Zgodnie z zapowiedzią ujawniamy kulisy dziennikarskiego śledztwa Radosława Grucy.
„Afera lubińska”, która pierwotnie dotyczyła nielegalnej inwigilacji ABW na Dolnym Śląsku, okazuje się soczewką skupiającą patologie służb specjalnych, polityki i mediów. Nagranie, które publikujemy (ok. 17 minut), pokazuje wszystko bez filtra.
Po pierwsze – kto mówi na taśmie?
Na nagraniu słychać trzy osoby: Łukasza Bugajskiego, Radosława Grucę oraz jego bliską współpracowniczkę – prywatną znajomą, która nie jest zawodową dziennikarką, a mimo to posiada szczegółową wiedzę operacyjną i komentuje całą akcję rzucanymi na gorąco uwagami w stylu: „I mamy to nagrane. Człowieku!”. To już na starcie pokazuje standardy pracy Grucy – do przetwarzania wrażliwych danych dopuszcza osobę, której nie chroni tajemnica dziennikarska.
Po drugie – kontekst rozmowy.
Data rejestracji nagrania: 27 kwietnia 2025 r. Gruca dzwoni do Łukasza bezpośrednio po długiej rozmowie z Filipem Olenderkiem – wspólnikiem Macieja Bodnara, udziałowcem Grupy Econ. Tutaj przypomnimy tylko dwa kluczowe wątki:
Po pierwsze, konflikt z Maciejem Bodnarem stanowiący główną motywację jego działań. Po drugie, obsesyjna relacja ze swoją małżonką. Ślub w Las Vegas, kontekst „kasowania przeszłości”, „trucia” i innych „hipotez”. Te szczegóły nie są tanim grzebaniem w życiu prywatnym. Kapitan ABW Marcin Pilip, który przez lata rozpracowywał osobowo Bodnarów, wskazywał na powiązania żony Olenderka ze służbami (CBPŚ). To do dziś jedna z największych zagadek całej afery.
Najcięższy kaliber tego nagrania dotyczy „dziennikarskiego kryminału” w wydaniu Jacka „Harry’ego” Harłukowicza. Radosław Gruca podczas rozmowy z Olenderkiem dostaje „namacalny” dowód na to, o czym mówiliśmy od dawna – że Harłukowicz złamał tajemnicę dziennikarską i sprzedał źródło.
Dla przypomnienia: w lipcu 2024 r. Łukasz Bugajski zaczął wysyłać pisma do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji Tomasza Siemoniaka, w których opisał przestępcze działania funkcjonariuszy wrocławskiej delegatury ABW. Niemal od razu ruszyły w jego stronę działania odwetowe ze strony środowisk, które wskazał. W obawie o swoje bezpieczeństwo, Bugajski nawiązał kontakt z Harłukowiczem – dziennikarzem nie tylko mającym rozeznanie w lokalnych układach, ale i znającym kontekst „afery lubińskiej”.
„Redaktor Harry” nie dość że nie pomógł Łukaszowi, to jeszcze dołożył istotną cegiełkę do kampanii czarnego PR-u. Nagrał rozmowę ze swoim informatorem, a kilka tygodni później przekazał ją Filipowi Olenderkowi, mając pełną świadomość, że nagranie może zostać wykorzystana w celu dyskredytacji Bugajskiego. Sam Olenderek przyznał w rozmowie z Grucą, że utrzymywał kontakt z Harłukowiczem od maja 2024 r., określając ich relację jako „kumpleską”.
Filip Olenderek przyznał wprost, że otrzymał zapis rozmowy od Harłukowicza. „I wyobraź sobie, że on… że Harry oddał stenogramy, kurwa, rozmowy Olenderkowi”; „Stenogramy rozmowy dał Olenderkowi Harry. Z tobą”.
We wrześniu 2024 r. Filip Olenderek opublikował na X około 60 wpisów, w których przytaczał długie fragmenty rozmowy Bugajski–Harłukowicz. Dysponował też wiedzą z zawiadomień składanych przez Łukasza do ministra Siemoniaka (możliwy wyciek z wrocławskiej ABW). Co więcej, manipulował treściami, a równolegle wraz z Markiem Pohnke, przeprowadził kampanię mającą na celu zastraszenie Łukasza Bugajskiego oraz jego otoczenia. Sprawa została zgłoszona na prokuraturę 16.09.2024.
To jest właśnie dziennikarski kryminał: reporter dużego portalu nagrywa rozmowę ze swoim źródłem, a potem przekazuje stenogram człowiekowi stojącemu po drugiej stronie barykady, który – jak słyszymy – wykorzystuje to do własnych gier i zastraszania (analogia: „Wiesz, przychodzi zbir. Mówi: kumpluję się z dziennikarzem, który opisywał, że nie jestem zbirem i jeszcze dał mi stenogramy, jak gada z tym gościem, co do niego przyszedł”).
Zwróćcie uwagę, że Radosław Gruca świetnie rozumie wagę tego naruszenia i nie zostawia na Harłukowiczu suchej nitki: „Ale mi nic więcej nie potrzeba. Rozumiesz? Dla mnie ta jedna rzecz jest, kurwa, niedopuszczalna w ogóle. Nie-do-pusz-czalna. To jest ruchanie siebie w dupę, kurwa, samego.”
Gruca krytykuje postawę Harłukowicza, a jednocześnie sobie wystawia laurkę: „Widzisz, jak ja robię śledztwa. Czy ja, kurwa, bym się posunął do czegoś takiego?”.
Problem polega na tym, że „niedopuszczalny” czyn Harłukowicza nie został obnażony, a Gruca przez kolejne miesiące grał na dwa fronty.
Z jednej strony prowadził w Lubinie śledztwo, zrobił parę porządnych materiałów, a w rozmowach „na offie” zapowiadał wielki dziennikarski plan, który połączy wszystkie kropki i zakończy kariery skorumpowanych dziennikarzy.
Z drugiej strony – od roku publicznie milczy o sprawie i uporczywie odmawia upublicznienia materiału obciążającego kolegę z branży. W kluczowym momencie oblał się benzyną i podpalił wszystko wokół, kompromitując własne śledztwo, a gdy zaczęliśmy zadawać konkretne pytania, zaczął naciskać na nas bezpośrednio i przez pośredników.
Radosław Gruca przegrał bitwę o prawdę i o wizerunek.
Jacek Harłukowicz nawet nie przystąpił do bitwy o dziennikarską rzetelność.
Słyszycie to sami.
Kilka wątków celowo przemilczamy – wrócimy do nich na dniach.

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy...
Dodaj komentarz
Twój e-mail będzie widoczny tylko dla administratora. Wszystkie komentarze są moderowane i pojawią się po akceptacji.