangażowanie rządu USA w te działania „nie może zostać ani potwierdzone, ani zaprzeczone”, a sam fakt istnienia lub nieistnienia takich dokumentów jest informacją niejawną (Justia, Phillippi v. CIA).
Phillippi poszła do sądu. W 1976 r. Sąd Apelacyjny USA dla Dystryktu Kolumbii w sprawie Phillippi v. CIA uznał co do zasady, że taka odpowiedź jest dopuszczalna, jeśli agencja wykaże jej podstawy (Justia, Phillippi v. CIA, Sąd Apelacyjny USA dla Dystryktu Kolumbii). Od tamtej pory odpowiedź tego typu nazywa się odpowiedzią Glomar (Glomar response). Agencje federalne stosują ją, gdy samo potwierdzenie lub zaprzeczenie istnienia dokumentów ujawniłoby informacje chronione przepisami. W praktyce używa się też skrótu NCND – od angielskiego „neither confirm nor deny” (National Archives, OGIS).
Według ABC News autora pierwotnej formuły odnaleźli dziennikarze audycji Radiolab. Zaproponowane przez niego zdanie brzmiało: „Nie możemy ani potwierdzić, ani zaprzeczyć istnienia żądanych informacji, ale hipotetycznie, gdyby takie dane istniały, ich przedmiot byłby niejawny i nie mógłby zostać ujawniony” (ABC News). Formuła przeszła do kultury masowej i języka urzędów daleko poza Stanami Zjednoczonymi. W Wielkiej Brytanii zasada „neither confirm nor deny” jest standardową odpowiedzią rządu w sprawach służb specjalnych. 6 czerwca 2014 r. CIA zadebiutowała na Twitterze wpisem: „Nie możemy ani potwierdzić, ani zaprzeczyć, że to nasz pierwszy tweet” (NPR).
Dalsze losy statku i dzwonu
Chwytak rozebrano, a kolumnę rur zezłomowano. „Glomar Explorer” przejęła marynarka wojenna i odstawiła go do floty rezerwowej. Od 1996 r. dzierżawiła go firma wiertnicza, a w 2010 r. statek sprzedano jego operatorowi (ShipScribe). Magazyn „Naval History” podaje cenę 20 mln dol. (U.S. Naval Institute, Naval History), inne źródła – 15 mln dol. zapłaconych przez Transocean (Wikipedia – Glomar Explorer). Jako statek wiertniczy „GSF Explorer” przez lata wykonywał wreszcie pracę, którą od początku miał rzekomo wykonywać – wiercił w dnie oceanu w poszukiwaniu ropy i gazu. 5 czerwca 2015 r. trafił do stoczni złomowej w Zhoushan w Chinach (ShipScribe).
W październiku 1992 r. Robert Gates jako pierwszy dyrektor CIA odwiedził Rosję i przekazał prezydentowi Borysowi Jelcynowi nagranie pogrzebu (CIA Museum, Project AZORIAN) oraz radziecką banderę, którą okryto trumny marynarzy. Gates wspominał później, że nagranie przedstawiało pogrzeb „z modlitwami za zmarłych i radzieckim hymnem”, i nazwał go „godną i pełną szacunku ceremonią nawet w szczytowym okresie zimnej wojny” (Wikipedia – Soviet submarine K-129). W sierpniu 1993 r., za kadencji dyrektora CIA Jamesa Woolseya, ambasador Malcolm Toon przekazał rosyjskiej delegacji dzwon okrętowy K-129 (Wikipedia – Soviet submarine K-129).
W lutym 2010 r., w odpowiedzi na wniosek historyka wywiadu Matthew Aida złożony na podstawie FOIA, CIA odtajniła w mocno ocenzurowanej formie artykuł z 1985 r. „Project AZORIAN: The Story of the Hughes Glomar Explorer”, przygotowany dla „Studies in Intelligence”. National Security Archive przy Uniwersytecie George'a Washingtona opublikowało go wraz z analizą (The Cold File, National Security Archive). Wiele kluczowych fragmentów, w tym szczegóły dotyczące wydobytej broni jądrowej, nadal pozostaje zaczernionych.
Bilans operacji
Według Polmara i White'a operacja kosztowała około 500 mln dol. w cenach z początku lat 70., z czego około 200 mln dol. pochłonęła budowa statku. Mniej więcej tyle samo kosztowała wówczas pojedyncza załogowa misja na Księżyc (Invention & Technology). Inne źródła podają nawet 800 mln dol. (Gizmodo). CIA nie odtajniła danych o kosztach i ich przekroczeniach (National Security Archive). Za te pieniądze wydobyto dwie zniszczone torpedy jądrowe, część dokumentów, rzeczy osobiste, dzwon i szczątki marynarzy. Najważniejsze cele wywiadowcze – pocisk R-21, system kierowania ogniem i materiały kryptograficzne – wróciły na dno rankiem 4 sierpnia 1974 r. Na ile wiadomo, nadal tam leżą.
Oceny są podzielone. Hersh pisał w 1975 r., że według wysokich rangą oficerów marynarki misja się nie powiodła, bo nie wydobyto żadnego pocisku (National Security Archive). CIA do dziś zalicza Azorian do największych osiągnięć wywiadu czasów zimnej wojny. Twierdzi, że zebrane informacje istotnie poszerzyły wiedzę o radzieckich zdolnościach strategicznych, a operacja przesunęła granice technologii głębinowych i ciężkiego podnoszenia (CIA, The Exposing of Project AZORIAN). Rozstrzygnięcie tego sporu uniemożliwiają utajnione fragmenty dokumentów.
W realiach zimnej wojny sama operacja była jednak komunikatem. Stany Zjednoczone po cichu zlokalizowały i częściowo wydobyły radziecki okręt z głębokości, którą Moskwa uważała za nieosiągalną, i zrobiły to na oczach radzieckich okrętów. Najlepiej oddał to kontradmirał Wiktor Dygało, który w 1968 r. sam bezskutecznie szukał K-129: „Wydawało nam się to czymś nierealnym, fantastycznym. Mogę to porównać z misją na Księżyc pod względem technologii i zainwestowanych pieniędzy. Statek zbudowano w dwa lata, a przez te dwa lata nas oszukiwano. Dezinformacja była zorganizowana znakomicie” (Invention & Technology, The Washington Times).
Większa część K-129 wciąż leży na dnie Pacyfiku, około 1560 mil na północny zachód od Hawajów, razem z większością z 98 członków załogi. Dla ich rodzin to grób. Dla historyków – niedokończone śledztwo. Dla instytucji państwowych na całym świecie – początek formuły, po którą sięgają za każdym razem, gdy nie chcą odpowiedzieć dziennikarzowi.
Źródła
National Security Archive, „Project Azorian: The CIA's Declassified History of the Glomar Explorer” (EBB 305, 12 lutego 2010 r.): https://nsarchive2.gwu.edu/nukevault/ebb305/index.htm
CIA, „Project Azorian: The Story of the Hughes Glomar Explorer”, Studies in Intelligence (1985), kopia w The Black Vault: https://documents.theblackvault.com/documents/coldwarera/ProjectAzorian.pdf
CIA, „The Exposing of Project AZORIAN”: https://www.cia.gov/stories/story/the-exposing-of-project-azorian/
CIA Museum, „Project AZORIAN”: https://www.cia.gov/legacy/museum/exhibit/project-azorian/
CIA, Studies in Intelligence, „The Glomar Explorer in Film and Print”: https://www.cia.gov/resources/csi/static/The-Glomar-Explorer.pdf
Norman Polmar, „In the Wake of a Sunken Soviet Submarine”, U.S. Naval Institute Proceedings (grudzień 2010 r.): https://www.usni.org/magazines/proceedings/2010/december/wake-sunken-soviet-submarine
„The Loss – and the Mysteries – of the K-129”, U.S. Naval Institute, Naval History (sierpień 2024 r.): https://www.usni.org/magazines/naval-history/2024/august/loss-and-mysteries-k-129
Norman Polmar, Michael White, „Top Secret: Project Azorian”, Invention & Technology: https://www.inventionandtech.com/content/top-secret-project-azorian
Departament Stanu USA, Foreign Relations of the United States 1969–1976, t. XXXV, dok. 196: https://history.state.gov/historicaldocuments/frus1969-76v35/d196
Departament Stanu USA, Foreign Relations of the United States 1969–1976, t. XXXV, rozdz. 4: https://history.state.gov/historicaldocuments/frus1969-76v35/ch4
Wilson Center Digital Archive, dziennik A. Dobrynina, notatka z rozmowy z H. Kissingerem (19 kwietnia 1975 r.): https://digitalarchive.wilsoncenter.org/document/journal-af-dobrynin-memorandum-conversation-secretary-state-united-states-h-kissinger-19
The New York Times, „C.I.A. Link to Hughes Reported Disclosed by Burglary on Coast” (14 marca 1975 r.): https://www.nytimes.com/1975/03/14/archives/cia-link-to-hughes-reported-disclosed-by-burglary-on-coast.html
The New York Times, „An Easy Burglary Led to the Disclosure of Hughes-C.I.A. Plan to Salvage Soviet Sub” (27 marca 1975 r.): https://www.nytimes.com/1975/03/27/archives/an-easy-burglary-led-to-the-disclosure-of-hughescia-plan-to-salvage.html
Justia, Phillippi v. CIA, 546 F.2d 1009 (D.C. Cir. 1976): https://law.justia.com/cases/federal/appellate-courts/F2/546/1009/204926/
Sąd Apelacyjny USA dla Dystryktu Kolumbii, wyrok nr 10-5248 (2011 r.): https://media.cadc.uscourts.gov/opinions/docs/2011/12/10-5248-1348609.pdf
National Archives (OGIS), „NCND/Glomar: When Agencies Neither Confirm Nor Deny”: https://www.archives.gov/ogis/resources/foia-ombuds-observer/2024-01
ABC News, „The CIA's Secret History of the Phrase 'Neither Confirm Nor Deny'”: https://abcnews.com/US/cias-secret-history-phrase-confirm-deny/story?id=24033629
NPR, „The CIA Tweets, Internet Explodes In Not-So-Covert Sarcasm” (6 czerwca 2014 r.): https://www.npr.org/sections/thetwo-way/2014/06/06/319533258/the-cia-tweets-internet-explodes-in-not-so-covert-sarcasm
The National Interest, „Mission Impossible: How the US Navy Tried to Steal a Dead Russian Submarine's Secrets”: https://nationalinterest.org/blog/reboot/mission-impossible-how-us-navy-tried-steal-dead-russian-submarines-secrets-168413
Josh Dean, „The Taking of K-129” – opis wydawniczy: https://www.amazon.com/Taking-K-129-Russian-Operation-History/dp/1101984430
The Wall Street Journal, „The Cold War on the Ocean Floor” (15 września 2017 r.): https://www.wsj.com/articles/the-cold-war-on-the-ocean-floor-1505507868
Maritime Reporter, „A Project Called Azorian: Doing the Impossible”: https://www.maritimemagazines.com/maritime-reporter/202601/a-project-called-azorian/
The Cold File, „The 16,500-Foot Recovery: The Loss of K-129 and the Birth of the Glomar Response”: https://www.thecoldfile.com/articles/1968-k-129/
University of Michigan Heritage Project, „A Sub Goes Missing”: https://heritage.umich.edu/stories/a-sub-goes-missing/
ASME, „Hughes Glomar Explorer” – Historic Mechanical Engineering Landmark: https://www.asme.org/wwwasmeorg/media/resourcefiles/aboutasme/who%20we%20are/engineering%20history/landmarks/239-hughes-glomar-explorer.pdf
U.S. Naval Institute, Naval History, „Naval History News” (grudzień 2015 r.): https://www.usni.org/magazines/naval-history-magazine/2015/december/naval-history-news
ShipScribe, „USS Glomar Explorer (AG 193)”: https://www.shipscribe.com/usnaux2/AG/AG193.html
The Washington Times, recenzja książki „Project Azorian” (4 lutego 2011 r.): https://www.washingtontimes.com/news/2011/feb/4/book-review-project-azorian/
Naval Technology, „Peril in the depths – the world's worst submarine disasters”: https://www.naval-technology.com/features/featureperil-in-the-depths-the-worlds-worst-submarine-disasters-4191027/
Interesting Engineering, „Glomar Explorer – the CIA and Howard Hughes' Attempt to Raise a Sunken Russian Submarine”: https://interestingengineering.com/culture/glomar-explorer-the-cia-and-howard-hughes-attempt-to-raise-a-sunken-russian-submarine
1440 Review, „Project Azorian: A CIA Mystery”: https://1440review.com/2024/01/15/project-azorian-a-cia-mystery/
Business Insider, „Causes of Mysterious Submarine Disappearances Unclear 50 Years Later”: https://www.businessinsider.com/causes-of-mysterious-submarine-disappearances-unclear-50-years-later-2021-5
Gizmodo, „That Time The CIA And Howard Hughes Tried To Steal A Soviet Sub”: https://gizmodo.com/that-time-the-cia-and-howard-hughes-tried-to-steal-a-so-1561583789
Wikipedia, „Soviet submarine K-129 (1960)”: https://en.wikipedia.org/wiki/Soviet_submarine_K-129_(1960)
Wikipedia, „Project Azorian”: https://en.wikipedia.org/wiki/Project_Azorian
Wikipedia, „Glomar Explorer”: https://en.wikipedia.org/wiki/Glomar_Explorer
