Są programy, po których człowiek nie może zasnąć. Nie dlatego, że są sensacyjne, nie dlatego, że epatują emocjami i krzykiem w studiu. Ale dlatego, że ktoś w sposób zimny, analityczny i poparty latami doświadczenia mówi na głos rzeczy, które wszyscy czujemy, ale nikt w głównym nurcie nie chce wypowiedzieć. Taki jest wczorajszy program majora Roberta Chedy. Obejrzałem go kilka razy. Za każdym razem miałem to samo odczucie: że patrzę w lustro, że ktoś właśnie opisuje mechanizm, którego sam byłem świadkiem i ofiarą.
Major postawił tezę prostą jak cep: państwo polskie, dwa i pół roku po przejęciu władzy przez koalicję, funkcjonuje w trybie zarządzania bezruchem. Nie chodzi o niekompetencję, choć ta bywa bardzo widoczna. Chodzi o coś głębszego i bardziej niepokojącego - o świadomy wybór bierności jako strategię polityczną. Priorytetem nie jest efektywność służb, nie jest rozliczenie przestępstw, nie jest bezpieczeństwo państwa w obliczu rosnącego zagrożenia ze wschodu.
Priorytetem jest wyłącznie uszczelnienie systemu przed wyciekiem haków na obecną władzę - to jest właśnie zdanie, które powinno obiec wszystkie redakcje w Polsce.
Pewien jestem, że nie obiegnie żadnej.
Znany mi mechanizm
Znam ten mechanizm z własnego doświadczenia. Kiedy przez ostatnie lata składałem zawiadomienia, zeznania i przekazywałem dokumenty dotyczące nadużyć w działaniu ABW na Dolnym Śląsku, trafiałem na mur. Nie mur niekompetencji, a mur urzędniczej decyzji. Ktoś postanowił, że te sprawy mają być martwe, i zadbał o to z precyzją godną lepszej sprawy. Cheda opisuje w skali makro dokładnie ten sam obraz: państwo nie odpowiada ani na zagrożenia zewnętrzne, ani na inicjatywy oddolne. Wręcz przeciwnie, traktuje sygnalistów i dziennikarzy śledczych jak wrogów systemu, bo burzą oni delikatną równowagę, której jedynym zadaniem jest utrzymywanie status quo. Rozpoznałem ten opis natychmiast, bo sam przez niego przeszedłem.
Szczególnie uderzyła mnie analiza dotycząca kontroli nad służbami. Cheda mówi wprost: szefowie służb zostali wybrani według kryterium lojalności rozumianej nie jako efektywność, ale jako gwarancja, że żaden hak na obecną władzę nie wydostanie się na zewnątrz. Oznacza to, że służby, zamiast tropić agenturę i zwalczać korupcję, zajmują się pilnowaniem własnego podwórka. Na średnim szczeblu kierowniczym siedzą tymczasem ludzie dyspozycyjni wobec poprzedniego układu, bo żadnej realnej weryfikacji kadrowej nie przeprowadzono. Nie ma w tym nic z teorii spiskowej. Cheda precyzyjnie opisuje strukturę, z którą sam się zderzałem za każdym razem, gdy próbowałem działać w ramach systemu.
Dwa rodzaje agentury
Major Cheda mówi o dwóch rodzajach agentury. Pierwsza to klasyczna agentura wywiadowcza, zwerbowana przez rosyjskie służby, aktywna w strukturach partii politycznych, w tym w PiS. Druga to agentura wojskowa, uśpiona, czekająca na "godzinę W", kiedy jej zadaniem będzie wywołanie chaosu, dezorientacja ludności i tworzenie złudnego wrażenia parcia na kapitulację. Nie widzę w tym żadnych spekulacji ani publicystycznych nadużyć. W mojej opinii jest to analiza oparta na metodologii właściwej dla środowiska wywiadowczego, poparta rozmowami z byłymi szefami wywiadu, takimi jak Grzegorz Małecki czy Andrzej Derlatka, którzy zgodnie twierdzą, że skala infiltracji jest znacznie większa, niż chce to przyznać obecna władza.
Obserwując z bliska kulisy operacji ABW na Dolnym Śląsku, rolę, jaką odegrali w tym układzie konkretni funkcjonariusze, i sposób, w jaki moje zeznania oraz dokumenty były tuszowane przez kolejne szczeble, nie mam żadnych powodów, by tej analizie nie wierzyć.
Wręcz przeciwnie.
Motyw szantażu
Kluczowy wątek programu dotyczy motywacji obecnej władzy do bierności. Cheda formułuje dwie hipotezy. Wedle pierwszej mamy do czynienia z układem wzajemnej nieagresji: my was nie ruszamy, wy nas nie ruszacie. Albo, i ta hipoteza jest bardziej niepokojąca, strona dawnego układu dysponuje tysiącami nagrań kompromitujących obecnych polityków i tym szantażem paraliżuje każdą próbę systemowego oczyszczenia. Obawa przed ujawnieniem jako motyw przewodni bierności państwa - przerażające, prawda?
Prokuratura od czasów stalinowskich
Program jest też bezlitosny wobec prokuratury. Cheda pyta, dlaczego jako jedyna instytucja odziedziczona po PRL nie przeszła przez 37 lat żadnej sensownej reformy. Immunitet prokuratorski w obecnej skali, połączony z brakiem rzeczywistej odpowiedzialności cywilnej, stanowi otwarte zaproszenie do korupcji, upolitycznienia i bezkarności jednocześnie. Jako wzór Cheda proponuje rozwiązanie brytyjskie - specjalny sąd rozpatrujący wyłącznie sprawy służb i skargi obywateli na nadużycia, z zachowaniem pełnej tajemnicy państwowej, ale z jeszcze pełniejszym poszanowaniem prawa. Pomysł ten był przedstawiony Adamowi Bodnarowi jeszcze przed objęciem przez niego stanowiska. Bodnar jednak nie odpowiedział.
Jan Piński, który pojawia się w programie jako przykład obywatela próbującego z własnej inicjatywy naprawić to, czego instytucje naprawiać nie chcą, jest mi bliski z autopsji. Sam przez ostatnie lata robiłem podobnie: zbierałem dowody, składałem zawiadomienia, nagłaśniałem to, o czym główne media milczą. Reakcja państwa była każdorazowo identyczna: kampanie kompromitacyjne, próby ubezwłasnowolnienia, inwigilacja, żerowanie służb na ludzkim strachu i słabości. Cheda mówi, że tacy ludzie jak Piński czy ja wyrastają na wrogów numer jeden systemu, bo burzą jego stabilność.
Potwierdzam, bo stabilność tego systemu niejednokrotnie próbowała mnie zmieść.
Wyjechałem, żeby przeżyć
Najsmutniejszy fragment programu to jednak nie analiza geopolityczna ani diagnoza prokuratury. Moją szczególną uwagę zwróciła odpowiedź na pytanie słuchaczki, czy powiedzieć dzieciom, żeby wyjeżdżały za granicę. Major Cheda odpowiada, że są ku temu przesłanki. Że zna przypadki ludzi, którzy wyjechali, bo chcieli żyć jako wolne jednostki i Polska tej wolności im nie gwarantowała. Słowa wypowiedziane przez człowieka z jego doświadczeniem i pozycją powinny skłonić nas wszystkich do refleksji.
Po to, żeby zrozumieć, do jakiego stanu doprowadzono to państwo i kto za ten stan odpowiada.
Ja wyjechałem. Nie z wyboru, nie z wygody, nie dlatego, że zabrakło mi determinacji. Wyjechałem, żeby ratować swoje życie. Jestem teraz w Maroku i piszę te słowa, bo Polska stała się dla mnie miejscem zbyt niebezpiecznym, żeby w nim pozostać. Rozumiem więc tych, którzy pakują walizki, i nie zamierzam ich oceniać. Sam przez to przeszedłem. Różnica jest jedna: nie uznaję tego za koniec. Walka trwa dalej, chociaż prowadzona z innego miejsca, z dala od ludzi, którzy chcieliby mnie uciszyć raz na zawsze.
Działalność Chedy, Pińskiego i moja własna dowodzi, że żadne betonowanie nie jest doskonałe. Zawsze zostaje jakaś rysa przez którą wpada światło. Czasem trzeba wyjechać i cofnąć się nieco do cienia, żeby móc tę rysę pokazać światu.
Mam wrażenie, że tego programu nie powinien oglądać tylko widz zainteresowany polityką lub bezpieczeństwem narodowym. Powinni go obejrzeć wszyscy, którzy jeszcze wierzą, że Polska jest państwem prawa. Niech sprawdzą sami, czy po obejrzeniu ta wiara się utrzyma. I co z nią wtedy zamierzają zrobić.
Program majora Roberta Chedy z 3 maja 2026 roku dostępny jest pod poniższym linkiem:
Bez litości. Rozpędzić służby i prokuraturę. Major wywiadu Robert Cheda i Jan Piński