Kiedy polska Policja publicznie ogłasza przygotowania do fali przemytu broni z Ukrainy, nie jest to zwykły komunikat prasowy. Major Robert Cheda, oficer Agencji Wywiadu w stanie spoczynku, powiedział to wprost w swoim programie z 5 maja: jeśli służby decydują się mówić o czymś otwarcie, oznacza to, że za zamkniętymi drzwiami sytuacja wygląda poważniej, niż chcą przyznać. Celowe, skalkulowane ostrzeżenie, skierowane jednocześnie do kilku odbiorców. Analiza Chedy nie była akademicką dysputą. Była mapą zagrożeń, które Polska właśnie zaczyna dostrzegać, lecz jeszcze nie zdążyła przepracować.
Trident. Nazwa, która mówi wszystko
W kwietniu 2026 roku Centralne Biuro Śledcze Policji uruchomiło projekt o kryptonimie Trident. Trójząb. Tryzub. Oficjalny herb Ukrainy. Ktokolwiek nadawał kryptonim temu programowi, nie miał zamiaru ukrywać, skąd spodziewane zagrożenie ma nadciągnąć.
Program zakłada specjalistyczne przeszkolenie 150 funkcjonariuszy CBŚP, zakup mobilnych systemów RTG do prześwietlania przesyłek i pojazdów, dronów obserwacyjnych oraz urządzeń noktowizyjnych i termowizyjnych. Budżet wynosi 6,6 mln złotych, koordynację zapewniają Frontex i Europol. Polska jest traktowana przez struktury unijne jako pierwsza linia filtrowania broni dla całego kontynentu, nie jako beneficjent cudzego bezpieczeństwa, lecz jako jego strażnik.
Liczby mówią same za siebie. W 2023 roku CBŚP zabezpieczyło 1374 sztuki broni palnej. W 2024 roku 516. W 2025 roku już 3322. Trzykrotny skok w ciągu jednego roku, przy wciąż trwającej wojnie. Eksperci są zgodni: kiedy działania bojowe ustąpią, skala tego procederu może wzrosnąć o kolejny rząd wielkości. Cheda traktuje sam fakt ogłoszenia programu jako sygnał ostrzegawczy: jeśli policja mówi publicznie, znaczy, że problem jest realny i bliski.
Rzeka broni
Skąd pochodzi ta broń i dlaczego jej skala jest tak trudna do oszacowania? Cheda wskazuje kilka źródeł, każde z odmienną logiką i innym stopniem ryzyka.
Pierwsze to łupy z pól bitewnych: broń przejęta od zabitych żołnierzy, zagubiona, porzucona lub zamieniana za gotówkę. Od początku rosyjskiej inwazji do połowy 2024 roku ukraińskie służby zabezpieczyły ponad 11 tysięcy sztuk broni, w tym blisko 1500 granatników. Zdaniem ekspertów ujawnione przypadki to wierzchołek góry lodowej. SBU i Narodowa Policja Ukrainy mają na głowie znacznie poważniejsze priorytety niż zwalczanie handlu bronią na własnym podwórku.
Drugie źródło jest bardziej systemowe i znacznie groźniejsze: zorganizowany handel bronią przez kadrę dowódczą jednostek liniowych. Ukraina walczy od ponad czterech lat w warunkach głębokiej korupcji strukturalnej. Afera za aferą w pionach logistyki i zaopatrzenia Ministerstwa Obrony, przenikanie mafii do struktur wojskowych, korupcja udokumentowana przez Narodowe Biuro Antykorupcyjne na szczeblu bezpośredniego otoczenia prezydenta Zełenskiego. Mechanizm jest prosty i trudny do zakwestionowania: utratę broni ze składów wojskowych można wpisać w straty bojowe. Rosjanie uderzyli w magazyn, zniszczono tyle i tyle egzemplarzy. Tymczasem broń trafia do magazynów zorganizowanych grup przestępczych.
Trzecie źródło to zachodnia pomoc wojskowa, która dotarła na Ukrainę i częściowo zniknęła. W 2024 roku strona amerykańska nie mogła się doliczyć broni, amunicji i sprzętu wojskowego przekazanego Ukrainie na kwotę miliarda dolarów. W przejmowanych magazynach obok posowieckich wyrzutni i granatników pojawiają się egzemplarze szwedzkich granatników przeciwpancernych Carl Gustav. Broń finansowana przez europejskich i amerykańskich podatników krąży po szarej strefie, zanim jeszcze zakończy się konflikt, który miała wygrać. Cheda podkreśla: nie wiemy wszystkiego. Wiemy niewiele. Bo Ukraińcy się tym nie chwalą.
Mafia ponad linią frontu
Jeden z najbardziej niepokojących wątków analizy Chedy dotyczy trwałości relacji między ukraińską a rosyjskojęzyczną przestępczością zorganizowaną. Pomimo czterech lat wojny, pomimo nienawiści i dziesiątek tysięcy ofiar po obu stronach, współpraca ta nie została przerwana. Geopolityka i kryminał operują według różnych kalendarzy.
Centra tych operacji to Dnipro, Charków, Chersoń i Odessa. Strategiczny trójkąt szlaków przerzutowych obejmuje Ukrainę, Rosję i Naddniestrze: separatystyczną enklawę oddzieloną od Mołdawii, zarządzaną przez rosyjskie służby za pośrednictwem struktur przestępczych. Osobnym węzłem jest okupowany przez Rosję Donbas, gdzie tak zwane republiki ługańska i doniecka funkcjonują jako szara strefa zarządzana przez rosyjskie służby właśnie za pomocą zorganizowanej przestępczości.
Za tą mafią stoją rosyjskie służby specjalne. Historia ostatnich lat dostarcza dziesiątek udokumentowanych przykładów: GRU wykorzystuje kryminalne struktury jako kanały przerzutowe, jako siatki kontaktów z europejską przestępczością zorganizowaną i jako lokalizacje tajnych magazynów broni na terytorium Europy Zachodniej. Polska, jako najkrótszy tranzytowy szlak między wschodem a centrum kontynentu, nie jest wyłącznie odbiorcą zagrożenia. Jest jego głównym korytarzem.
Psychoweterani
Przemyt broni to jeden wymiar problemu. Drugi, w ocenie Chedy potencjalnie groźniejszy dla codziennego bezpieczeństwa obywateli, to perspektywa napływu ukraińskich weteranów do Polski po zakończeniu działań bojowych. Były oficer wywiadu podkreśla wyraźnie: nie jest to treść antyukraińska. Deprawacja wojną dotyczy każdego narodu. Przemoc rodzi przemoc. Traumy wojenne zostawiają trwały ślad w psychice. Spadło na Ukraińców, bo to oni od czterech lat płacą daninę krwi.
W 2025 roku w Polsce przebywał milion Ukraińców, z czego 61 procent, czyli około 600 tysięcy, stanowiły kobiety. Za nimi, po rozejmie lub zakończeniu mobilizacji, przyjadą mężczyźni. Dziesiątki tysięcy byłych żołnierzy chcących dołączyć do rodzin. Żołnierze mówią o tym w ukraińskich mediach bez owijania w bawełnę: po wojnie chcą opuścić Ukrainę i zacząć życie tam, gdzie są ich żony i dzieci. Kraj jest zrujnowany, perspektywy odbudowy mgliste, a więc perspektywy normalnego życia równie mgliste.
Większość zaadaptuje się. Historia i badania kliniczne nie pozostawiają jednak wątpliwości, że część tego zrobić nie zdoła. PTSD to realna, udokumentowana konsekwencja wieloletniego funkcjonowania w warunkach bezpośredniego zagrożenia życia. Syndrom ten nie jest słabością jednostki, lecz fizjologiczną odpowiedzią mózgu na ekstremalny, przedłużony stres bojowy. W Rosji, gdzie weterani wracają z frontu bez żadnego systemu wsparcia, wzrost przestępczości z użyciem przemocy jest już statystycznie mierzalny. Cheda wskazuje analogię do syndromu afgańskiego: po rozpadzie ZSRR weterani afgańscy tworzyli zorganizowane grupy przestępcze oparte na strukturze braterstwa bojowego, jedynej wspólnocie, której mogli ufać po powrocie z frontu. Przyjadą do nas ludzie przeszkoleni w zabijaniu, rozczarowani, z roszczeniami i często z uzależnieniami. Ci, którzy się nie zaadaptują, wejdą w kolizję z prawem. Celowo lub nie.
Ukraina nie ma dziś strategicznej polityki wobec weteranów. Brak tej polityki nie jest problemem moralnym. Jest problemem bezpieczeństwa o zasięgu transgranicznym.
Nieprzygotowana policja
Cheda zadaje pytanie, na które odpowiedź jest w jego ocenie bolesna: czy polska policja jest przygotowana na skokowy wzrost przestępczości z udziałem ludzi nawykłych do przemocy i potencjalnie uzbrojonych? Nie w tej formule, w której dziś funkcjonuje.
CBŚP, piony operacyjne i antyterroryści dysponują odpowiednimi procedurami, wyposażeniem i kulturą operacyjną. Problem leży gdzie indziej. Patrol radiowozem jadący na interwencję, funkcjonariuszka drogówki zatrzymująca kierowcę za wykroczenie, policjant wzywany przez zaniepokojonych sąsiadów, ci funkcjonariusze nie są ani wyposażeni, ani przeszkoleni do kontaktu z uzbrojonymi, straumatyzowanymi weteranami lub z agentami GRU, których jedynym zawodem jest skuteczna eliminacja celów. System, który wysyła ich bez odpowiedniej ochrony i procedur, wystawia ich na ryzyko, którego sam nie jest gotów przyznać.
Do tego obrazu dochodzi decyzja Nawrockiego, który zablokował transzę środków przeznaczoną na dozbrojenie policji i Straży Granicznej. Kamizelki kuloodporne i odłamkoodporne, hełmy balistyczne, pojazdy opancerzone dla patroli interwencyjnych, standardowe wyposażenie w każdej armii sojuszniczej NATO, wciąż nie trafia do funkcjonariuszy, którzy pierwsi zetkną się z zagrożeniem. Decyzja polityczna z bezpośrednimi konsekwencjami operacyjnymi.
Zielone ludziki
Jest jeszcze jeden wymiar tej układanki, o którym polska policja oficjalnie milczy.
Broń przemycana z Ukrainy nie zasili wyłącznie polskich grup przestępczych ani ukraińskiej mafii. Zasili tajne magazyny GRU na terytorium Polski i Europy. Rosja od lat buduje siatki uśpionych agentów i jednostek specjalnych wtopionych w europejskie społeczeństwa, tak zwanych zielonych ludzików, przygotowanych do działania w momencie eskalacji. Ci ludzie potrzebują broni dostarczonej lokalnie, bez konieczności przerzutu przez szczelniej strzeżone granice wschodniej flanki. Ukraiński przemyt jest dla nich gotowym rozwiązaniem logistycznym.
Sygnały z wywiadów europejskich zbiegają się w jednym punkcie: Rosja coś szykuje. Chaos wewnętrzny, wywołany zamachami, dywersją, sabotażem infrastruktury krytycznej, atakami dronów na elektrownie i cyberatakami na węzły komunikacyjne, jest według rosyjskiej doktryny wojennej warunkiem wstępnym działań militarnych przeciwko państwom NATO. Absorbuje siły bezpieczeństwa, uniemożliwia udzielenie pomocy sojusznikom, paraliżuje aparat państwowy i eroduje zaufanie społeczne do instytucji. Trzy efekty strategiczne bez jednego wystrzelonego pocisku przekraczającego granicę.
Środowisko bezpieczeństwa Polski zagęszcza się równocześnie z kilku stron: spodziewany napływ weteranów, hurtowy przemyt broni i siatki GRU. Każde z tych zjawisk osobno jest problemem do zarządzania. Wszystkie trzy naraz, bez przygotowanych procedur, bez odpowiedniego wyposażenia formacji mundurowych i bez poważnej debaty publicznej, przekraczają próg, za którym problem staje się kryzysem.
Cheda kończy swój program bez retorycznych ozdób. Oby nie polała się krew. Bo nie jesteśmy na to przygotowani.
Program majora Roberta Chedy z 5 maja 2026 roku dostępny jest pod poniższym linkiem:
Czeka nas zalew psychoweteranów. Ukraińska mafia. Polska we krwi? Major wywiadu Robert Cheda

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy...
Dodaj komentarz
Twój e-mail będzie widoczny tylko dla administratora. Wszystkie komentarze są moderowane i pojawią się po akceptacji.