W kwietniu w górach meksykańskiego stanu Chihuahua pickup spadł w przepaść, zabijając czterech pasażerów: dwóch funkcjonariuszy stanowej prokuratury i dwóch Amerykanów, których władze stanowe przedstawiały jako instruktorów z ambasady USA. Pół roku później wiadomo, że byli to oficerowie CIA – Richard Leiter Johnston III i John Dudley Black – którzy z bronią w ręku uczestniczyli w operacji przeciwko laboratoriom narkotykowym. 25 października sąd federalny przedstawił byłemu prokuratorowi generalnemu Chihuahua zarzut zdrady stanu. Sprawa obnaża skalę cichej obecności amerykańskiego wywiadu w Meksyku i pogłębia spór o suwerenność między Waszyngtonem a Meksykiem.
Noc na górskiej drodze
Do wypadku doszło nad ranem 19 kwietnia 2026 r. Konwój funkcjonariuszy prokuratury stanu Chihuahua wracał z Sierra Tarahumara, gdzie w okolicach osady El Pinal w gminie Morelos zlikwidowano rozległe laboratoria narkotykowe. Jeden z pojazdów zjechał z drogi i runął w wąwóz (El País). Według El País auto spadło ok. 200 metrów w dół i eksplodowało (El País). Jeden ze świadków zeznał, że pojazd stanął w płomieniach natychmiast, bo przewoził dodatkowe kanistry z benzyną (El País).
Zginęli wszyscy czterej pasażerowie: dyrektor Stanowej Agencji Śledczej (Agencia Estatal de Investigación, AEI) Pedro Román Oseguera Cervantes, jego ochroniarz Manuel Genaro Méndez Montes oraz dwóch Amerykanów (El Financiero). Prokuratura stanowa informowała o likwidacji dwóch „obozów” z sześcioma laboratoriami narkotyków syntetycznych, a ówczesny prokurator generalny stanu nazwał znalezisko „jednym z największych w historii kraju” (El País). Nikogo nie zatrzymano, bo przestępcy zdążyli uciec (Los Angeles Times). Źródło zbliżone do rządu federalnego powiedziało El País, że laboratorium i tak już nie działało, a ofiary poniosły śmierć „na próżno” (El País).
Trzy wersje jednego wypadku
Władze Chihuahua kilkakrotnie zmieniały opis zdarzeń. Najpierw podały, że zginęli pracownicy ambasady Stanów Zjednoczonych prowadzący szkolenia, i nie wspomniały o CIA. Później twierdziły, że Amerykanie nie brali udziału w operacji, tylko spotkali funkcjonariuszy stanowych w drodze powrotnej do stolicy stanu i wsiedli do ich samochodu (El País). Gubernator stanu María Eugenia „Maru” Campos z opozycyjnej Partii Akcji Narodowej (PAN) zapewniała, że o operacji nie wiedziała, a zgodę wydał zmarły w wypadku dyrektor AEI (El País). Ambasador USA Ronald Johnson nazwał zmarłych „personelem ambasady” (Los Angeles Times).
Oficjalną narrację podważył już kilka dni po katastrofie „Los Angeles Times”. Według jego źródeł w operacji uczestniczyło nie dwóch, lecz czterech oficerów CIA, ubranych w mundury AEI, by nie wyróżniać się wśród Meksykanów. Był to co najmniej trzeci od stycznia rajd antynarkotykowy w Chihuahua z udziałem funkcjonariuszy agencji (Los Angeles Times, Reuters). Dwaj pozostali oficerowie jechali za rozbitym pojazdem i zeszli pieszo w głąb wąwozu, licząc, że uda się uratować kolegów (La Jornada Maya). Obaj zostali później wydaleni z Meksyku (Los Angeles Times).
Nie obserwatorzy, lecz członkowie grupy szturmowej
Przełomem okazały się ustalenia Prokuratury Generalnej Republiki (Fiscalía General de la República, FGR) – meksykańskiego odpowiednika prokuratury krajowej – do których dotarł dziennik „El Universal”. Akta postępowania opierają się na zeznaniach funkcjonariuszy, którzy brali udział w akcji w El Pinal, oraz na opiniach biegłych. Wynika z nich, że Johnston i Black „nie byli biernymi obserwatorami, lecz członkami uzbrojonej komórki taktycznej”. Policjant z Grupy Operacji Taktycznych zeznał, że Amerykanie brali udział w pieszych przemarszach taktycznych, nosili broń długą i kominiarki, sprawdzali współrzędne na tabletach i koordynowali działania bezpośrednio z dyrektorem AEI (El Universal).
Śledczy odtworzyli też ostatnie dni oficerów. Wynajęty przez nich w Meksyku samochód wjechał 16 kwietnia na parking prokuratury stanowej i stał tam do nocy 19 kwietnia. Według akt FGR dowodzi to, że pojazd CIA znajdował się pod pieczą prokuratury przed rozmieszczeniem sił w górach, w jego trakcie i po nim. Nagrania z monitoringu potwierdziły obecność obu Amerykanów w budynku. Jeden ze świadków zeznał, że po wypadku wydano polecenie ukrycia obecności CIA (El País).
Akta wskazują ponadto, że prokuratura stanowa poprosiła wojsko jedynie o ochronę zewnętrzną rejonu El Pinal w dniach 16–18 kwietnia i nie poinformowała go o obecności cudzoziemców. Nie miała też oficjalnych rejestrów przyjazdów i wyjazdów oficerów CIA. Przylot Johnstona na lotnisko w Chihuahua odnotowano 13 kwietnia, a po Blacku nie ma śladu w ewidencji (AM/El Universal). Według El País Amerykanie regularnie wjeżdżali do stanu i go opuszczali – raz jako turyści, raz jako „personel ambasady” – a ich obecność w kompleksie prokuratury udokumentowano już w styczniu (El País). Oskarżenie przedstawiło też rezerwacje hotelowe, umowy najmu aut i dane geolokalizacyjne, które mają potwierdzać ich obecność w Chihuahua od października 2025 r. (La Razón). Jeden z oficerów był operatorem dronów (El País), a według obrony obaj szkolili funkcjonariuszy stanowych z zakresu wywiadu i obsługi dronów (Los Angeles Times).
Kim byli Johnston i Black
Tożsamość obu oficerów 19 października ujawnił „El Universal”. Informacje o nich są skąpe, co przy pracy wywiadowczej nie dziwi. Obaj przeszli drogę typową dla pionu operacyjnego CIA: od wojska, przez strefy wojenne, do służby wywiadowczej (El País).
John Dudley Black miał 43 lata. Urodził się w San Francisco, dorastał w stanie Waszyngton, studiował na Uniwersytecie Gonzaga, gdzie grał w futbol amerykański, uprawiał lekkoatletykę i przeszedł szkolenie w Korpusie Szkolenia Oficerów Rezerwy (ROTC). Według „Seattle Times” w Afganistanie służył jako adiutant polowy dowódcy 1. Dywizji Piechoty Morskiej. „Pracował ciężko i dawał z siebie wszystko. Dlatego robił to, co robił. Miał to w DNA. Stawiał innych na pierwszym miejscu. Nie chciał być w centrum uwagi i nie potrzebował tego. U młodych ludzi to rzadkie. Był wspaniałym człowiekiem” – wspominał jego trener futbolu z liceum Dave McKenna (El País).
Richard Leiter Johnston III miał 35 lat. Urodził się w Waszyngtonie, ukończył historię i język chiński mandaryński na Uniwersytecie Wirginii. W armii doszedł do stopnia kapitana. Jako dowódca plutonu w 25. Dywizji Piechoty w 2016 r. uczestniczył w afgańskiej operacji Freedom's Sentinel, prowadził działania antyterrorystyczne i szkolił afgańskie siły bezpieczeństwa. Później przeszedł do sił specjalnych i zdobył „zielony beret” – symbol jednostek specjalnych US Army. Po odejściu z wojska pracował dla rządu „w jednych z najtrudniejszych regionów świata”: na Bliskim Wschodzie, w Afryce, Azji Wschodniej i obu Amerykach. Nekrolog opublikowany przez serwis U.S. Special Forces Taps nie wspomina o CIA. „Jego życie zostało tragicznie przerwane w wypadku samochodowym podczas służby na rzecz priorytetów naszego państwa. […] Wykonywał pracę, w którą naprawdę wierzył” – czytamy (El País).
Zdrada stanu
17 października funkcjonariusze prokuratury stanowej – tej samej, którą jeszcze w kwietniu kierował – zatrzymali w Chihuahua byłego prokuratora generalnego stanu, César J. Usłyszał zarzuty bezprawnego wykonywania funkcji publicznych i zmowy funkcjonariuszy (Vanguardia). Tego samego wieczoru prokurator generalna republiki Ernestina Godoy ogłosiła, że sąd federalny wydał nakaz jego aresztowania za zdradę stanu w zakresie bezpieczeństwa narodowego. FGR zarzuca mu, że zorganizował operację, dopuścił do niej zagranicznych funkcjonariuszy i nie poinformował o tym władz federalnych, utrzymując jednocześnie kontakt z Amerykanami (Expansión).
Gdy 18 października sąd stanowy pozwolił mu odpowiadać z wolnej stopy, agenci federalni zatrzymali go ponownie na parkingu sądu i przewieźli do więzienia o zaostrzonym rygorze El Altiplano w stanie Meksyk (El País, Infobae). W nocy z 24 na 25 października sędzia federalny uznał, że ponad 150 przedstawionych dowodów wystarcza do formalnego objęcia go postępowaniem karnym (w meksykańskiej procedurze: vinculación a proceso). Utrzymał też areszt tymczasowy na czas procesu (El País, Vanguardia). Za zdradę stanu grozi od 5 do 40 lat więzienia (Los Angeles Times).
César J. nie przyznaje się do winy. Przed sądem stanowym zaprzeczył, by zlecił lub zaakceptował udział Amerykanów w operacji. Zauważył, że żaden z 45 przesłuchanych funkcjonariuszy nie wskazał go bezpośrednio, a w aktach nie ma ani polecenia, ani wiadomości, ani związku przyczynowego. „Trudno nie zauważyć, że w tej sprawie czuć nieprzyjemny zapach polityki” – mówił, zarzucając władzom „polityczną zemstę” (El País). Warto przypomnieć, że 27 kwietnia podał się do dymisji, przyznając, że odpowiada za nieujawnienie obecności cudzoziemców w operacji (El País). Do czasu prawomocnego wyroku pozostaje osobą niewinną.
Kluczową rolę śledczy przypisują jednak innemu funkcjonariuszowi – ówczesnemu prokuratorowi specjalnemu ds. operacji strategicznych Guillermowi Arturowi Z. To on miał być głównym organizatorem rajdu na El Pinal i to on miał polecić zabranie z miejsca wypadku rzeczy osobistych zmarłych Amerykanów. W maju zrezygnował ze stanowiska, opróżnił gabinet i zniknął. Lokalne media lokują go w USA. Ciąży na nim stanowy nakaz aresztowania, ale według źródeł El País FGR nie postawiła mu zarzutu zdrady stanu (El País).
Prawo, którego nikt nie przestrzegał
Aby zrozumieć wagę zarzutów, trzeba sięgnąć do 2020 r. Po aresztowaniu w USA byłego meksykańskiego ministra obrony gen. Salvadora Cienfuegosa rząd Andrésa Manuela Lópeza Obradora przeforsował nowelizację ustawy o bezpieczeństwie narodowym (Ley de Seguridad Nacional). Zgodnie z nią zagraniczni agenci – z DEA (amerykańskiej agencji antynarkotykowej), FBI czy CIA – potrzebują akredytacji, muszą przekazywać zebrane informacje stronie meksykańskiej i nie korzystają z immunitetu, jeśli popełnią przestępstwo. Funkcjonariusze stanowi i gminni mają obowiązek w ciągu trzech dni złożyć pisemny raport z każdego spotkania czy rozmowy z zagranicznym agentem (Library of Congress, WOLA). Claudia Sheinbaum poszła dalej i wpisała do konstytucji zakaz prowadzenia przez obce służby działań w terenie bez wyraźnej zgody i współpracy rządu federalnego. Meksykańskie prawo nie pozwala też funkcjonariuszom amerykańskich agencji nosić broni (Los Angeles Times).
Rzeczywistość wyglądała inaczej. Carlos Pérez Ricart z ośrodka CIDE w Meksyku zwraca uwagę, że amerykańscy agenci od dawna uczestniczą w takich operacjach, często bez wiedzy władz federalnych, opierając się na zaufanych kontaktach z urzędnikami stanowymi i lokalnymi (Los Angeles Times). Według źródeł El País obecność oficerów CIA w Meksyku wzrosła „niemal z automatu” po tym, jak administracja Donalda Trumpa uznała kartele za organizacje terrorystyczne (El País). 20 lutego 2025 r. Departament Stanu wpisał sześć meksykańskich organizacji przestępczych, w tym kartele Sinaloa i Jalisco Nueva Generación, na listę zagranicznych organizacji terrorystycznych (FTO) (Departament Stanu USA, Congressional Research Service). Agencja przejmuje dziś w Meksyku część zadań, które wcześniej należały do DEA, i współpracuje bezpośrednio z rządami stanowymi (El País).
Polityka w cieniu tragedii
Sprawa szybko stała się polityczna. Prezydent Sheinbaum zapewniała, że rząd federalny nie wiedział o operacji, a żaden z amerykańskich funkcjonariuszy nie miał zgody na działanie w Meksyku (Los Angeles Times). Krytykowała gubernator Campos, która – jak mówiła – nie odbierała od niej telefonów. Wszczęto procedurę usunięcia gubernator z urzędu (El País). Biały Dom odpowiedział chłodno. Rzeczniczka Karoline Leavitt stwierdziła, że „odrobina współczucia ze strony Claudii Sheinbaum” wiele by znaczyła (Reuters), choć pierwszą publiczną reakcją meksykańskiej prezydent były kondolencje dla rodzin ofiar z obu krajów (Los Angeles Times). Dziesięć dni po katastrofie USA postawiły zarzuty związane z handlem narkotykami gubernatorowi stanu Sinaloa i dziewięciu innym politykom oraz funkcjonariuszom z tego stanu (El País). Departament Stanu przekazał agencji AP jedynie, że „obserwuje” sprawę byłego prokuratora (Los Angeles Times).
Na scenie krajowej oskarżenie uderza w PAN, jedyną dużą siłę opozycyjną rządzącą największym stanem Meksyku przed wyborami 2027 r. Gubernator Campos zdystansowała się od byłego prokuratora, swojego wieloletniego sojusznika i politycznego patrona. El País zauważa, że stworzyło to wokół niej swoistą zaporę ogniową (El País, El País). Eksperci są podzieleni. Były szef prokuratury ds. przestępczości zorganizowanej Samuel González uważa, że niepoinformowanie władz federalnych i dopuszczenie uzbrojonych cudzoziemców może być naruszeniem obowiązków, ale nie zdradą stanu, którą określa jako przestępstwo czasu wojny. Pérez Ricart ostrzega, że mówienie o zdradzie wysyła do Waszyngtonu „bardzo zły sygnał”. Według obrony prokuratorzy mieli przekonywać, że potrzebna jest „kara przykładna”, by zapobiec działaniom USA podobnym do tych w Wenezueli (Los Angeles Times). Jak przypomina „Los Angeles Times”, od dziesięcioleci nikogo w Meksyku skutecznie nie osądzono za zdradę stanu.
Co ta sprawa mówi o wywiadzie
Katastrofa w Sierra Tarahumara pokazuje, jak zmienia się praca CIA w Ameryce Łacińskiej. Uznanie karteli za organizacje terrorystyczne przesunęło walkę z narkotykami z obszaru egzekwowania prawa do sfery bezpieczeństwa narodowego i działań wywiadowczych. W praktyce oznacza to oficerów z doświadczeniem z Afganistanu, wyspecjalizowanych w operacjach paramilitarnych, w roli doradców, instruktorów i – jak wynika z akt FGR – uczestników akcji z bronią w ręku.
To także przypadek podręcznikowy z punktu widzenia bezpieczeństwa operacyjnego. Działania tajne (ang. covert action) zakładają, że udział państwa-sponsora pozostanie niewidoczny lub możliwy do zaprzeczenia. Tutaj wystarczył wypadek drogowy, by ochrona pękła: zginęli oficerowie, do sądu trafiły rejestry lotniskowe i nagrania z monitoringu, a lokalni partnerzy agencji znaleźli się w areszcie. Badaczka María Teresa Martínez Trujillo zwracała uwagę, że po miesiącu od wypadku wciąż nie było przekonującej odpowiedzi, kim byli oficerowie, co robili w Chihuahua i dlaczego towarzyszyli meksykańskim funkcjonariuszom (El País). Pół roku później obraz jest pełniejszy, ale nadal niekompletny.
Pérez Ricart nie spodziewa się, że sprawa zmieni sposób działania CIA w Meksyku. Agencja opiera się na sieci informatorów, policjantów, śledczych i prokuratorów, nad którą władze federalne nigdy nie miały pełnej kontroli. Rządy stanowe mogą jednak stać się ostrożniejsze (El País). Pytanie, czy proces o zdradę stanu zniechęci lokalnych partnerów, czy raczej przeniesie współpracę jeszcze głębiej w cień, pozostaje otwarte.
